niedziela, 25 sierpnia 2019

Lorgar i Niosący Słowo cz1

https://youtu.be/kSmWH1-VQzY


Niosący Słowo
“Wymówcie słowa Lorgara, a już na zawsze będziecie żyli w chwale Chaosu. Nie wymówcie ich, a jeszcze dziś wszyscy zginiecie.”
~ Ultimatum Niosących Słowo, zaniesione mieszkańcom stolicy planetarnej Moegh IV przed masakrą

Okrzyk wojenny: Niosący Słowo maszerują do bitwy śpiewając zwrotki z Księgi Lorgara zapętlone w kółko.
Powstanie: M30
Sukcesja od: Imperialni Heraldowie, Ikonoklaści (nazwa nieformalna)
Znane bandy bitewne: Zwiastun, Bractwo Ikonoklastów, Prorocy Zarażonej Drogi, Synowie Potępienia, Uświęceni, Płacząca Zasłona
Sygnatura Legionu: XVII
Prymarcha: Lorgar
Lordowie Chaosu: Erebus, Kor Phaeron, Mroczni Apostołowie wchodzący w skład Czarnej Rady
Ojczysty świat: Colchis
Obecna kwatera główna: Sicarus (Demoniczny Świat w Oku Terroru), Ghalmek (Świat Mrocznej Kuźni w Maelstromie)
Przynależność: Chaos Niepodzielny
Barwy: Karmazyn (Zdradziecka Czerwień)

Historia Legionu

         Jeśli kiedykolwiek istniała jakakolwiek miara zdrady, to Niosący Słowo z całą pewnością mieścili się w jej ekstremalnych, najwyższych partiach. Choć niegdyś byli najbardziej oddanymi i rygorystycznymi wojownikami w Imperium, to nie tylko nie wystarczyło to, by uchronić ich przed upadkiem, ale na dodatek Niosący Słowo pociągnęli swoje inne, bratnie Legiony, razem ze sobą w otchłań. Choć zdrada innych uderzyła w Imperium niczym silna burza, lub rozkwitnięcie ostatniego kwiatu zdrady z dawno zapomnianego ziarna, zdrada Niosących Słowo była trucizną destylowaną od wielu lat. Od momentu powstania ich Legionu, oddanie wojowników Niosących Słowo sprawie Imperium i Wielkiej Krucjaty było niekwestionowane. Byli oni wojownikami niosącymi ideały Imperium i wizję przyszłości rasy ludzkiej. To nie ich lojalność była tematem powszechnych debat, a sposób, w jaki ową lojalność wyrażali. Dziś ich dawną lojalność postrzega się jednak wyłącznie jako maskę, a ich fanatyzm jako wadę, która pomogła zniszczyć wszystko to, nad czym dawniej tak niestrudzenie pracowali.
            Jeszcze przed pierwszymi podbojami Imperatora w gwiazdach, jasnym stało się, że nie planuje on jedynie prostej wojny o podbój, a że nadchodzący konflikt będzie wojną o ideały. Wojny Unifikacyjne, a następnie Wielka Krucjata, miały sprowadzić rozdzielone i podzielone potomstwo ludzkości i zjednoczyć je pod jednym, oświeconym władcą. Choć Imperator dzielnie radził sobie z niszczeniem swoich wrogów i ich wielkich twierdz, zawsze był przygotowany do zaakceptowania składanego mu hołdu i obietnicy posłuszeństwa tych, których pokonał. Imperator miał przewodzić prawdziwemu Imperium Ludzkości, które miało się radować nawet wtedy, gdy znienawidzony wróg, który dawniej działał na jego szkodę, klękał i przyznawał się do porażki. Jak stwierdził jeden z dowódców armii Wojen Unifikacyjnych: “Gdybyśmy mieli zabijać każdego, kto staje nam na drodze, wkrótce stalibyśmy się władcami w królestwie popiołu.” Byli jednak i tacy wrogowie, z którymi pojednanie się nie było możliwe - nawet żądza zjednoczenia się ma swoje granice.
            Racjonalność i oświecenie wiedzą mogło doprowadzić Imperium bardzo daleko. Mrok barbarzyństwa musiał zostać odepchnięty, złamany i spalony w świetle prawdziwej drogi przyszłości. Adoracja bogów i mnożenie ideałów oraz wierzeń, które mogły doprowadzić do przesądów i ignorancji były chwastami, które należało wyciąć mieczem Imperialnej Prawdy. W ten sposób, armie młodego Imperium toczyły wojnę o umysły na zdobytych terenach na równi z wojną o ciała i krew. To właśnie w takich okolicznościach, w czasach wojny o przetrwanie ideałów Imperium powstał XVII Legion.
            Od swoich najwcześniejszych dni, XVII Legion różnił się od innych Legionów obowiązkami i wyglądem. Choć wszystkie Legiony Astartes walczyły z wielkim oddaniem, to już na pierwszy rzut oka wokół wojowników XVII Legionu roztaczała się aura fanatyzmu. Ich pierwszymi rekrutami byli synowie eksterminowanych przeciwników Imperatora. Byli oni trenowani i wychowywani tak, by byli w stanie dostrzec zbrodnie w czynach ich przodków i cenę, jaką trzeba im zapłacić za przebaczenie. Gdy inni szli do walki z poczuciem prawości w sercu, Marines XVII Legionu walczyli z zimną furią, znaną tylko potępieńcom i odkupionym. Jedynie kilku z nich łączyły więzi z braćmi z innych Legionów. Dla nich w bitwie nie było radości, tak jak w podboju nie dostrzegali chwały. Wszystko, co miało dla nich znaczenie, to dopełnienie swoich powinności. Podczas gdy inni Marines byli w stanie uznać siłę swoich wrogów a nawet poczuć wobec nich respekt, XVII Legion nie dostrzegał żadnej cnoty w starciu z przeciwnikami. Dopiero gdy przeciwnik był już złamany i kłaniał się przed nimi, byli oni w stanie uznać, że zasługiwał on na coś więcej, aniżeli tylko zniszczenie.
            Podczas gdy inne Legiony Kosmicznych Marines zdobyły swoje nazwy w swojej późniejszej historii, XVII Legion został mianowany Legionem Imperialnych Heraldów już w dniu swojego powstania. Tylko ten jeden Legion spośród dwudziestu został wyróżniony właśnie w taki sposób, nie miało to jednak żadnego znaczenia honorowego. Miało to być jedynie odniesienie do roli sprawowanej przez Legion. Tam, gdzie wrogowie Imperatora modlili się do starych bogów i wciąż byli ogarnięci przesądami Starej Nocy, to właśnie XVII Legion miał przekazywać im ultimatum Imperatora: wyrzeknij się, lub przepadnij. Do licznych fortec demagogów i do odosobnionych enklaw dzikich kultów Starej Terry przybywał samotny wojownik XVII Legionu. Był opancerzony na czarno i ukrywał twarz za hełmem stylizowanym na ludzką czaszkę. U pasa miał przewieszoną uskrzydloną maczugę. Herald miał za zadanie przekazać dobre słowo o prawdzie, oferowanej przez Imperatora Ludzkości oraz o daremności oporu zgromadzonych przed nim ludzi. Ci niosący słowo i śmierć wojownicy byli wybierani spośród tych, którzy wykazywali ogromne oddanie Imperialnej Prawdzie. Gdy dany wojownik zasłużył sobie na pozycję Heralda, nie mógł zwyczajnie porzucić swojej funkcji. Niektórzy poddawali się na sam widok Heralda XVII Legionu, odrzucali swoje dawne wierzenia i rozpoczynali nowe życie. Inni odmawiali. Wielu Heraldów ginęło z rąk opornych wrogów, zabijając setki z nich nim samemu padali na ziemię. Jeśli jednak właśnie tak się działo, za czarnym wojownikiem szły setki opancerzonych na szaro, gotowych zanieść zmianę wrogom Imperatora przy pomocy ognia. Wojna prowadzona przez Imperialnych Heraldów była bezpośrednia i funkcjonalna. Podczas gdy inne Legiony walczyły według własnych przyzwyczajeń i natury, narzuconej ich Astartes przez ich genoziarno, XVII Legion walczył tylko po to, by odnieść zwycięstwo. Dla nich wojna istniała na długo, nim wystrzelono pierwszą kulę i trwała długo po tym, jak ostatnia kropla krwi ich wrogów wsiąkła w ziemię. Byli wojownikami toczącymi wojny w królestwie wierzeń, wojny, w których prawda była jedyną realną bronią.
            Gdy Imperialni Heraldowie dokonali podboju, zaczynały się poszukiwania ksiąg, woluminów i treści mówiących o mocy czarnoksięstwa, fałszywych bogach i irracjonalnościach. Wojownicy plądrowali biblioteki, dzieląc ich składy na treści przekazujące prawdę i te przekazujące kłamstwa. Bałwany i pułapki ducha były wyrzucane ze świątyń i innych miejsc kultu. Ci, którzy zachowywali w duszy truciznę związaną z fałszywymi wierzeniami, mieli zostać wyrwani z okowów ignorancji poprzez dokonanie wyboru: uznanie Imperialnej Prawdy, lub bycie wrzuconym na ten sam stos oczyszczenia, co wszystkie księgi, pomniki i symbole fałszywej wiary. Ostatecznie, wielkie budynki, które w swoich murach dawały schronienie kłamstwom przeszłości, były burzone i zrównywane z ziemią. Dopiero wtedy większość nadludzkich wojowników opuszczała takie miejsca, zostawiając za sobą ocalałą populację i stawiając ją na nowej, oświeconej drodze życia. Był to wzór postępowania wojowników XVII Legionu, który powtarzali oni wszędzie tam, gdzie pojawili się na Starożytnej Terrze w czasie Wojen Unifikacyjnych, przez co dorobili się swojego drugiego tytułu - choć wielu ludzi w całym Imperium nazywało ich Imperialnymi Heraldami, to dla ich braci z innych Legionów byli oni Ikonoklastami.

Historia Lorgara
“Wiara jest duszą każdej armii; niezależnie od tego, czy wywodzi się ona z prymitywnej religii, czy z oświeconej prawdy. Wiara zmienia nawet najsłabszego żołnierza w giganta, a tchórza w człowieka zdolnego przetrwać wszystko. Wiara uszlachetnia wszystkie światy, na których przepełniony wiarą żołnierz postawi stopę; niezależnie od tego, czy światy te są proste, czy podłe i importuje na nie złotą iskrę transcendentnego, świętego celu.”
~ Lorgar Aurelian, Prymarcha Niosących Słowo

            Colchis było światem starych bogów. Mówi się, że religia od zawsze była tam obecna w podmuchach wiatru, cieple promieni słonecznych i smaku wszechobecnego pyłu. Dla populacji planety, czczenie wyższych mocy było częścią ich samych, dokładnie tak samo, jak ich fizyczne serca i płacz ich dzieci. Choć w czasach Lorgara, Colchis była planetą związaną prawem feudalnym, to w dalekiej przeszłości był to świat o wysoce zaawansowanej technologii. Były to jednak dni zapomniane w okresie Starej Nocy. Dla jednych życie na planecie było bardzo proste, dla innych trudne, ale wszyscy ludzie na Colchis wyznawali te same prawdy, które wyznawali ich ojcowie, a które przekazały im ich matki. Ta zaraza pożerała całe generacje Colchijczyków i nikt nie śmiał wówczas myśleć, że kiedykolwiek się to zmieni. Na całej planecie zmieniało się wszystko: były tam obecne wojny, od których ziemia przesiąkała gęstą krwią, umierali królowie, zwykli ludzie i imperia, na których miejscu powstawały nowe, z nowymi władcami i ludami pod ich panowaniem. Zmieniało się wszystko, ale starzy bogowie wciąż byli wszechobecni.
            Planeta Colchis była jedną z pierwszych światów zasiedlonych przez rasę ludzką po wynalezieniu przez ludzkość silników Osnowy. Świat jest zlokalizowany na galaktyczny północny-zachód od Terry, w regionie przestrzeni kosmicznej nazwanej później Segmentum Pacificus. Colchis znajdowało się w najdalej wysuniętym na zachód regionie Segmentum, na granicy z Segmentum Obscurus. Kontynentalna masa Colchis od zawsze była usiana rozpadającymi się budowlami dawno zapomnianej cywilizacji. Żadne badania archeologicznie nie potrafiły określić celu ich stworzenia.
            Colchis jest trzy razy większa od Terry, choć od zawsze jej populacja składała się na niewielki ułamek populacji Terry. Okrążenie bezlitosnej gwiazdy Układu zajmowało planecie niemal pięć standardowych lat. Dzień i noc także były na planecie wydłużone - pełen obrót planety wokół własnej osi trwał terrański tydzień, a jeden terrański tydzień trwał terrański miesiąc. Z orbity planety, jej powierzchnia jawiła się jako pejzaż nieprzebytych łańcuchów górskich i kasztanowych, równinnych pustyń, przez które przebiegały nieliczne rzeki. To właśnie na tych niegościnnych, wysuszonych ziemiach, pierwsi przodkowie ludzkich mieszkańców planety - pierwsi mężczyźni i kobiety na planecie, która nie była planetą ich narodzin - podłożyli fundamenty pod kolebkę cywilizacji.
            Eksploratorzy Mechanicum w czasach Wielkiej Krucjaty, w późnych latach M30, określili datę powstania pierwszej, ludzkiej osady na Colchis na szesnaste millenium, choć precyzyjne określenie przybycia pierwszych statków kolonizacyjnych nie jest możliwe. Imperialni uczeni i historycy wierzą, że świat Colchis był wysoce zaawansowany technologicznie w czasach Mrocznej Epoki Technologii, ale w czasach Epoki Zamętu stał się teatrem konfliktów i technologicznej regresji aż do poziomu przed-przemysłowego, feudalnego społeczeństwa.

Społeczeństwo Colchis

Niektóre zapiski na temat historii Colchis mają swoje źródła w księgach ocalonych z prochów Epoki Zamętu. Różne fragmenty tych ksiąg zostały odtworzone w Speculum Historiale, wyczerpującym traktacie historycznym na temat Wielkiej Krucjaty pióra historyka Carpinusa. W swoim opisie Colchis, Carpinus opowiada o kapłanach, sługach organizacji nazywanej Przymierzem, którzy odbudowali rozbite społeczeństwo Colchis i obiecali, że pewnego dnia na planetę zstąpi wielki przywódca, który ochroni ich przed wszechobecnym mrokiem. Poprzez surową, religijną obserwację, ścisłe dogmaty Przymierza stały się gigantyczną, monolityczną strukturą wierzeń, która przenikała każdy aspekt codziennego życia na Colchis. Colchis stała się planetą pokoju i prawa, a lud Vharadesh, stolicy planetarnej Colchis, nazywanej także Miastem Szarych Kwiatów, ponad wszystko szanowała swoich świętych przywódców.
Na przestrzeni pokoleń, cywilizacja rozproszyła się na wszystkie kontynenty planety. Większość tamtejszych państw-miast lokalizowało się na wybrzeżach. Każde z nich utrzymywało powietrzne i morskie szlaki handlowe - przebywanie drogi z miasta do miasta lądem było na Colchis uważane za szaleństwo. Niepodobnie innym światom Imperium, Colchis nie chroniły potężne platformy broni orbitalnej. W przyszłości na orbicie planety miały wyrosnąć jedynie stacje przemysłowe, odpowiedzialne za karmienie i uzupełnianie zapasów potężnych, pasożytniczych flot ekspedycyjnych w czasie całej Wielkiej Krucjaty.
W tamtych czasach, Colchis wciąż nosiło na sobie blizny dawno zapomnianej wielkości - były to oznaki dawnej epoki dziwów, której kres dał żywy ogień. Powierzchnia planety była czarna od kości i martwych miast, upadłych w zapomnianych erach. Nowe miasta zakładano na nowych terenach, a ich genezę wyznaczyła o wiele prostsza i bardziej cicha kultura. Starożytne ruiny sugerowały istnienie w przeszłości Colchis imperium napędzanego maszynami, choć brakuje na ten temat jakichkolwiek dowodów. Zaginione dziedzictwo tego królestwa dryfowało wokół orbity planety w postaci wraków, których rozkład miał jeszcze potrwać całe tysiąclecia.
W tamtym czasie jedynie kilka Imperialnych flot udawało się w pobliże Colchis i to wcale nie z powodu braku rozbudowanej infrastruktury w tym regionie kosmosu. Plotki powołujące się na niewiarygodne szlaki żeglugowe w okolicach Colchis okrążały Imperium w zawrotnym tempie, a tajemnicze zaginięcie 2188. Floty Ekspedycyjnej właśnie w tym regionie kosmosu napędzało odważnych spekulantów i podróżników Imperium. Colchis wydawało się być światem skupionym na samym sobie - jego populacja nie zaprzątała sobie głowy nawet oczyszczeniem własnego nieba z wraków okrętów datowanych na Mroczną Epokę Technologii i odrzucała każdą propozycję Imperium co do zbudowania nowych stacji orbitalnych wokół planety. Jedyne przyzwolenie planety na działalność w jej okolicach sług Imperium dotyczyło badania wraków starożytnych okrętów nad orbitą przez Marsjańskie sługi Mechanicum. Ten region przestrzeni kosmicznej nie był nawiedzony. Żaden Imperialny dowódca nigdy nie odniósłby się do śmiechu wartych przesądów na jego temat, jako że w obliczu Imperialnej Prawdy takie słowa były jedynie elementem uprzedzeń i niestosowną pozostałością po starych czasach. Mimo to, Colchis cieszyło się raczej słabym ruchem obywateli Imperium na swojej powierzchni i wciąż opierało się zaopatrywaniu Wielkiej Krucjaty.
Na Colchis, podobnie jak na wielu suchych planetach Imperium, miejscowa populacja radzi sobie jak może w walce z zabójczym klimatem. Dla ludzkiej populacji to wybrzeża stały się głównym miejscem zakładania miast, wielkich placówek filtracyjnych i miejsc nawadniających uprawy. Stolica planetarna Vharadesh, Święte Miasto, było rdzeniem wszelkich starań odnowienia przemysłu na planecie. Nawadniane pola uprawne rozciągały się już od miejskich murów, co było wyznacznikiem triumfu ludzkiej pomysłowości nad naturą. Colchis było pustynnym, suchym światem, ale ideał ludzkiej formy ukazywał się na nim we wszystkich, cudownych wynalazkach mieszkańców planety.

sobota, 24 sierpnia 2019

Konrad Curze i Władcy Nocy cz2

https://youtu.be/boeywsRIhM8


Nocny Łowca
“O wiele lepiej jest być obiektem strachu niż szacunku, jako że to pierwsze jest prawdą płynącą z samej duszy, a drugie jedynie iluzją umysłu.”
~ Codex Hydra

            Według heretyckich zapisków kronikarskich na temat jego życia, nazwanych zwyczajnie “Mrok,” najwcześniejszym wspomnieniem Prymarchy Konrada Curzego było spadanie z nieba w jasnej kuli na ogarniętą wieczną nocą planetę Nostramo. Jego podniszczona w starciu z mocą Bogów Chaosu kapsuła uderzyła w największe miasto-rój planety, Nostramo Quintus, przedzierając się przez niezliczone warstwy miejskiego gruzu i niszcząc architekturę, wdzierając się po samą ziemię i zagłębiając w geosferę planety, zatrzymując się dopiero w pobliżu niestabilnego, płynnego jądra Nostramo. Jego upadek pozostawił szramę na praktycznie nienaruszalnych warstwach adamantium, co miało być rezultatem nadnaturalnej odporności Prymarchy i jego brutalnych narodzin na świecie, który nie znał światła. Krater, który powstał przy uderzeniu jego kapsuły został zakryty, jednak mieszkańcy roju już na zawsze mieli wobec niego czuć strach i podejrzenia. Teoretycznie, jedynym sposobem na przedostanie się Prymarchy na powierzchnię świata było przedarcie się przez płynny metal, lub przedostanie się jego kapsuły do lawo-nośnej żyły we wnętrzu ziemi. Nie wiadomo, jakim cudem Prymarcha w ogóle wydostał się na powierzchnię świata.
            Niepodobnie innym Prymarchom, Curze nigdy nie został adoptowany przez ludzką rodzinę i był zmuszony do polegania wyłącznie na sobie w okropnych, najniższych warstwach roju Nostramo Quintus. Swoje wczesne życie spędził na przetrwaniu przy pomocy swojego sprytu i determinacji, karmiąc się upolowanymi zwierzętami. Jego wizje pełne mroków przyszłości i koszmarnie silne, prorocze sny nieustannie go nawiedzały. Co wśród Prymarchów unikatowe, Curze dorastał w całkowitym odosobnieniu i przetrwał tylko dzięki swojemu sprytowi, bezwzględności i odwadze, którą wykazał się jako dziecko.
Jako osamotniony, młody człowiek, dziki i wyczulony, Curze krył się w cieniach zniszczonych budynków i na dachach, prowadząc ciężkie życie złodzieja. Zabijał każdego, kto stanął mu na drodze, jako że nawet jako niemowlę posiadał niesamowitą siłę i niestrudzoną wolę walki, oraz nadludzką i wiecznie uważną inteligencję. Płacz ludzi, błagających pod naciskiem noża swojego prześladowcy były mu kołysanką, a kiedy zasypiał, często śnił o wojnie, czekającej na niego między gwiazdami i o stosach trupów na światach, których nigdy nie widział. Często z takich snów budził się z krzykiem, samemu słysząc krzyki umierających w podświadomości. Gdy powoli dochodził do siebie, docierało do niego, że odgłosy te były jak najbardziej realne. Nawet w mroku, przebywając w izolacji i absolutnej ciszy, był bardziej koszmarem niż niepokonanym półbogiem. Zabijał, by przeżyć i odkrył, że bardzo różnił się od mordowanych przez siebie ludzi. Oni byli słabi i powolni i łatwo stawali się ofiarami jego dłoni, pięści i zębów. Żywił się mięsem robaków by przeżyć, ale gdy i to nie wystarczyło - pożerał umarłych.
            Przebywając w odosobnieniu, Konrad Curze uczył się - jego umysł odbierał szepty myśli z mięsa ofiar, które zjadał. Czerpał wiedzę ze wszystkiego, co mogła mu przynieść ciemność, asymilując całą zebraną wiedzę w sposób, w jaki tylko Prymarcha mógłby to zrobić. Finalnym produktem jego edukacji nie było jednak przeobrażenie się Curzego w prostego mordercę czy bestię. Być może w młodym Prymarsze rozbrzmiało coś z większego planu Imperatora Ludzkości. Mógł stać się dokładnie taki sam, jak reszta populacji Nostramo - mógł stać się mordercą i kryminalistą. Wziąwszy pod uwagę jego naturę, wszyscy obserwatorzy jego pierwszych kroków prawdopodobnie uznaliby, że wyrośnie z niego prawdziwy król zepsucia. Stało się jednak inaczej: zamiast tego, chłopiec, który wyrósł wśród robaków, żywiąc się mięsem umarłych, postanowił zmienić świat poprzez sprowadzenie nań sprawiedliwości.
            Swoją drogę rozpoczął poprzez zabijanie tych, którzy stanęli mu na drodze. Zło otaczało go od dnia, w którym po raz pierwszy zaczerpnął oddech - nie czuł potrzeby, by przesadnie go szukać. Mordercy i przestępcy zaczęli znikać z ulic Nostramo Quintus całymi gangami. Ciała zabitych gangsterów dało się zauważyć w całym mieście - były ukrzyżowane i okrutnie okaleczone. Rozpłaszczone skóry zdarte z ich ciał wisiały z mostów, a ich odcięte głowy zdobiły fasady licznych, miejskich budynków. Za jego czynami zaczęło podążać pewne imię. Imię, które, jak zasłyszał, przypisywało mu wielu ludzi, wymawiając je ze szczególnym strachem lub szczególną nutą nadziei. Mieszkańcy roju nazwali go “Nocnym Łowcą” - w oczach ludzi był mściwym duchem, aniołem ślepej sprawiedliwości - mordercą, którego bali się inni mordercy. Wkrótce zaczęto na niego polować: gangi i szlachetnie urodzeni organizowali specjalne polowania na niedoścignionego Łowcę, co bardzo mu pasowało, jako że dzięki temu praktycznie nie musiał już dłużej polować - ofiara zaczęła szukać go sama z siebie. W krótkim czasie udało mu się zabić większość ludzi, którzy podnieśli na niego oręż, ale kilku z nich oszczędził umyślnie - Nocny Łowca chciał, by ktoś zaniósł jego wiadomość z powrotem na dwory nikczemnych książąt i księżniczek. Bez oczu i bez rąk, jednak wciąż posiadając sprawny język, jego okaleczeni posłańcy mieli do przekazania swoim panom tylko jedno zdanie: “Idę po was.”
            Nocny Łowca podążał za szeptami, plotkami i prawdami, które wypowiadały usta okaleczonych gangsterów. Jego pełne zemsty działania były z początku niemal niezauważalne; ot, kilku wpływowych mieszkańców roju potrafiło zginąć jednej nocy, jednak szybko jego działania eskalowały do polowań zakrojonych na szeroką skalę. Przywódcy najgłośniejszej opozycji wobec statusu quo zwyczajnie ginęli w niewyjaśnionych okolicznościach, ciała znanych kryminalistów zaczęły pojawiać się w każdych miejscach miasta wypatroszone jak ryba, a skorumpowani urzędnicy byli znajdowani powieszeni z okien swoich biurowców. Części ludzkich ciał tu i ówdzie potrafiły blokować odpływy miejskich studzienek. Wiele z odnalezionych ciał było tak okrutnie okaleczonych, że ich identyfikacja była niemal niemożliwa. W niespełna rok trwania takiego stanu rzeczy, współczynnik przestępczości w Nostramo Quintus spadł niemal do zera.
Nocny Łowca zabijał i okaleczał do czasu, gdy na ulicach nie zapanował spokój, a jego imię nie stało się jedynie kolejną modlitwą o sprawiedliwość, a błaganiem o łaskę śmiertelnie przerażonych ludzi. Cały świat trząsł się w strachu przed jego terrorem. Społeczeństwo planety drastycznie się zmieniło i cały świat to odczuł. Nostramo Quintus doczekało się nawet wprowadzenia godziny policyjnej; żaden mieszkaniec roju od tamtej pory nie śmiał wychodzić na ulice po wczesnych godzinach wieczornych. Ulice, wcześniej tętniące nocnym życiem, teraz stały się ciche niczym grób. Matki zaczęły straszyć nieposłuszne dzieci Nocnym Łowcą. Wkrótce ten przydomek stał się powszechny na całej planecie i używany był już przez wszystkich. Plotki o przerażającej, mrocznej kreaturze, która nawiedzała ulice i tunele planety i jego podłe szpony gotowe do wypatroszenia zbłądzonych dusz okrążały miasto. Strach stał się nieodłączną częścią życia mieszkańców roju Quintus, a samo Nostramo zostało rozerwane władzą Nocnego Łowcy. Gdy pewnego dnia miasto stało się ciche, a odgłosy strzelanin odeszły w niebyt raz na zawsze, Nocny Łowca udał się przed oblicze zgromadzonej arystokracji roju Quintus i dał jej wybór: mieli uklęknąć i podążyć za prawem, które od tej pory on będzie stanowił, albo wybrać śmierć, zadaną im na jego prawach. Niektórzy z obecnych tamtego dnia na pierwszej radzie roju Quintus nigdy jej nie opuścili, ale znaczna większość ówczesnej szlachty wybrała zgięcie kolan. Od tamtej pory Nostramo należało już do Nocnego Łowcy. Miał on stać się ich pierwszym królem, ich “Mrocznym Królem,” pierwszym monarchą, jakiego Nostramo kiedykolwiek miało.
            Po kilku dekadach swojego panowania, nie musiał on już dłużej wcale polować, jako że mijające lata pozbawiły go tej potrzeby. Miasto Curzego stało się cichym rojem, iluminowanym jedynie przez światło postępu. Żadna większa zbrodnia nie została tam popełniona od wielu dekad. Ostatnie przejawy jawnej anarchii i oporu wobec jego stanowionego prawa wymarły wkrótce po tym, jak Nocny Łowca zaczął transmitować dokonywane na przestępcach tortury. Obrazy krwawej kaźni były dostępne w każdym domu dzięki specjalnym transmiterom, odbiornikom i wielkiej sieci komunikacyjnej, rozrośniętej na cały glob. Te egzekucje, nagrane w jego sali tronowej, zakończyły ostatnie akty przestępczości. Jego lud wiedział, że ich nadludzki władca w poszukiwaniu zemsty uda się na ulice, dopatrując się okazji na danie swoim ludziom nauczki w zamian za najmniejszą prowokację. Nostramo dalej prowadziło eksport swojego cennego adamantium, jak zwykło to czynić od całych pokoleń, ale pod władzą Nocnego Łowcy, poziom zysków płynących z handlu tym surowcem zaczął osiągać nowe, niewyobrażalne rekordy opłacalności. Kopalnie i ognie wielkich pieców na całej planecie były jeszcze bardziej gorące, rafinerie i komórki przemysłowe zaczęły rozrastać się na nowe tereny, a kopalnie zakorzeniły się w ziemi jeszcze głębiej.
            Nocny Łowca był pierwszym monarchą Nostramo Quintus, absorbując skumulowaną wiedzę ze skrzętnością porównywalną do chciwości. Swoją domeną rządził z powściągliwością i rozsądkiem, który na Nostramo był nie do pomyślenia. Było tak jednak jedynie do czasu, gdy do jego uszu dotarły wieści o jakiejś wielkiej niesprawiedliwości, której tylko on mógł zaradzić, polując na opustoszałych, ogarniętych mrokiem ulicach swojego roju. Często jego działania opierały się na poważnym okaleczeniu jego ofiary, jednak nie w sposób uniemożliwiający jej identyfikację. Był to akt niemożliwej do przewidzenia, życzliwej mądrości, ale i przerażającej zemsty, który wprawiał zszokowaną populację planety w poczucie przebywania w bezpiecznym królestwie o skutecznej i szczerej władzy. Społeczeństwo Nostramo zaczęło prowadzić życie na krawędzi bogactwa i strachu. Nikt nie chciał mieć więcej niż otaczający go sąsiedzi, ale to w cieniu władzy Nocnego Łowcy miasto rozrastało się i prosperowało. Gdy Nostramo Quintus zaczęło przecierać nowe szlaki, reszta populacji planety podążyła za nim, starając się utrzymać Nocnego Łowcę z dala od swoich drzwi.
            Nocny Łowca niemal własnoręcznie pozbawił lud Nostramo jego kryminalnej kultury i drapieżnictwa, posługując się czystym terrorem jako bronią, by zdławić władzę syndykatów przestępczych i ich zepsutych nadzorców. Następnie odbudował rządy prawa pod jego własnym, drakońskim przywództwem i od tamtej pory był postrzegany jako dobroczynny i sprawiedliwy dyktator. Łowcze instynkty Curzego, jego instynkt skradania się, zależności przebiegu jego działań od elementów zaskoczenia i ekstensywne poleganie na licznych formach wojny psychologicznej, które od lat niszczyły jego wrogów ich własnym strachem - wszystkie te cechy leżały u podnóża doktryny wojennej VIII Legionu Kosmicznych Marines, stworzonego z genomu samego Konrada Curze.

Przybycie Imperatora
-          Na rozsądek. Na prawdę. Nauczyłem się, jak pracują wasze umysły i serca. Dzięki tej wiedzy przyniosłem pokój tej kulturze.
-          Zrobiłeś to za cenę wolności.
-          Pokój trwa, dopóki trwam i ja. Nie oczekuje, że Twój mały móżdżek to pojmie. Jesteś małym człowieczkiem, o małej wizji.
-          Wprowadziłeś do naszego życia praktykę obcowania z samą śmiercią. Pokój za cenę poddania jakiegokolwiek wyboru, własnej wolności! Miasto zostało spowite terrorem, a jego mieszkańcy zmuszeni do życia według standardów, które ty włożyłeś im na barki.
-          Tak… tak.
-          Lecz same ich grzechy… są karane, ale niezależnie od zbrodni - karą jest śmierć. Niezależnie od skali grzechu. Mieszkańcy miasta żyją w ciszy, wiedząc, że nawet jedno słowo przeciwko tobie może skazać ich na śmierć.
-          Tak. Słuchaj. Wsłuchaj się w dźwięki ciszy. Czyż nie napawają cię spokojem?
~ Wymiana zdań między Nocnym Łowcą a szlachetnie urodzonym Nostramańczykiem na wiecu arystokratów

            Niemal sto lat po rozpoczęciu się Wielkiej Krucjaty, Imperator przybył nad orbitę Nostramo. Przybycie Imperatora Ludzkości było wydarzeniem, które w historii planety było z dawna przepowiedziane: miało to być wydarzenie, które ostatecznie doprowadzi do upadku tego świata. Imperator wylądował na Nostramo i poprowadził Imperialną delegację do centrum Nostramo Quintus. Mieszkańcy Nostramo, przyzwyczajeni do niemal nieustannej i całkowitej ciemności nie byli w stanie spojrzeć na jasne promienie światła, które emitowała postać Imperatora. Większość z nich płakała, gdy jego lecznicze światło odbijało się od wilgotnych ulic roju i padało na ich twarze. Ci, którzy byli dość odważni, by spojrzeć na niego bezpośrednio, stawali się nieodwracalnie ślepi.
            Obcy przybysze poruszali się w powolnym, równym pochodzie. Ziemia trzęsła się pod ich stopami. Żołnierze jego delegacji szli w formacji wielkiej falangi, a ich zróżnicowane formacje były pełne żołnierzy o czarnych, złotych, purpurowych i ziemisto-szarych pancerzach. Przewodzili im prawdziwi giganci, prawdziwe olbrzymy, które górowały nad ich wojownikami, dokładnie tak, jak ich wojownicy górowali nad śmiertelnymi ludźmi. Całemu pochodowi przewodziło prawdziwie ucieleśnione słońce - bóg w ludzkiej skórze. Jego płonąca dusza nie mieściła się w ludzkich, ograniczonych ciałem i kośćmi kształtach.
            Armia obcych przybyszów zatrzymała się w jednym momencie u stóp schodów prowadzących do pałacu Nocnego Łowcy. Każdy człowiek z tej ćwierć-milionowej delegacji zatrzymał się dokładnie w tym samym momencie. Konrad Curze czekał na dole schodów - wiedział, że ten dzień nadejdzie i oczekiwał przybycia obcych. Czterech gigantów wystąpiło naprzód, a przewodził im sam złoty bóg. Pierwszy z półbogów, odziany w złoty pancerz, pochylił swoją głowę w majestatycznym uznaniu - oto król witał równego sobie. Przedstawił się Nocnemu Łowcy jako Rogal Dorn. Nocny Łowca nie odpowiedział mu nic, ale jego trzecie oko ujrzało, jak owy gigant umiera, powalony przez setkę morderców na końcu ciemnego tunelu. Ich noże i miecze ociekały krwią tego wielkiego wojownika. Drugi z nich nosił szary pancerz, udekorowany dziesięcioma tysiącami słów, a wyglądało to tak, jak gdyby uczony wziął do ręki dłuto i zaczął rzeźbić w kamieniu. Wojownik skinął swoją łysą, wytatuowaną głową, nasyconą świętym pismem. Przedstawił się jako Lorgar Aurelian, a jego głos odbił się w głowie Nocnego Łowcy pięknym hymnem. W jego uprzejmych oczach dostrzec można było żal - żal z powodu mrocznego miejsca, w którym się znalazł i warunków, w których żyli mieszkańcy planety. Raz jeszcze Nocny Łowca nie odpowiedział nic - zamiast tego, ujrzał wojownika ogarniętego psionicznym ogniem, krzyczącego wprost do płonącego nieba.
            Trzeci z gigantów przyodziany był w czerń. Jego ramiona były niczym solidne srebro, a mimo to były pięknie podkreślone. Jego głos był niczym zeszlifowana, kamienna powierzchnia, jeszcze ciepła od żaru płonącej kuźni. Przedstawił się jako Ferrus Manus. Jego oczy były mroczne, jednak nie było w nich chłodu. Nocny Łowca pozostał cichy, koncentrując się na obrazie przyszłości, w której głowa tego wielkiego wojownika była trzymana przez opancerzone palce innego człowieka. Ostatni z gigantów nosił fioletowy pancerz. Jego włosy były srebrne, długie i eleganckie. Ze wszystkich zgromadzonych tylko on szczerze uśmiechał się na widok Nocnego Łowcy. Przedstawił się jako Fulgrim. Nocny Łowca nie powiedział ani słowa. Tego ostatniego przybysza Nocny Łowca widział wyłącznie w jak najlepszych barwach; tylko on w jego wizjach wiecznie tańczył i śmiał się, choć jego obraz nie był całkowicie przejrzysty.
            Na sam koniec, sam złoty bóg postąpił o krok naprzód z szeroko rozpostartymi ramionami. Zaczął przemawiać, ale gdy tylko się odezwał, Curze popadł w tak silną i przerażającą wizję, że upadł na kolana i już miał zacząć wydrapywać sobie oczy, gdy Imperator zatrzymał go jednym zdaniem. Mistrz Ludzkości położył otwartą dłoń na jego głowie, odcinając dopływ bólu do jego umysłu w mgnieniu oka, przywracając mu stabilność i mówiąc: Spokojnie, Konradzie Curze. Przybyłem i zamierzam zabrać cię z powrotem do domu.” Prymarcha odpowiedział mu jednak: “To nie jest moje imię, ojcze. Mój lud nadał mi już imię i będę je z dumą nosił aż po kres moich dni. Doskonale zdaje sobie sprawę, co dla mnie przewidziałeś.” Nocny Łowca spojrzał na złotego boga, sprowadzonego do postaci człowieka i poddał się jego woli tak, jak gdyby doskonale wiedział o roli, jaką ma do odegrania w jego planie. Od tamtego momentu, los VIII Legionu znalazł się na mrocznej drodze, prowadzącej prosto do potępienia.

piątek, 23 sierpnia 2019

Horus Lupercal i Wilki Luny cz2

https://www.youtube.com/watch?v=G1A458kpMO4


Planeta 6-3-19

Podczas dowodzenia oddaną mu pod komendę 63 Flotą Ekspedycyjną, Horus dotarł na planetę nazwaną później 6-3-19. Ludzka cywilizacja zasiedlająca ten świat twierdziła, że to ich planeta jest jedyną prawdziwą Terrą, a ich przywódca Imperatorem, podczas gdy Imperator ludzkości to zwykły uzurpator. Mimo prób pokojowego rozwiązania spory Mistrz Wojny był zmuszony najechać planetę, gdyż jej mieszkańcy zestrzeliwali statki z pokojowymi poselstwami, a Fałszywy Imperator zażądał od Floty Ekspedycyjnej poddania się jego woli. Sam Maloghurst został ranny po zestrzeleniu jego statku, doznając ciężkiego urazu kręgosłupa, przez co jego przezwisko ,,Skrzywiony'' stało się jeszcze bardziej ironiczne.

Horus ponownie zastosował strategię ,,grotu włóczni'' wysyłając Reaverów, by zabili Fałszywego Imperatora. Jednak jako pierwszy dotarł do niego kapitan 10 kompanii Wilków Luny - Garviel Loken. Odnalazł on jednak tylko jego sobowtóra, podczas gdy prawdziwy uzurpator był ukryty w pobliżu. Fałszywy Imperator powalił Lokena i przybyłych później reaverów na kolana czymś w rodzaju fali sonicznej. Uratowało ich przybycie Horusa, który zaraz po teleportacji do sali tronowej uzurpatora zabił go jednym, celnym strzałem z boltera szturmowego.

Podczas walk siły Fałszywego Imperatora nie stawiały zbytniego oporu doskonale wyposażonym i uzbrojonym astartes, których ceramitowe pancerze ledwo odczuwały trafienia z broni przeciwników. Jedynym zagrożeniem dla astartes była straż przyboczna Fałszywego Imperatora, używająca technologii maskującej.  Po zdławieniu wszelkiego oporu w stolicy Horus nakazał pochowanie fałszywego Imperatora z wszelkimi honorami.

Jakiś czas później 10 kompania Lokena została wysłana by zniszczyć jedną z ostatnich fortec nieprzyjaciela znajdującej się głęboko w górach. Armia Imperialna nie była w stanie przebić się przez most do niej prowadzący, raz za razem masakrowana gradem pocisków. Garviel  Loken wysłał przodem swoich terminatorów, którzy nie ponosząc żadnych strat przebili się do twierdzy, otwierając drogę reszcie sił. Podczas ataku wydawałoby się, że w voxie cały czas dało się słyszeć nawoływania czegoś, co określało siebie demonem Samusem i miało przynieść zgubę Wilkom Luny. Zostało to uznane za formę wojny psychologicznej, mającą złamać morale legionistów i zignorowano. Jednak głos ten słyszeli również i ci, którzy voxu nie posiadali ...

Jak się okazało demon był prawdziwy, opętał on jednego z legionistów - sierżanta Jubala przez co Garviel Loken był zmuszony go zabić. Nigdy wcześniej kapitan nie miał styczności z czymś podobnym, przecież jawnie przeczyło to Imperialnej Prawdzie, która negowała istnienie bytów paranormalnych.  Po bitwie Loken odbył rozmowę z samym Mistrzem Wojny, który wytłumaczył mu, że nie był to demon, ale zwykłe stworzenie z krwi i kości, zamieszkujące Osnowę. Na jakiś czas rozwiał tym samym wątpliwości Lokena.

Interexovie

Po wydarzeniach na planecie 6-3-19 Wilki Luny wsparły Dzieci Imperatora w walce na świecie nazwanym później Rzeźnią. III legion przybył tam by wspomóc kontyngent Krwawych Aniołów, jednak po przybyciu na planetę okazało się, że wszyscy astartes Sanguiniusa są już martwi. Zostali zabici przez insektoidalnych Megarachnidów, będących prawdopodobnie podgatunkiem Tyranidów. Dzieci Imperatora wpadły w tą samą pułapkę co Krawawe Anioły i gdyby nie wsparcie nowoprzybyłych Wilków Luny, zostaliby wybici co do jednego. Przez następne kilka miesięcy legiony oczyszczały planetę z xenos aż do przybycia rasy Interexów. Okazało się, że Rzeźnia była założonym przez nich rezerwatem, który miał chronić przybyszów przed tymi instektoidami i odwrotnie.

Jako że Interexovie byli ludzką cywilizacją, Horus chciał pokojowo wcielić ich do Imperium. W tym celu przybył na ich planetę w celu odbycia rozmów z ich przywódcą. Jednak przez spisek pierwszego kapelana Niosących Słowo - Erebusa, Interexovie oskarżyli Horusa i Wilki Luny o służbę Chaosowi i próbowali ich zabić. Rannemu Horusowi i części legionistów z misji dyplomatycznej udało się uciec z planety, która została później zniszczona przez siły Wielkiej Krucjaty, wymazując tym samym Interexów z historii galaktyki. 


Zepsucie Chaosu

Krótko po zwyciężeniu na Ullanorze najpotężniejszych orkowych sił aż do czasu 41 milenium, Imperator zaproponował Horusowi przemianowanie swojego legionu na Synów Horusa ze względu na ich osiągnięcia i wyjątkową pozycję Prymarchy wśród swoich braci. Horus odmówił tego zaszczytu, gdyż jak zawsze nie chciał się wywyższać ponad swoich braci, lecz został również obdarzony nowym tytułem - Mistrza Wojny Imperium, stając się tym samym zwierzchnikiem milionowych armii Imperium Ludzkości. Imperator opuścił wtedy siły Wielkiej Krucjaty, by zająć się swoim tajnym projektem - dostosowaniem Pajęczego Traktu do użycia go przez ludzi, co miało pomóc w spojeniu nowonarodzonego Imperium.

Pomimo znaczenia swojego nowego tytułu i spoczywającym na nim zaszczytom Horus nie był do końca usatysfakcjonowany. To że cała chwała za jego zwycięstwo spadła na Imperatora, pozostawiło pewien niesmak. Wprawdzie była to klasyczna retoryka komunikatów Imperium, lecz Horus zrozumiał, że gdy Imperator będzie teraz przebywał zamknięty w swoim pałacu, pracując nad projektem, którego celu nie może zdradzić nawet swoim synom, Horus będzie toczył wojny za niego, rozszerzając Imperium. To wtedy głęboko zakorzenione rozgoryczenie i zazdrość zaczęły kiełkować w umyśle Mistrza Wojny.

Jako Mistrz Wojny, Horus przejął dowodzenie na armiami Wielkiej Krucjaty i zaczął skrupulatnie wypełniać obowiązek jaki z tym zaszczytem się wiązał. Jednakże wśród niektórych Prymarchów jak i imperialnych dowódców zaczęła się szerzyć niezgoda co do słuszności decyzji Imperatora o jego wycofaniu się z Wielkiej Krucjaty oraz powrocie na Terrę jak i powierzenia Radzie Terry, na czele z Malcadorem Sigilitą administracyjnej władzy nad Imperium 

Tylko garstka Prymarchów, z przewrotnym Lorgarem wśród nich, pozostawała u boku Mistrza Wojny na tym etapie Krucjaty. Horus nie zgadzał się z wieloma dekretami Rady Terry, organu rządzącego obecnie Imperium, składającego się z biurokratów i możnych, zmieniających prawo oraz opodatkowanie na nowowcielonych do Imperium planetach.

Co gorsza, Horus zaczął sądzić, że zawiódł swego ojca i poczuł się zraniony, że Imperator nie przekazał żadnemu ze swoich synów, a w szczególności jemu, dlaczego udał się w odosobnienie, by pracować nad swoim tajnym projektem. To ziarno goryczy, niezadowolenia i frustracji cały czas kiełkowało, aż wydało owoc, za który całe Imperium miało srogo zapłacić.

Miało to miejsce w czasie gdy Horus, za radą swojego umiłowanego brata Sanguiniusa z legionu Krwawych Aniołów, zdecydował się jednak przechrzcić swój legion na Synów Horusa. Sanguinius wykłócał się z nim, że to niezwykły zaszczyt i oznaka nadziei pokładanych w Horusie przez Imperatora. Znaczenie tego zaszczytu miało pokazać innym Prymarchom, że Horus zasłużył na dowodzenie nimi, gdyż zaskarbił sobie zaufanie Imperatora.

Pierwszy Kapelan Erebus z XVII legionu Niosących Słowo, będącego już wtedy pod kontrolą Mrocznych Potęg, od czasu ich upokorzenia przez Imperatora za naruszenie przez nich zasad Imperialnej Prawdy na świecie Khur na 40 terrańskich lat przed wybucham Herezji Horusa, został jednym z najbliższych doradców Mistrza Wojny.

Lorgar, Prymarcha Niosących Słowo, spisał Lectitio Divinitatus, zanim odwrócił się od swojego ojca po wydarzeniach na placecie Khur, gdzie jego legion został brutalnie ukarany za czczenie Imperatora, stawianie świątyń ku jego czci i nawracanie na swoje poglądy nowopodbitych światów, co według Imperatora stało w zupełnej sprzeczności z Imperialną Prawdą.

Świadomy swojego upokorzenia i reprymendy jaka spadła na jego legion, Lorgar zdecydował się odszukać prawdziwe bóstwa warte oddawania im czci, o ile takie w ogóle istniały. Wydarzenie to zostało nazwane Pielgrzymką Lorgara, podczas której Prymarcha udał się do Oka Grozy i skonfrontował z mocą Chaosu, siłą którą uznał za wartą czczenia i posłuszeństwa przez cały rodzaj ludzki.

Przyniósł swą nową wiarę Niosącym Słowo , a jego astartes szybko uwierzyli, że to właśnie Bogowie Chaosu  bardziej zasługują na ich lojalność niż Imperator, który okazał się fałszywym bogiem. Z pomocą Niszczycielskich Potęg Lorgar i Niosący Słowo snuli swoje sekretne plany przez następne cztery solarne dekady, by nawrócić ludzkość na służbę Mrocznym Bogom, zaczynając od samego Mistrza Wojny.

Po tym jak Lorgar umieścił swojego agenta wśród doradców Horusa, Erebus powoli zmieniał nastawienie Mistrza Wojny względem Imperatora, obrócił przeciw władcy ludzkości połowę Kwadry - grupy najbardziej zaufanych doradców prymarchy w XVI legionie, kierując ich na ścieżkę do zniszczenia, przez podbudowywanie ich poczucia lojalności względem Horusa ponad lojalnością do Imperatora.

Plan ten wszedł w swój punkt kulminacyjny, gdy Horus skonfrontował się z byłym gubernatorem planety Davin. Świat ten został włączony do Imperium przez Horusa i jego Flotę Ekspedycyjną, po czym zostawiono na nim Eugena Temba wraz z  niewielkim garnizonem. Jakiś czas później do Mistrz Wojny otrzymał wieści, że planeta zbuntowała się przeciwko władzy Imperium.

Horus wraz ze swoim XVI legionem udał się na jeden z księżyców Davina, gdzie miał ukrywać się Gubernator wraz ze swoim wojskiem. Legoniści znaleźli jednak tylko zamglony świat pełen śmierci i rozkładających się ciał imperialnych żołnierzy, a przynajmniej tak na początku im się wydawało. Wkrótce okazało się, że księżyc został poddany władzy Nurgla, a żołnierze gubernatora powstali z martwych i wspierani przez nosicieli zarazy wybijali błądzących w gęstej, śmierdzącej mgle astartes. 400 kosmicznych marines, wspieranych przez 3 tytany z Legio Mortis oraz 4000 żołnierzy Imperialnej Armii musiało stoczyć desperacki bój z tymi okropieństwami. Większość legionistów nie miała wcześniej styczności z czymś takim, przeczyło to zupełnie Imperialnej Prawdzie, negującej jakiekolwiek byty paranormalne. Nawet nieustraszeni atartes zaczęli odczuwać strach przed tym, z czym walczyli. Gnijące ciała trafiane z bolterów przystawały tylko na ułamek sekundy, by po chwili znów niewzruszenie kroczyć w stronę astertes do czasu aż nie zmieniły się w oślizgłą papkę, chociaż i to nie zawsze pomagało.

W trakcie walk Horus przeczesując wrak statku gubernatora - ,,Chwały Imperatora'', oddzielił się od swoich sił po zawaleniu się okrętu i samotnie skonfrontował z wypaczonym przez boga rozkładu Eugenem. Gubernator dzierżył Kinebrach Anathame, jak się okazało miecz spaczony przez Nurgla, który został skradziony Interexom przez Erebusa. Mistrz Wojny nie chciał zabijać Eugenema Tomby, próbował przemówić mu do rozsądku, ale ten był już całkowicie oddany Mrocznym Bogom i nie było dla niego ratunku poza śmiercią i powrotem na łono kochającego swe spaczone dzieci Nurgla. Horus pomimo zranienia skażonym ostrzem, zdołał pokonać spaczonego gubernatora i połączyć się z siłami XVI legionu.

Jednak nawet cała wiedza i najlepsze wyposażenie konsyliarzy XVI legionu nie było w stanie wyleczyć śmiertelnie rannego Mistrza Wojny, którego stan pogarszał się z godziny na godzinę. Członkowie loży wojowników, pozornie tajnej organizacji działającej wewnątrz legionu, zebrali się, by zastanowić się nad rozwiązaniem tego problemu. Nie wszyscy astartes pochwalali istnienie tych zgromadzeń, widząc w nich pogwałcenie zasad jakimi powinien kierować się kosmiczny marines. Loże mogły też być podwaliną wewnętrznych rozłamów w legionie, a ich działania nawet prowadzić do zdrady, co jak się później okazało było jednym z głównych powodów ich założenia, począwszy od legionu Niosących Słowo.

Erebus przekonał większość z członków loży, że jedyną nadzieją dla ich Prymarchy jest zabranie go do Świątyni Loży Węża na Davinie i oddanie w ręce kultystów, by ci spróbowali go uleczyć. Legioniści, wliczając w to Kwadrę, byli podzieleni co do tej decyzji. Podczas gdy kapitanowie Ezkyle Abaddon oraz Horus Aximand wraz ze swoimi stronnikami poparli pomysł kapelana, kapitan Garviel Loken, nie będący już członkiem loży i Tarik Torgaddon nawet nie brali tej możliwości pod uwagę, nie chcąc oddawać swojego Prymarchy w ręce ludzi wyznających jakieś nieznane im bóstwo, sprzeczne z ideałami Imperium. Opuścili oni zgromadzenie, które później zgodnie zdecydowało, że jest to jedyna możliwość, by Horus wrócił do zdrowia.

Świątynia Węża na Davinie była w rzeczywistości miejscem kultu Chaosu i uprawiania czarnoksięstwa, gdzie kultyści według planu Erebusa mieli zwrócić Horusa przeciwko Imperatorowi, siejąc w nim zazdrość oraz poczucie misji niesienia ratunku dla Imperium przed samym Imperatorem. Półżywy Horus zamknięty w świątyni, poddawany był mrocznym rytuałom, a jego duch opuszczając ciało przedostał się do Osnowy.

Prowadzony przez zakamuflowanego Erebusa był tam świadkiem wizji zarówno przeszłości jak i przyszłości. Według tego co zobaczył samo stworzenie Prymarchów odbyło się z pomocą Bogów Chaosu, z którymi Imperator zawarł pakt. Nie wywiązał się jednak z niego, co spowodowało porwanie i rozproszenie Prymarchów po całej galaktyce. Wizja przyszłości pokazywała, że Imperator będzie rządził Imperium jako tyran, zmuszając obywateli do oddawania mu czci, za co wcześniej tak surowo ukarał legion Niosących Słowo. Horus miał zostać również poniżony i zapomniany przez Imperium, gdyż pośród posągów Prymarchów czczonych prawie na równi z Imperatorem brakowało podobizny Mistrza Wojny. Inne wizje ukazywały Mrocznych Bogów i ich działanie nie jako żądne zniszczenia kreatury, ale ofiary oszukane przez Imperatora, które tak naprawdę nie interesujące się losem śmiertelników w realnym świecie.

Do Osnowy, za pomocą czarnoksięstwa, przybył również Magnus, chcący uchronić Horusa przez zgubnym wpływem słów szeptanych mu do ucha przez jego wizje. Tłumaczył mu, że to co widzi, nie jest jedyną drogą do przyszłości, a jedynie wizją tego co może się wydarzyć, w zależności od tego jaką decyzję podejmie Mistrz Wojny. Horus jednak już zdecydował i nie zważając na ostrzeżenia swojego brata zawarł pakt z Mrocznymi Bogami.

Zaoferowali mu całą galaktykę pod jego stopami w zamian za pokonanie Imperatora. Wyleczyli jego śmiertelną ranę i napełnili go mocą osnowy, przez co stał się najpotężniejszym z Prymarchów. Dla Horusa minęło zaledwie kilka godzin, podczas gdy oczekujący na zewnątrz astartes czekali już całe dni na poznanie ostatecznego losu swojego Prymarchy. Wrota świątyni otwarły się i Horus wkroczył pośród swoich synów witany owacjami. Tak rozpoczęła się droga, która doprowadziła galaktykę na skraj zagłady.

Horus stopniowo oddawał swój legion pod wpływy Mrocznych Bogów. Zwrócił się też do niektórych ze swoich braci, znajdując sojuszników w Angromie z Pożeraczy Światów, Fulgrimie z Dzieci Imperatora oraz Mortarionie z Gwardii Śmierci, którzy jako pierwsi zagwarantowali swoją lojalność Horusowi ponad lojalnością wobec ich ojca. Horus zebrał też pod swoją komendą wiele regimentów Amii Imperialnej, legionów tytanów oraz część Marsjańskiego Mechanikum.

Magnus Czerwony, przewidział taki obrót spraw, dzięki użyciu czarnoksięstwa, które zostało zakazane w Edyktach z Nikaei. Próbował on ostrzec Imperatora o zbliżającej się Herezji i zdradzie jego umiłowanego syna. By zrobić to jak najszybciej to tylko możliwe, Magnus przyjął formę astralną, przesyłając wiadomość przez Osnowę, prosto na Terrę. Zniszczyło to jednak zabezpieczenia przeciwko mocy Osnowy, jakie Imperator stworzył w Imperialnym Pałacu, przez co ten wpadł we wściekłość. Nie chciał też uwierzyć w zdradę Horusa, ogłosił zdrajcą właśnie Magnusa wraz z jego legionem Tysiąca Synów i rozkazał Lemanowi Russowi przy asyście Sióstr Ciszy i Adeptus Custodes pochwycenie Czerwonego Króla i sprowadzenie go na Terrę. Horus przekonał jednak Russa, który nigdy nie pałał do Magnusa zbytnią sympatią, że ten jest zbyt niebezpieczny i zamiast sprowadzenia go przed oblicze Imperatora bezpieczniej dla Imperium będzie unicestwić zarówno Magnusa jak i jego legion. Russ bardzo łatwo dał się przekonać, czego efektem było później spalenie Propero, ojczystej planety Prymarchy Tysiąca Synów.

Mistrz Wojny rozpoczął skryte oczyszczanie swoich sił z ludzi, którzy mogliby zostać lojalni wobec Imperatora w przypadku wybuchu wojny domowej. Potajemnie zlecał eliminowanie dowódców wojskowych oraz całych oddziałów na przykład poprzez wyznaczając im niebezpiecznych zadań na pierwszej linii frontu. Zaczął też otwarcie zwalczać wyznawców Imperatora w swoim legionie, którzy pomimo woli samego Imperatora już czcili go jako bóstwo. Jednak prawdziwe oczyszczenie miało dopiero nastąpić.


Nicassar

https://www.youtube.com/watch?v=MXuj0alnLGs



Rasy sprzymierzone Tau ; Nicassar

Nicassar

                Terminem Nicassar określana jest rasa potężnych psioników Xenos będąca w sojuszu z Imperium Tau. Nicassar prowadzeni sa przez niezaspokojoną potrzebę podróżowania i odkrywania nowych miejsc w galaktyce. To właśnie ta potrzeba sprawiła że flota Nicassariańskich żaglowców nawiązała kontakt z nowonapotkanymi Tau i uczyniła z nich pierwszą rasę sprzymierzoną młodego Imperium.
Ich wkład w ideę wiekszego Dobra zawiera się w dostarczaniu kosmicznych statków zasilających flotyllę marynarki Tau zwaną Kor` Vattra.
 Szczególnie pożądanym typem statku dostarczanego przez Nicassar są statki służące do zwiadu i eksploracji , które często obsadzane sa przez samych Nicassarian zamiast pilotów wywodzących się z Kasty powietrza.
Dziej się tak ponieważ nawigacja i sterowanie tymi statkami wymaga umiejętności psionicznych , którymi cechują się Nicassar, a których zwyczajnie brakuje pilotom Tau.
Równiez z powodu potencjału psionicznego rasy Nicassar są oni skrzętnie ukrywani , a wiedza o ich istnieniu jest pilnie strzeżoną tajemnicą. W przypadku gdyby o ich istnieniu dowiedziało się Imperium Człowieka , niewątpliwie rozpoczęłoby się polowanie powodowane silną nienawiścią do psioników Xenos.
Nicassarianie używani sa przez Tau jedynie do  podróży międzygwiezdnych , gdyż ich bardzo ograniczona mobilność sprawia że nie nadają się do walki na stałym lądzie.

HISTORIA

                Bardzo liczne, zbliżone liczebnością do plemion nicassariańskie "rodziny"  prowadzą niemalże nomadyczny tryb życia , wiedzeni przez niemozliwą do zaspokojenia ciekawość kosmosu.
 Nicassarianie są szczęśliwi tylko wtedy gdy mogą podróżować ,doprowadziło to do odkrycia ich świata macierzystego.
Z uwagi na swoją unikalną fizjonomię sa w stanie trwać w stanie głębokiej hibernacji i w takim stanie podróżować na bardzo dalekie dystanse kosztem znacznej utraty szybkości.
Pierwszy kontakt między rasą Nicassar a Tau miał miejsce gdy okręt Tau klasy Gal` Leath podczas przygotowań do budowy stacji gwiezdnej zauważył Nicassariańską flotylle okrętów która notabene znajdowala się w tym samym miejscu od stuleci.
Jako podmiot młodego Imperium , Nicassarianie nie mieli wyboru i musieli służyć Większemu Dobru.
Czynią to dostarczając okrętów i organizaując wyprawy eksploracyjne na rubieżach terenów znajdujących sie we wladaniu Tau.
Niccasarianie wybierający się w podróż międzygwiezdną  transportowani sa do stacji kosmicznych przez okręty marynarki Tau, która przy użyciu swoich haków grawitacyjnych utrzymuje stałą łączność z flotą odkrywczą, nawet podczas podróży w Osnowie , jednocześnie skanując i badając wszystko co ta napotka na swej drodze. 
Kiedy Nicassariańska " Rodzina " podróżuje , liczne żaglowce cumują do siebie nawzajem formując wspólnotę , w której w systemie zmianowym częśc "rodziny" pogrążona jest w hibernacyjnym śnie podczas gdy reszta zostaje na warcie obserwując okolicę w poszukiwaniu niebezpieczeństw.

TECHNOLOGIA

         Nicassariańskie statki gwiezdne, zwane żaglowcami, są relatywnie małymi statkami międzygwiezdnymi sterowanymi głównie przez moc psioniczną kapitana okrętu.
Moc psioniczna jest jednoczesnie wyznacznikiem statusu społecznego - najsilniejsi psionicy zostają kapitanami i jednoczesnie przywódcami " rodzin "
Ich statki w wiekszej części pełnią funkcję sypialną , w której członkowie załogi zapadają w hibernację.
Normalną jest sytuacja w której flota złożona z połączonych ze sobą nietrwale statków dryfuje przez galaktykę kierowana jedynie przez kapitana, podczas gdy większośc załogi pogrążona jest w głębokim snie.
Ich uzbrojenie , bardzo słabe w momencie pierwszego kontaktu z Tau, zostało znacznie ulepszone dzieki technologii Imperium, przykładowo ich  oryginalny arsenał został wzmocniony bateriami dział klasy "Railgun".
Statki Niccasarian , oprócz misji zwiadowczo - odkrywczych używane sa równiez jako okręty eskortujące większe jednostki marynarki wojennej Tau , które dosłownie ciągną za sobą ich okręty przy użyciu haków grawitacyjnych.
 Ciągną ich za sobą nawet w przypadku krótkich skoków w Osnowę, na które mogą sobie pozwolić okrety Imperium Tau.



czwartek, 22 sierpnia 2019

Demiurgowie

https://www.youtube.com/watch?v=nIpvvPv5YzM


Demiurgowie

                Demiurgowie są inteligentną rasą obcych - krępych i niskich humanoidów trudniących się handlem i asteroidalnym górnictwem.
 Są oni rasą współpracującą z Imperium Tau.

Historia

                Demiurgowie rezydują w odległych, wschodnich rubieżach drogi mlecznej, bywają spotykani głęboko na terenach takich jak Segment Ultima , jednak są to bardzo rzadzkie przypadki.
Bywają widziani przez ludzi, jednak ich widok jest rzadkością. Nie posiadają oni planety macierzystej , rodzą się i żyją na pokładach ogromnych , majestatycznych okrętów handlowych.
Ich historia , pochodzenie, motywy i poziom zagrożenia jaki sobą prezentują są nieznane. Wszystko co o nich wiadomo jest w najlepszym wypadku spekulacją.
Zostali oni " zapoznani " z Tau dzięki swojej współpracy z enklawami Krootów.
Przekazali oni wiedzę i technologię  pozwalająca na stworzenie działa jonowego , które jest szeroko używane przez Tau w swojej armii i marynarce wojennej po dziś dzień.
Dwa bractwa Demiurgów : Srry` Tok i Thum zdecydowały się na współpracę z Imperium Tau od samego początku znajomości i są z nimi najdłużej i najmocniej związani.
 Nie wiadomo jak wyglądała sytuacja z pozostałymi bractwami Demiurgów, ani ile ich jest.
Społeczeństwo
                Na dzień dzisiejszy nie wiadomo czy Demiurgowie sa pełnoprawną rasa sprzymierzoną w Imperium Tau. Równie dobrze moga byc sojusznikami, partnerami handlowymi, lub po prostu opłacanymi najemnikami wykonywującymi rozkazy swojego pracodawcy.
Wiadomo natomiast że są bardzo mocno związani z Tau handlowo i ekonomicznie.  Wydaje się ,że nie posiadają oni własnego świata , a nawet jeżeli mieli, to musieli go porzucić na rzecz nomadycznego trybu życia między gwiazdami.
Unikają oni wkraczania do przestrzeni należącej do Imperium człowieka , chyba że zostaną wyraźnie zaproszeni. Kiedy już dojdzie do kontaktu opisywani są jako potencjalnie wrodzy, ale nie agresywni Xenos bez militarystycznych inklinacji
Jednakże, częstotliwość kontaktów z Demiurgami w obrębie Segmentu Ultima wzrasta w porównaniu do kilku ostatnich stuleci. Demiurgowie zorganizowani są w bractwa lub cechy, ale nie ma żadnych informacji na temat ich struktury, liczebności czy struktury politycznej. Jedyne co udało się zaobserwować to fakt , że jedno z bractw podróżuje okrętem handlowym klasy Bastion, a dwa inne bractwa podróżują okrętami handlowymi klasy Twierdza.
TECHNOLOGIA

         Z uwagi na swój nomadyczny tryb życia i bardzo prawdopodobny brak świata macierzystego Demiurgowie posiadają bardzo rozwinięta technologię, która skupia się głównie na podróżach międzygwiezdnych i jakości ich statków. Statki te muszą być przystosowane do wykonywania rozmaitych zadań i sa jedyną rzeczą dzielącą Demiurgów od zimnej pustki kosmosu.
Przykładowo : statki klasy Twierdza używane są jako fabryki i miejsca przetwarzania surowców , podczas gdy okręty klasy Bastion sa najczęściej wyposażone w urządzenia pozwalające na wydobycie surowców znajdujących się na asteroidach.
Prawdopodobnym powodem porzucenia przez nich swojego świata macierzystego jest fakt,że z punktu widzenia handlowego o wiele lepiej jest wydobywać, przetwarzać i handlowac surowcami na pokładzie statku bez konieczności bycia przywiązanym do jednej bazy ,czy planety. Jest to  jedynie jedna z wielu teorii.
Większe okręty Demiurgów są w większości zautomatyzowane i używają pól elektromagnetycznych , które zbierają wodór z przestrzeni kosmicznej. Zebrany w ten sposób wodór zostaje sprężony na pokładzie statku i wprowadzony do silnika w tylnej części statku tworząc coś na kształt odrzutowego silnika fuzyjnego
Okręty Demiurgów są relatywnie wolne w porównaniu do tych używanych przez siły Imperium człowieka , jednakże ich system osłon oraz potencjalne korzyści jakie ze soba przynoszą jest wciąż zagadką dla badaczy Adeptus Mechanicus.
Wydaje się ,że oprócz działa Jonowego Demiurgowie przemodelowali większość swojej broni na podobieństwo maszyn wykorzystywanych w górnictwie i przemysle ciężkim.
Przykładem może być promień tnący , który do złudzenia przypomina ten używany w procesie wydobycia surowców z asteroid, oraz zautomatyzowane maszyny tnące, które po przeprogramowaniu używane są przeciwko wrogim okrętom.


20% rabatu na ręcznie robioną biżuterię z kodem CZYTAWOJTEK

  20% rabatu na ręcznie robioną biżuterię z kodem CZYTAWOJTEK klikasz w link i 20% jest twoje :) Ty cieszysz się super cacuszkami i dodatkow...