Nie zostawcie kamienia na kamieniu, zroście ziemię krwią tych którzy padną i niech jedynie popioły świadczą o ich zgubie. Niechaj Calth stanie się nagrobnym kamieniem Ultramarines.Nur Asoktan, Rzeźnik z Dainhold, mistrz Zakonu Odartej Dłoni Niewiele jest świadectw pozwalających dokładnie określić kiedy zaczęła się rzeź na powierzchni Calth. Większość historyków przyjmuje że Niosący Słowo rozpoczęli wszystkie swoje działania na sygnał jakim była śmierć Campanille jednak informacje pozyskane z ciał poległych przez sondy nekro-korowe i od nielicznych ocalałych wskazują że było inaczej. Wiedzeni czy to żądzą krwi czy to zemstą a może i przez proste nieporozumienie, wielu z Niosących Słowo zaczęło rzeź na powierzchni na długo zanim niebo na Calth stało się stosem pogrzebowym floty XIII Legionu. Położone w nielicznych pozostałych na Calth kawałkach dziczy obozy Niosących Słowo stały się scenami serii przeprowadzonych z zimną masakr niewielkich kontyngentów Ultramarines, które znalazły się tam w roli gospodarzy i wysłanników dobrej woli. Wzdłuż całego północnego wybrzeża Satryckich Pustkowi Niosący słowo zbudowali pomniki swojej zdrady z kości swoich ofiar. Działania te nie dają się w żaden sposób opisać jako jakakolwiek rozsądna forma prowadzenia wojny jako że obozy Niosących Słowo położone były w odizolowanych miejscach tak aby oszczędzić miastom zakłóceń związanych z ćwiczącymi Legiones Astartes. Były one przewidziane do użycia przez najpóźniej przybywające do systemu oddziały XVII Legionu i jako takie nie miały wielkiego znaczenia strategicznego. W bardziej zaludnionych obszarach, szczególnie tych położonych w pobliżu wielkich miast i portów kosmicznych Calth nie doszło do wielkich masakr. Zamiast tego doszło do zdarzeń zupełnie odmiennych, których świadectwami są nieliczne i zapomniane raporty. Według nich w kilka godzin przed wybuchem otwartych walk doszło do eliminacji części dowódców XIII Legionu oraz ich świt. Bez wątpienia padli oni ofiarami zespołów zabójców Niosących Słowo które przeniknęły w struktury miejsc ześrodkowań sił Ultramarines pod przykrywką przyjaźni. Członkowie tych zespołów rzadko kiedy mieli szansę przetrwać swe zdradzieckie uderzenia - Ultramarines odpowiadali na akty agresji z całą stanowczością i bez jakiejkolwiek litości, jednak szkody w tamtym momencie zostały już uczynione a łańcuch dowodzenia tworzący kręgosłup XIII Legionu zaczynał się rozpadać. Gwałtowność i perfidia pierwszego uderzenia Niosących Słowo pozostawiły Ultramarines i ich sprzymierzeńców w całkowitym szoku. Ich flota została zdziesiątkowana i rozproszona po całym systemie Veridian a wiele z jego światów zostało zniszczonych. Setki tysięcy kultystów chaosu, przemyconych na Calth w miesiącach poprzedzających inwazję pod przykrywką koncentracji sił przed wyprawą na imperium Galaksha, uderzyło na siły Armii Imperialnej by wybić ją w imieniu swoich mrocznych bogów. W inwazji planetarnej brało udział ponad sto tysięcy Astartes XVII Legionu wspartych przez Mroczne Mechanicum i zdradzieckie Tytany. Wkrótce cała planeta wrzała od toczącej się na jej powierzchni brutalnej wojny. Skala i dzikość niespodziewanego uderzenia groziły zdławieniem obrońców w przeciągu godzin, jednak Kor Phaeron nie docenił determinacji i zajadłości Ultramarines. Na zielonych polach Komeshu 9 Zakon Ultramarines zginął gdy jego na wpół zebrane szeregi zalała fala noszących szkarłat wojowników i pojazdów pancernych pod dowództwem Foedrala Fella. Niewielkie wysepki kobaltowego niebieskiego błyszczały tu i ówdzie na równinach w miejscach gdzie pojedyncze kompanie i mniejsze pododdziały postanowiły trwać w tak samo dzielnym jak beznadziejnym oporze korzystając ze wszystkiego co miały pod ręką. Walki o Komesh wkrótce miały stać się jednymi z najkrwawszych w całej bitwie i pochłonąć życia piętnastu tysięcy Ultramarines. Ledwie pięć tysięcy ocalałych później zmuszone było przebijać się pod dowództwem Tetrarchy Tauro Nicodemusa przez zastępy zdrajców w ciągnącej się niemal dwadzieścia godzin bitwie. Dalej na północ, w pobliżu Numinusa, w rejonach ześrodkowania pod Erud zdradzieckie Tytany z Legio Suturvora rozniosły elementy pierwszego, drugiego i trzeciego Zakonu Ultramarines. W obliczu wielkich, adamantowo-ceramitowych uosobień bogów wojny nawet Kosmiczni Marines byli bezradni niczym dzieci i setkami ginęli w każdej z oddanych przez nie salwy. Zupełnej zagładzie zapobiegł jedynie zażarty opór kompanii pancernych Pierwszego Zakonu, których Shadowswordy i Falchiony z zasadzek uderzyły na Tytany gdy te swobodnie kroczyły wśród rzezi. Kilkanaście Tytanów zostało śmiertelnie ranionych, jednak z walk zdołały się wyrwać jedynie dwa Shadowswordy i jeden uszkodzony Falchion - resztki kolumny pancernej pod dowództwem kapitana Sydance’a. Po nocnej stronie Calth Niosący Słowo przypuścili atak na tętniące życiem fabryki amunicji w Dainhold. Niezliczone rzesze kultystów rzucone zostały do ataków na zabarykadowanych w budynkach manufaktoriów wojowników XIII Legionu. Dopiero gdy ich broń zamilkła pozbawiona amunicji a korytarze wypełnione były nieidentyfikowalnymi strzępami poległych Nur Asoktan poprowadził swoich Katafraktów z Odartej Dłoni by przeprowadzić polowanie na ocalałych Ultramarines. Zapędzeni w kozi róg wojownicy Ultramarines walczyli do samego końca ostrzami bojowymi i improwizowanymi ładunkami wybuchowymi, odcinając zasilanie z niektórych zabudowań tak aby spowić je w ciemnościach i tym samym dać obrońcom jakąkolwiek przewagę. Na całej powierzchni Calth, od satryckich dziczy po miasa Ouroseny, miały miejsce takie same, całkowicie jednostronne starcia. Ultramarines byli atakowani i niszczeni przez tych którzy mieli stanąć u ich boku a którzy rozlewali ich krew i z ich potrzaskanych ciał wznosili plugawe trofea. Niosący Słowo zwrócili przeciw planecie sieć obrony orbitalnej, setki stacji bojowych mogących dać odpór niemal dowolnemu przeciwnikowi. Teraz ich niszczycielski potencjał wykorzystany miał zostać do wypalenia w powierzchni Calth straszliwych ran - jakiekolwiek zgromadzone na otwartej przestrzeni siły Ultramarines były niszczone bez jakiejkolwiek litości a miasta zamieniane były w ryczące stosy pogrzebowe zamieszkujących je milionów. Wśród tego chaosu i zniszczenia pełgały jednak płomyczki nadziei w postaci tych nielicznych którzy nie dali się zaskoczyć zdradzie Niosących Słowo. Uderzenie XVII Legionu na sieć bunkrów obrony wybrzeża w Prowincji Sylator zostało powstrzymane przez kohortę automatonów bitewnych Legio Cybernetica Magenim. Potężne machiny wojenne, odcięte od bezpośredniego dowodzenia nadzorców Mechanicum porażonych szokiem zniszczenia sieci orbitalnej, przełączyły się na podstawową logikę i reagowały na każde, nawet najbardziej niepojmowalne, zagrożenia użyciem zabójczej siły. Śladem niszczycielskiego szału automatów ruszył należący do Solar Auxilia 14 Garnide’ański Regiment Ciężkiej Piechoty, zabezpieczył bunkry i wrył się w ziemię. Na dalekiej północy, wzdłuż skutych lodem wybrzeży Thrascias, w niewielkiej odległości od wybranej przez Erebusa lokalizacji odprawienia rytuału Burzy Zniszczenia, duży oddział Gal Vorbak wyrzynał swoją drogę przez izolowane miasta. Los mieszkańców Calth pojmanych w czasie tych krwawych rajdów pozostaje nieznany lecz może on być powiązany z dziwacznymi rytuałami odprawianymi przez Erebusa i innych Niosących Słowo. Obsesja członków XVII Legionu na punkcie religijnych rytuałów stawianych ponad tym co byłoby praktyczne i rozsądne często doprowadzała do komplikacji. W Thrasciańskiej dziczy przywiązanie do obrzędów przekreśliło plany uderzenia na zbierające się w tamtym rejonie dwa tysiące Niszczycieli z 22. Zakonu Ultramarines. W odróżnieniu od innych formacji XIII Legionu reagujących szokiem i niedowierzaniem na pojawienie się odrażających, opętanych przez demony legionistów Gal Vorbak, weterani 22 Zakonu od dawna przyzwyczajeni byli do stawiania czoła najohydniejszym i najzłośliwszym gatunkom xenos stających na drodze rozrastającemu się Imperium. Świadectwa pozyskane z pól bitewnych Calth po ustaniu walk wskazują iż dowództwo Niszczycieli, pozbawione możliwości kontaktu z innymi Ultramarines, wyszło z założenia że Niosący Słowo opętani zostali przez nowy, nieznany gatunek xenos. W obliczu zagrożenia które zdolne miało być do opanowania potężnej, transludzkiej formy i świadomości Astartes wojownicy 22 Zakonu użyli najbardziej zabójczej broni jaką dysponowali. Wynkiłe walki stały się istnym piekłem wypełnionym phosphexem i burzami radowymi w którym w nieustającej, gorzkiej walce ścierały się oddziały Niszczycieli i Gal Vorbak. Pod Barrtor dwóch kapitanów Ultramarines ze 111 i 112 Kompani postanowili połączyć swe dowodzenie z siłami Armii Imperialnej i Mechanicus znajdującymi się w tym samym rejonie i wycofać się na wschód do Prowincji Sharud by uniknąć zmiażdżenia przez spadający z orbity deszcz kosmicznych śmieci powstałych ze zniszczenia instalacji orbitalnych przez Niosących Słowo. Dowodzący 112. Kompanią kapitan Phrastorex postanowił nawiązać łączność z przednią strażą Niosących Słowo by zorientować się w sytuacji zaś kapitan Ekritus poprowadzić miał połączone siły do Sharud. Zabierając ze sobą jedynie Gwardię Honorową Phrastorex ruszył w stronę terenów zalewowych na których gromadziły się siły XVII Legioniu. Ku swojemu zaskoczeniu zauważył że Niosący Słowo formowali swe czołgi i Astartes niczym do natarcia. Kiedy uniósł w pozdrowieniu rękę zalała go istna nawała ognia - Phrastorex i jego ludzie zostali posiekani jeszcze zanim dana im została możliwość zrozumienia dziejącej się zdrady. Będący świadkiem masakry Ekritus chciał ruszyć na zdrajców by zanieść im pomstę jednak został powstrzymany przez swoich braci bitewnych. Niedługo później na pozycje XIII Legionu zaczął spadać istny deszcz ognia ze strony zdradzieckich Tytanów. Strzaskane niedobitki 111. i 112. Kompanii wycofały się w płonące lasy na wschód od Boros. Na czele natarcia na uciekające siły Ultramarines parły niepowstrzymanie Land Raidery wzoru Achilles i Phobos. Obrońcy zauważyli że dawny, stalowoszary, kolor XVII Legionu noszony na pancerzach i pojazdach zastąpiony został szkarłatem. Była to oznaka nowej wierności Niosących Słowo i niedługo później kolor ten zyskał wśród Ultramarines miano “Czerwieni Zdrajców”. Pojazdy i pancerze Niosących Słowo nosiły również nowe oznaczenia - odrażającą heraldykę Chaosu w której Lojaliści widzieli jedynie kolejną oznakę nieodwracalnego skażenia. Ekritus zdołał znaleźć pozycję powyżej linii drzew z której dostrzegł nieprzebrane zastępy zdrajców atakujących Calthiańskie miasta rozlokowane wzdłuż rzeki oraz port Boros. Natarcia prowadziły całe rzesze kultystów Chaosu, grupy bitewne zdradzieckich Tytanów i niekończące się falangi Kosmicznych Marines odzianych w szkarłatne pancerze. Ku zgrozie Ekritusa niepowstrzymana fala Zdrajców zmiatała wszystko na swej drodze. Ziemia usiana była ciałami wybijanych bez jakichkolwiek wyrzutów, niczego niespodziewających się ofiar - cywilów, żołnierzy Armii Imperialnej i Ultramarines. Wojownicy leżeli martwi ze wciąż schowaną bronią, pozbawieni jakiejkolwiek możliwości stawienia czoła śmierci. Na poboczach dróg zalegały stosy kobaltowoniebieskich pancerzy zawierających bezwładne ciała. Niektóre zrzucone zostały pod murami i płotami na sterty niczym drewno opałowe, część została rozcięta by wydobyć ze środka ciało. Inne przybite zostały do słupów niczym koszmarne strachy, a część zwłok wyglądała na nadjedzoną nieludzkimi zębami. To nie była wojna - to była profanacja w najgorszym gatunku, przecząca wszystkim regułom. Niosący Słowo nie tylko odrzucili uświęcone nakazy i kodeksy Astartes nadane ręką samego Imperatora lecz również zdeptali podstawowe kodeksy moralne Ludzkości. Pomimo kilku pomniejszych sukcesów zapadający nad stołecznym Numinas zmierzch zdawał się zapowiadać koniec Legionu Ultramarines. W mniej niż dwanaście standardowych godzin zginęło sto tysięcy legionistów a niemal wszystkie większe miasta i znaczące strategicznie miejsca na Calth znalazły się w rękach Niosących Słowo. Planeta pogrążona była w nieustającym deszczu szczątków spadających z orbity, wielkie obszary płonęły i były zrównywane z ziemią bombardowaniami orbitalnymi a kipiące między Lojalistami i Zdrajcami bitwy pochłaniały spośród cywilów niezliczone istnienia. Miliardy imperialnych obywateli zginęły w pierwszych godzinach i dołączały do nich kolejne miliony im dłużej trwały walki. Całość wyglądała tak jakby celem Niosących Słowo było nie tyle zniszczenie XIII Legionu ile spowodowanie tak wielkich zniszczeń i tak wielu śmierci jak było to tylko możliwe. Tak też było naprawdę - niewyobrażalna w swoich rozmiarach rzeź nie była jedynie prostym dziełem żądzy krwi i szaleństwa w których pogrążyli synowie Lorgara, jej celem było wspomożenie bluźnierczego rytuału o ogromnej skali. Podczas gdy głębsze, religijne motywacje tych działań pośród Niosących Słowo pozostają nieznane, ich bezpośrednie następstwa znane są dzięki świadectwom nielicznej garstki której dane było przetrwać. Opowiadają one o dziwnych, wypaczonych zachowaniach pogody na wczesnym etapie walk, spośród których najczęściej wymieniane są szaleńcze tajfuny, upiorne i nienaturalne zorze czy chmury. W miarę jak rosła intensywność walk pociągająca za sobą ogromny wzrost liczby ofiar śmiertelnych zjawiska te zaczęły przybierać na sile i dołączyły do nich pierwsze fizyczne manifestacje istot pochodzących z Osnowy. W tamtym czasie stworzenia te nie były powszechnie znane mieszkańcom Imperium, stanowiąc jedynie przedmiot z dawna dyskredytowanych opowieści i urojeń Astropatów i Nawigatorów. Nawet stoiccy zazwyczaj Astartes ulegli szokowi związanemu z pojawieniem się demonów. Ich manifestacje nie podążały również za żadnym (przynajmniej pojmowalnym ludzkim umysłem) planem. Sytuacja wyglądała tak jakby sprowadzenie piekielnych istot na Calth było samo w sobie celem Niosących Słowo. Najwięcej wtargnięć do materialnego świata dało się zaobserwować tam gdzie walki były najbardziej zacięte lub tam gdzie dziki szał Niosących Słowo w całej swej brutalności przynosił niezliczone ofiary jednocześnie rzadko wpływając na ogólną sytuację strategiczną. Oddziały lojalistów gnębione były nie tylko przez obecność mrocznych sprzymierzeńców Niosących Słowo. Sytuacja w całym systemie Veridian ulegała gwałtownemu pogorszeniu. Zdrajcy po przejęciu niemal całości potencjału systemów obrony orbitalnej Calth, skierowali siłę jej i całej swej potężnej floty przeciw samemu słońcu systemu. Poddana bezwględnemu bombardowaniu, skatowana gwiazda zaczęła uwalniać potężne rozbłyski promieniowania. Ci z wojowników na powierzchni Calth którzy nie byli chronieni przed radiacją i nie posiadali nadludzkiej fizjologii Astartes błyskawicznie ulegali koszmarnym poparzeniom i wkrótce umierali w wyniku choroby popromiennej. Bezpieczne były jedynie nieliczne enklawy skryte za potężnymi osłonami antyradiacyjnymi. Wielki Krążownik Antrodamicus przetrwał upadek na powierzchnię Calth w całkiem niezłym stanie jednak stalowe cielsko potężnego okrętu przeorało ogromny obszar niegdyś tętniącego życiem Fortalicjum Kalkasa pozostawiając za sobą pas zniszczeń o szerokości dwóch i pół kilometra. Upadkowi potężnego statku towarzyszył nieustający deszcz mniejszych i większych kosmicznych śmieci który dodatkowo bombardował miasto i otaczające go tereny. Szczęśliwie magos Tawren udało się uciec ze Strażnicy nim ta została wgnieciona w ziemię. Lojaliści na Calth posiadali szczątkowe informacje na temat wydarzeń na orbicie. Po utracie dokowisk i z siecią Vox w strzępach nie mieli możliwości połączenia się z dowództwem Ultramarines. Pozostawała im jedynie wiedza że na orbicie doszło do jakiegoś ogromnego incydentu który zaowocował spadającymi z orbity szczątkami jednak nie było jasne czy był to wypadek czy atak. Koniec końców magos Tawren i podległe jej siły Skitarii połączyły się z ocalałymi z 4. Kompanii Ultramarines. Po rozpoznaniu sytuacji dowodzący 4. Kompanią kapitan Remus Ventanus uświadomił sobie że przeciw jego niedobitkom stały wielkie hordy kultystów Chaosu i tysiące zdradzieckich Astartes. Zdrajcy posiadali również wsparcie wilelu grup bojowych zdradzieckich Tytanów. W zaistniałej sytuacji Tawren zasugerowała wycofanie sił i poszukanie schronienia w Leptius Numinus - dawnym pałacu gubernatora planetarnego Calth. Miejsce to posiadało co prawda nieaktywny jednak działający serwer danych ale co jeszcze ważniejsze potężne systemy Vox. Systemy co prawda nie były w bieżącym użyciu jednak były pieczołowicie konserwowane i utrzymywane w gotowości. Najważniejszym jednak pozostawała kwestia tego że były one na pewno sprawne - podczas zalewu złomowego kodu i późniejszego impulsu elektromagnetycznego systemy pozostawały wyłączone co uchroniło je od zagłady. Jeżeli 4. Kompanii i jej sprzymierzeńcom udałoby się reaktywować instalacje Leptius Numinus możliwe byłoby nawiązanie łączności z ocalałymi elementami floty XIII Legionu. Jeszcze w czasie kiedy 4. Kompania zmierzała w stronę pałacu siły Zdrajców pod dowództwem Komandora XVII Legionu Morpala Cxira otoczyły starodawną budowlę i przypuściły atak na nieliczną załogę. Niosący Słowo wykorzystali towarzyszące im hordy kultystów jako dodatkowy pancerz mięsny chroniący ich zarówno przed ostrzałem jak i próbami kontrataku. Przyzwane z Osnowy demony dokonywały aktów straszliwej rzezi gdy tylko w liniach obronnych pojawiła się najmniejsza wyrwa. Wypierani ze swoich linii obrońcy szykowali się by drogo sprzedać swoje życia i zabrać ze sobą tylu nieprzyjaciów ilu tylko zdołają. Od mrocznego losu uratowało ich przybycie odsieczy w postaci połączonych sił Ventanusa i Tawren. Wsparci przez cybernetycznych Skitarii, Kosmicznych Marines i ich pojazdy pancerne obrońcy uderzyli na siły Zdrajców dziesiątkując je bez litości. W czasie gdy dookoła wrzała bitwa magos Tawren przystąpiła do prób reaktywacji serwera danych i przywrócenia łączności Vox. Skitarius Alpha dowodzący podległymi jej Skitarii zasugerował użycie kolektora awaryjnego by wybudzić instalacje ze snu. Ostatecznie Ventanusowi udało się nawiązać na krótkim dystansie łączność z innymi oddziałami na powierzchni Calth które znajdowały się w opałach podobnych jak 4. Kompania. Nikt jednak nie wiedział co stało się z Prymarchą XIII Legionu ani czy w ogóle jeszcze żył (wtedy akurat chyba jeszcze wietrzył się w próżni). Wśród nieustających, brutalnych ataków Niosących Słowo Tawren pozostawała skupiona na reaktywacji serwera danych. Kiedy już maszyna została wybudzona ze swego zimnego snu Tawren zdolna była zgromadzić dość danych by uzyskać obraz sytuacji. Straty były katastrofalne - ofiary śmiertelne tak wśród Astartes, Armii Imperialnej i cywilów były straszliwe, resztki floty Ultramarines były systematycznie wybijane, miasta systematycznie i nieubłaganie zamieniane w sterty gruzu i morza ryczących płomieni pod gradem szczątków i ogniem z orbity. W całym tym chaosie Ventanus ostatecznie nawiązał połączenie z Guillimanem (który akurat wrócił ze spaceru) i przekazał mu informacje o pozostałych na powierzchni Calth siłach Lojalistów. W setkach odizolowanych stref broniło się nie mniej niż 30 000 braci bitewnych Ultramarines i 200 000 żołnierzy Armii Imperialnej i Mechanicus. Jeśli udałoby się skoordynować wysiłki tych wszystkich grup mogły one osiągnąć więcej niż gdyby walczyły osobno i bez wsparcia. Roboute Guilliman wierzył że sytuację można jeszcze uratować a Niosącym Słowo wystawić tak samo potężny jak niespodziewany rachunek
Kiedy Shiban Khan w tajemnicy przygotowywał swoje Bractwo do szturmu na flagowiec V Legionu, Terrański dowódca Torghun Khan przekazał Hasikowi Noyan-Khanowi, że ich plan przekonania Shibana do słuszności ich sprawy nie powiódł się. Wydarzenia rozgrywały się teraz bardzo szybko. Hasik miał zabrać Miecz Burzy, a Torghun Khan Tchin-Zar. Tak długo, jak długo bracia z Loży będą trzymali władzę nad głównymi statkami floty, załoga innych okrętów będzie im posłuszna. Kiedy Khagan powróci, ujrzy mądrość w działaniach braci Lóż. Horus i Jaghatai zawsze postrzegali wiele spraw w ten sam sposób. Co zrobiłby Jaghatai, gdyby cała jego flota miała jeden umysł? Natychmiast poznałby, co uczynili i chciałby sprowadzić na nich sprawiedliwość. Torghun, podobnie jak wielu jego starszych braci z Loży, dokonali swojego wyboru całe lata wcześniej, u zarania powstania lóż. Przyłączenie się Legionu do Horusa było szansą na przekształcenie go w to, czym powinien być od zawsze - niepowstrzymaną, błyskawiczną siłą, która mogłaby konkurować z wychwalanymi Synami Horusa, kierowanymi przez kogoś bardziej błyskotliwego niż potężny Khan. Takie było przeznaczenie V Legionu. Nagle każdy Wojownik Loży otrzymał zakodowaną wiadomość z samego Miecza Burzy. Gdziekolwiek by nie byli, wszyscy bracia z Loży nagle zaczęli się radować, jako że sam Horus odpowiedział na ich wezwanie. Spoglądając na radary okrętów, dało się dostrzec sygnatury energetyczne, zbliżające się znad krańca Układu Prospero - najpierw trzy, potem cztery… Wojownicy Lóż wiedzieli, że ich sojusznicy przyszli im na pomoc. W tym samym czasie, Shiban Khan skierował swój statek, Kalijan, w pobliże flagowca Legionu. Kiedy byli już na pozycji, poprowadził swoje bractwo do śmiałego ataku na specjalnie modyfikowanych motorach próżniowych Sojutsu. Opancerzony Legionista mógł używać takiej maszyny w próżni dokładnie tak samo, jak inne Legiony posługiwały się swoimi Land Speederami w atmosferach różnych planet. Kiedy Shiban i jego ludzie dokonywali szturmu na ten wielki okręt, broń Miecza Burzy wypaliła z pełną mocą, zalewając siły abordażujące ogniem laserowym. Kiedy ich motory znalazły się w pobliżu kadłuba, skanując jego powierzchnię w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca na przedarcie się, Khan ujrzał pojedynczy, niechroniony polem siłowym port dokujący. Stając na czele szwadronu, Shiban i jego wojownicy przedarli się przez ogień laserów, wykonując skomplikowane uniki i manewry, wymijając całe rzędy torped i nurkując we wskazanym przez dowódcę kierunku. Hamując w ostatnim momencie, motory próżniowe wpadały w poślizg prosto w bezwładnościową bańkę Miecza Burzy. Płytki grawitacyjne ich motorów natychmiast zawyły, dostosowując maszynę do nowego środowiska, nim te wylądowały na powierzchni zatoki dokującej. Bractwo Sztormu podążyło za swoim dowódcą na korytarze okrętu. Hasik Noyan-Khan i jego współ-konspiratorzy oniemieli przez śmiały szturm Shiban Khana. Na flagowiec Białych Szram zaczęły docierać liczne raporty - na wielu okrętach floty wybuchły walki o władzę. Hasik nakazał otworzenie wszystkich kanałów Voxu flotylli i zakazał otwierania ognia w kierunku Miecza Burzy. Nadszedł ich moment - musieli utrzymać pozycje. Odwracając się, zobaczył tuziny Białych Szram - khanów, kapitanów, seniorów, oficerów okrętów oraz śmiertelnych dowódców - była to jedynie garstka z tych, którzy zostali przekonani do uwolnienia Legionu od tyranii Jaghataia i wybrali wolność po stronie Horusa. Musiał być stanowczy. Musieli się utrzymać - teraz nie było już innego wyjścia. Nagle mostek wykrył sygnatury oddziału abordażującego, zmierzającego w stronę mostka. Hasik wydał rozkaz - powstrzymać ich za wszelką cenę. Pojedyncze Bractwo Białych Szram nie stwarzało realnego zagrożenia. Mimo to, Hasik miał nadzieję na uniknięcie starcia na pełną skalę z własnymi Braćmi Bitewnymi, których wciąż dało się przekonać do słuszności ich honorowej sprawy. Noyan-Khan nie rozumiał tylko, dlaczego nowo-przybyłe okręty od Horusa nie nawiązały z nim jeszcze kontaktu. Tak czy inaczej, wydarzenia poszły w ruch. Dla dobra Imperium nie mogli wykonać ani kroku wstecz. Kiedy Shiban i jego Bractwo przedzierało się przez kolejne korytarze okrętu Białych Szram, spotkał się z silnym oporem rywalizującego Bractwa, dowodzonego przez jego byłego kamrata, Terrańskiego przywódcę Torghun Khana. W połowie wielkiej klatki schodowej, na lądowisku wspieranym kolumnami, ustawiła się linia Białych Szram. Bractwo Księżyca stało w pozycji bojowej. Jego Astartes mieli przewagę - mogli schować się za osłonę, którą dawały im filary lądowiska wokół nich. Torghun przemówił do swojego starszego brata. Zaczął przekonywać go do ich sprawy. Poinformował Shibana i jego ludzi, że mostek jest zamknięty. Shiban nie mógł ustąpić - zapytał Torghuna gdzie jest Khagan. Torghun odpowiedział, że od teraz to Hasik Noyan-Khan jest Khaganem. To zdanie rozjuszyło Bractwo Shibana. Jego wojownicy wybiegli zza zasłon i zaczęli szarżować na wroga. Sala rozświetliła się pociskami boltów, a wielka komnata rozbrzmiała okrzykami wściekłości. Lojalistyczne Bractwo Sztormu dołączyło do walki w luźnym biegu. Na każdego Astartes poległego w walce, do starcia dołączało dziesięciu kolejnych. Brat krzyżował ostrze z bratem, a ogłuszającemu dźwiękowi ognia z Bolterów zaczął towarzyszyć odgłos broni energetyzcnej. Lojalistyczne Białe Szramy walczyły w lawinie bezlitosnych uderzeń, zagłębiając swe ostrza w ciałach wrogów. Jeśli ich przeciwnikiem byliby zielonoskórzy, Białe Szramy posunęłyby się dalej - wycinając organy, upewniając się, że przeciwnik nie wstanie - ale to byli ich właśni bracia. Nikt z obecnych nie miał ochoty zabijać, jeśli tylko dało się tego uniknąć - zamiast tego, Astartes unieruchamiali, łamali kości, oszałamiali i ruszali dalej, biegnąc w stronę kolejnej grupy przeciwników. Walka była dziwna - skoncentrowana i brutalna, ale odstawała od każdego innego starcia V Legionu. Żaden wojownik nie wykonywał okrzyków bitewnych. Walczyli z zimną dyscypliną, wykonując kolejne ruchy z niezwykłą precyzją, ale nie czerpiąc z tego żadnej radości. To była bardzo przykra walka. Żaden wojownik nie tryskał znaną w Legionie energią. Shiban poganiał swoich braci, starając się wywrzeć na przeciwnikach piętno jego prędkości i siły. Torghun odpowiedział - nakazał ustawienie się swoim wojownikom w typową formację obronną, jednak obu stronom oszczędzono rzezi - siły Shibana rozdzieliły się i okrążyły jego skoncentrowanych w jednym miejscu Astartes, przedzierając się przez wąskie przejścia. Wielu wojowników padło w ogniu zaporowym, ale Shiban nie zatrzymał się. Wojownicy Torghuna stracili zbyt wielu wojowników, by utrzymać pozycję i wkrótce nie mogli nawet się wycofać. Kiedy tylko łuki mostka obserwacyjnego zamajaczyły na horyzoncie przed Shibanem i jego siłami, Torghun i jego zdradzieckie Bractwo rzucili się do ucieczki. W ich biegu nie było jednak paniki - wydawało się, jakby planowali to od początku. Instynkt Shibana podpowiadał mu, by biegł za nimi, dobijając złamanego nieprzyjaciela. Wszyscy bracia wokół niego ruszyli na ślepo przed siebie. Dopiero wtedy Shiban zdał sobie sprawę, że zostali wciągnięci w pułapkę. Zatrzymując się, Shiban kucnął dokładnie w chwili uderzenia huraganu. Z tarasów powyżej obu stron mostka, wiele metrów między filarami i zawieszonymi platformami, ogień z Bolterów zaczął niszczyć posadzkę. Wielu z wojowników Shibana nie miało szans na ucieczkę i zostało rozerwanych na strzępy. Reszta rozbiegła się na wszystkie kierunki, starając się ratować życie. Kiedy tylko siły Shibana schowały się za zasłonami, ogień ustał. Skanując teren przed sobą, Shiban dostrzegł, że siły Torghuna przyczaiły się w długiej linii wzdłuż dołów serwitorskich przecinających całe pomieszczenie. Tuziny wyborowych strzelców stacjonowało nad nimi, na tarasach. Za nimi widział więcej ciężkiej piechoty, utrzymującej pozycję w samym epicentrum mostka - tuż przy tronie dowódczym. To tam dostrzegł wojowników keshigu Hasika. Wszystkie strategiczne punkty były obstawione przez wroga. Mostek był nie do zdobycia. Hasik utrzymywał stoicką postawę, nawołując pochylonych wojowników Shibana do złożenia broni. W tym samym czasie, cztery przybyłe do układu okręty zbliżyły się do flagowca, nie dbając o ukrycie swojej obecności. Teraz, kiedy okręty podeszły bliżej, w końcu dało się odczytać symbole ich kadłubów - były to statki XIV Legionu, Gwardii Śmierci, nie zaś, jak od początku myślał Hasik, Synów Horusa. Na skraju Układu pojawiło się więcej okrętów Zdrajców. Dwa z nich zaczęło przedzierać się przez zewnętrzną przestrzeń Układu z wielką prędkością. Nie miały one żadnych oznaczeń ani identyfikatorów, a jedynie pod-osnowiańskie sygnatury i ostrzegawcze migotanie, sygnalizujące włączone osłony próżniowe. Flota Białych Szram była sparaliżowana. Ich statki nie ruszyły się w próbie przeciwstawienia się zagrożeniu, zakleszczającemu się na gardle flotylli. Legion zwrócił się przeciwko samemu sobie, kiedy ukryte podziały nagle ujrzały światło dzienne. Hasik wyjaśnił, że Khagan powróci. On i jego ludzie nie byli Zdrajcami, a wszystko niebawem się wyjaśni. Jednak w tym momencie stawka całego wydarzenia była zbyt wielka - siły abordażujące szykowały się do ostatniego szturmu. Tym razem nie mogli się zatrzymać, dopóki na mostku nie zostaną zwolennicy tylko jednej z frakcji. Kiedy Shiban rozkazał swoim ludziom przygotowanie się do szturmu, mostek przepełnił ogłuszający ryk. Oślepiające światło, jednoznacznie kojarzone z teleportacją, rozświetliło panujący na mostku półmrok. Kiedy światło opadło, sytuacja na mostku zmieniła się diametralnie. Teraz setka Legionistów Białych Blizn tworzyła zwarte szeregi wokół zewnętrznego kręgu mostka. Wszyscy skierowali swoje Boltery prosto na tron dowódczy. Jemulan Noyan-Khan stał na czele nowych sił w swoim mistrzowsko wykonanym pancerzu Terminatora. Nakazał Hasikowi złożenie broni, jako że jego próba zmiany losu V Legionu nie powiodła się. Ciśnienie wisiało w powietrzu, zwiastując nadejście potężnej burzy. Rozkaz przyszedł z Voxu jednego z dowódców. Uniesienie Shibana z powodu pojawienia się Jemulana było jednak krótkotrwałe. Siły były teraz równe - każda ze stron miała równie niszczącą siłę ognia. Każdy dalszy etap eskalacji walki sprowadzał kolejne fale zniszczenia na V Legion - broń, którą stworzono, by celować z niej w przeciwnika, teraz była kierowana przeciwko własnym braciom. Shiban wybiegł zza osłony i wprowadził swoich wojowników prosto na pole bitwy. Legionista walczył z Legionistą, oddany morderczemu szałowi. Śmiertelna załoga okrętu, niezdolna do zrobienia czegokolwiek w obliczu tak wielkiej furii, starała ukryć się za jakąkolwiek osłoną - uczynili to wszyscy, poza jedną osobą. Była to szarowłosa kobieta, nosząca podarty uniform generała Imperialnej Armii. Wybiegła prosto na Shibana, jeszcze w czasie jego szarży na doły serwitorskie, frenetycznie machając ramionami. Coś w jej oczach zatrzymało go - nie chciała ona jedynie przetrwać, ale zwrócić jego uwagę. Zatrzymała się przy nim i powiedziała, że znała lokalizację Khagana. Rozkazała Shibanowi osłanianie jej aż do platformy teleportacyjnej. Wątła kobieta wyjaśniła mu, że to ona otworzyła bramy zatoki dokującej i jeśli Shiban nie chciał oglądać, jak jego Legion wyniszcza sam siebie, to musi doprowadzić ją do teleportera.
Bolothrax - w 529.M33 trzy imperialne sektory zostały zaatakowane przez przez potężną, pochodzącą z Osnowy armię zwaną Demonicznym Przypływem. W odpowiedzi Imperium wysłało na drogę demonów pięć domów rycerskich prowadzonych przez Dom Terryn. Wysoka Królowa Desmadarra Terryn w natarciach sprężycie kroczących Helverinów i Warglaivewów zdołała skoncentrować demony w poszarpanych dolinach Godsmote. Gdy pochodzące z Osnowy stworzenia wylały się na Pustą Równinę dostały się pod miażdżący ostrzał dwóch tuzinów Castellanów. Imperialne bombardowanie odesłało do Immaterium niezliczone ilości koszmarnych stworzeń jednak te, nie posiadające nawet koncepcji strachu rzuciły się na swych katów by wziąć zemstę. Na drodze demonicznej fali brudu, ognia i czarnoksięstwa stanęło ponad sześcset maszyn klasy Questoris. Z Królową Desmadarą i jej Wysokim Dworem na czele imperialne siły zderzyły się z siłami Osnowy i zaczęły wyrzynać sobie ścieżkę do ich serca a ziemia trzęsła się pod krokami potężnych, skąpanych w demonicznej posoce maszyn. Pomimo tego że nieprzeliczone zastępy empyreańskich stworzeń i trzeszczące moce Osnowy roznosiły jednego Rycerza po drugim ich parcie było niepowstrzymane i ostatecznie Wysokie Dwory trzech rodów zwarły się w walce z wodzami demonicznych zastępów. Wydarzenia wielkiej bitwy która nastąpiła uwieczniono na niezliczonym gobelinach, w setkach pieśni i opowieści. Ogromny Wielki Nieczysty Bolothrax własnoręcznie zabił kilkunastu Rycerzy zanim ostatecznie dwa Rycerze klasy Valiant - Żelazny Mistrz i Fellbreaker - przygwoździły go Gromozwojowymi Harpunami i rozsiekały jego materialną formę. Wygnanie Bolothraxa do Osnowy stało się jednocześnie końcem Demonicznego Przypływu i zapobiegło dalszym zniszczeniom. Tego dnia w przegniłym sercu Bolothraxa rozpaliła się wieczna uraza do Domu Terryn i wszystkich jego dziedziców. Jego zemsta na imperialnym rodzie dokonać się miała wiele milleniów później - kilka lat po otwarciu Wielkiego Ryftu. W zamęcie spowijającym Zatokę Damoklesa Wysoku Król Tybalt poprowadził swoich Rycerzy przeciw najnowszemu natarciu sił Tau. Ich celem stała się borówkowa kolonia Shans’et, nigdyś należąca do Imperium planeta zwana Gossamehr. Z początku wszystko szło po myśli sił imperialnych - natarcie Rycerzy rozwijało się pomyślnie a przed nim postępowały oddziały Kruczej Gwardii raz po raz udaremniające zasadzki Tau. Sprawy przybrały jednak zupełnie nieoczekiwany przebieg gdy niebo planety ścięło się i pokryło matowymi nieczystościami, a na powierzchnię zaczął spadać czarny deszcz który powodował gnicie wszystkiego co dotknął. Z powstałych w wyniku opadów bagien wypełzać zaczęły hordy demonów Nurgla a na ich czele kroczyła rozdęta, obrzydliwa forma Wielkiego Nieczystego. Bolothrax nie tracąc czasu przystąpił do swej zemsty i ciężko zranił Króla Tybalta przy okazji kładąc trupem trzech jego najbliższych krewnych. Dopiero kiedy Kruczej Gwardii udało się zwabić siły Tau tak by weszły w kontakt z demonami pozostałości Wysokiego Dworu mogły zmontować natarcie, przebić się przez okrążenie i połączyć z pozostałymi siłami imperialnymi. W ciągłych walkach wycofały się one do punktu ewakuacji i opuściły Shans’et pozostawiając planetę i znajdujących się na niej Tau wściekłej demonicznej hordzie która nie tracąc czasu sprowadziła na nich niewyobrażalne cierpienia i choroby. Gul’gulm’ga’tol - W czasie bitwy o Hamagorę na początku 42 Millenium 2. Kompania Kos Imperatora, świeżo wzmocniona posiłkami Primaris, została oblężona i zaatakowana przez nieprzeliczone hrody demonów Nurgla. Drużyny Orędowników Primaris utworzyły strefy śmierci w mieście Agrippa jednak w miejsce każdego ubitego demona z tuneli pod miastem wyłaziły dwa kolejne, zaś straty Astartes rosły. Działając w całkowitej tajemnicy Zespół Uderzeniowy Zwiastun z 5. Bractwa Szarych Rycerzy teleportował się do podmiasta. Ich celem był Gul’gulm’ga’tol który z potężnej kanalizacji Agrippy uczynił sobie łaźnię, a z zalegającego ją bagna złożonego z sam Nurgle wie czego wypełzały bez końca hordy cuchnących demonów. W krwawej bitwie Szarzy Rycerze odesłali Wielkiego Nieczystego z powrotem do Osnowy. Hamagora została uratowana jednak Kosy Imperatora nigdy nie poznały prawdziwego powodu ocalenia. Ku’gath Ojciec Zarazy (a ja bym go nazwał Nurglobelixem, a dlaczego to będzie dalej)- swą wielką podróż zaczął skromnie jako zwykły, kurduplowaty Nurgling. Któregoś dnia przysiadł na ramieniu Władcy Rozkładu niczym paproch podczas gdy jego mistrz i ojciec pichcił najbardziej zjadliwą toksynę jaką kiedykolwiek stworzono. Kiedy Papa Nurgle zaczął mieszać zawartość Ku’gath stoczył się po jego ramieniu wprost do pordzewiałego kotła. Gdy zachłysnął się znajdującymi się tam paskudztwami jego ciało przepełniło się mocą. Ku’gath postanowił więc ocalić swe życie inaczej niż wylezieniem z gara - postanowił wydudlić jego zawartość do samego dna. Pił i pił, i pił… i jeszcze pił aż kocioł się opróżnił (później pewnie jeszcze wylizał ścianki z pysznego koktajlu) a jego żałosna forma Nurglinga przekształciła się w Wielkiego Nieczystego. Zanoszący się jowialnym śmiechem na widok wybryków swojego dziecka Papa Nurgle był zadowolony z Ku’gatha i tego czym się stał, a stał się ucieleśnieniem idealnej choroby. Sam Ku’gath szybko uświadomił sobie że okradł Lorda Plagi z jego największego osiągnięcia i od tego momentu poświęcił się on w całości próbom odtworzenia toksycznego cudu który stał się przyczyną jego narodzin. W odróżnieniu od pozostałych Wielkich NIeczystych jest dość ponurym stworzeniem i nie rozkoszuje się przyjemnościami związanymi z roznoszeniem chorób i zaraz. Ojciec Plagi jest pogrążony w kontemplacji i jednocześnie przedsiębiorczy w swych odwiecznych podróżach przez Krainy Chaosu jak i uniwersum śmiertelników, w czasie których poszukuje on składników i wszystkich chorób jakie można wymyślić by odtworzyć formułę perfekcyjnej zarazy dzięki której stał się tym czym jest obecnie. Swoje podróże odbywa w lektyce niesionej na fali tysiąca Nurglingów, będącej jednocześnie jego ruchomym laboratorium w którym przeprowadza niezliczone eksperymenty i destyluje trucizny i bakcyle znalezione na milionach światów i w najdalszych zakątkach wiecznie zmieniającej się domeny Chaosu. Kiedy Ku’gath chce przetestować swoje wynalazki w praktyce uwalnia on upichcone przez siebie zarazy w czasie wojen i wymiata nimi całe armie. W bitwie ciska on mnożącymi się w nim Nurglingami a każdy z nich przenosi inną mieszankę bakcyli które dały początek Ojcu Zarazy. Później z obojętnym zainteresowaniem obserwuje rozwój każdej z infekcji i symptomów które przejawia każda z ofiar jego eksperymentów. Te z nich które uda mu się pojmać zabierane są do jego leża mieszczącego się w dworze samego Nurgla, by mógł je dokładnie obserwować. W ciemnościach wypełniających jego leże wiszą tysiące klatek, w których znajdują się niezliczone istoty należące do każdego gatunku który kiedykolwiek i gdziekolwiek istniał. Jęki i wycie niosą się tam nieustająco a wszystkie ofiary Ku’gatha desperacko wyczekują zbawczej śmierci. Rotigus - zwany Niosącym Deszcz, Ojcem Deszczu lub Hojnym. Stanowi ucieleśnienie szczodrości Nurgla i prawdopodobnie nikt poza Władcą Rozkładu nie jest bardziej dostrojony do cierpień świata. Gdy w czasie suszy śmiertelnicy błagają o deszcz, głodujący proszą o cokolwiek do jedzenia Rotigus jest jednym z pierwszych który ich słyszy i obiecuje zbawienie. Pomrukując radośnie (w końcu kocha swoją robotę) obdarza swą uwagą wszystkich którzy go poszukują. W obliczu nagłej bezpłodności swych zwierząt mieszkańcy Agroświata Ullden stanęli u progu zagłady. Gdy bydło zaczęło na powrót się mnożyć byli przekonani że ich modły do starożytnego bóstwa płodności zostały wysłuchane, jednak szybko radość zamieniła się w przerażenie. Na całej planecie rodzić zaczęły się groteskowo powykręcane mutanty wyjące w niebo ostrymi głosami i zwiastujące nadciągającą zagładę. Kiedy na Dh’artanie zawiodły instalacje hydrotechniczne farmerzy z Kasty Ziemi Tau w swej desperacji i przeciw protokołom zaczęły oddawać cześć bóstwu które czciły przed nimi prymitywne plemiona zamieszkujące planetę. Z początku ulewy powitane zostały z radością która jednak szybko zgasła gdy powierzchnia całej planety zamieniła się w śmierdzące bagno. Gdy oblężenie imperialnego świata-ula Nebbusa przez Gwardię Śmierdzi na początku 42 Millenium weszło w swój siedemnasty rok, Czarnoksiężnicy Legionu Mortariona wezwali na pomoc starożytne zło. Do walki dołączył dziwaczny Wielki Nieczysty znany jako Rotigus i przywlókł ze sobą przerażającą aurę piekielnej płodności. Zbiorniki białkowe w miastach-ulach zaczęły się przepełniać gdy wypełniająca je substancja zaczęła gwałtownie przyrastać i pogrzebywać całe poziomy miast pod wiotkimi zwałami rozdętego mięsa. Szkodniki wszelkiego rodzaju pogrążyły się w oszalałych cyklach narodzin i śmierci zalewając imperialnych obrońców falami szczurów kanalizacyjnych, robactwa i liczącymi miliony osobników rojami rozpruwaczy. Najgorzy ze wszystkich był zaś Potop Nurgla - niekończąca się ulewa pełnej brudu i nieczystości wody tętniącej od bakterii. Wkrótce wyschnięte równiny Nebbusa zamieniły się w bagna, potem w śmierdzące oceany których poziom nieustannie przyrastał. Dławiące się zalewem zwłok miasta zalewane były coraz wyżej a ich obrońcy uciekali coraz wyżej w poszukiwaniu nieistniejącego zbawienia. Obdarzeni błogosławieństwami Rotigusa przekraczającymi jakąkolwiek wytrzymałość, roznoszeni na strzępy bolterami Gwardii Śmierdzi obrońcy powitali śmierć niczym łaskę zaś sama planeta została przejęta w imieniu Pana Zarazy. Rotigus niesie ze sobą Potop Nurgla - wieczną burzę unoszącą się nad jego głową i zalewajacą jego pokraczną formę skażoną wodą. Ci z wrogów którzy nie utoną w nadchodzącej powodzi zgniatani są pod wielkim cielskiem. Jak przystało na tak hojną postać Rotigus potrafi wyrzygać z siebie niekończący się strumień syfu. Zjadliwa mieszanka skażonej, czarnej wody, na pół przetrawionego, gnijącego mięsa i najbardziej żrących żółci jakie znaleźć można w galaktyce zdolna jest rozpuszczać ceramit i kruszyć żelbet. Co gorsza ten zabójczy koktajl wydostaje się nie tylko z gęby Rotigusa ale również z wielkiej paszczy w jego brzuchu i niezliczonych otworów które stale otwierają się i zamykają na wielkim cielsku. Tak wyposażony, Rotigus nie potrzebuje oręża i w swej gnijącej dłoni dzierży Różdżkę Narośli - stanowiącą znak niezwykłej łaski gałązkę z ulubionego drzewa samego Papy Nurgla Scabeiathrax Rozdęty - zwany również Papa G’aap, Władcą Dołu Zepsucia, Wiatrem Nurgla, Rodzącym Larwy. W stworzonym przez Ordo Malleus zakazanym “Grimuarze Prawdziwych Imion” znajdują się imiona Większych Demonów Niszczycielskich Potęg. Na liście znajduje się też jedna z najbardziej faworyzowanych sług Nurgla - Wielki Nieczysty znany jako Scabeiathrax jednak przez wieki to ucieleśnienie zarazy nosiło wiele imion. Jego dom stanowi Demoniczny Świat głęboko w Oku Terroru, w rejonie stanowiącym jedną z największych należących do Nurgla wylęgarni demonów. Z tego toksycznego, gnijącego dołu wypełnionego zarazą i trucizną wyłażą hordy podłych stworzeń którymi Nurgle nieustająco męczy materialne uniwersum. Przyzwanie Władcy Zepsutego Dołu możliwe jest jedynie dla najbardziej oddanych sług Lorda Plagi. Kiedy przedrze on się przez zasłonę rozdzielającą świat śmiertelników i Osnowę pojawia się na krótko, jedynie po to by rozsiać chorobę i rozkład pośród wrogów Dziadzia Nurgla i możliwie szybko powrócić do przechadzania się w syfie wypełniającym jego świat. Jego fizyczna forma jest prawdziwie przerażająca - kroczy niezdarnie przed siebie, pomurkując i pogzwidując radośnie, a spowija go nieprzebyta chmura ogromnych czarnych much i tysięcy Nurglingów gramolących się po jego wielkim cielsku i walczących o najlepsze kąski gnijącego mięsa czy najbardziej soczyste pęcherze. Tam gdzie kroczy Scabeiathrax tam w najlepsze rozwija się rozkład. Rośliny i zwierzęta padają i gniją, żelbet kruszy się w pył a ścieżki którymi przeszedł pełne są kałuż trującego śluzu i glutu. W jednej z przegniłych łap dzierży on wielki, pordzewiały tasak znany jako Ostrze Rozkładu, broń obdarzoną mocą gwałtownego postarzania swojego celu. Dotknięte nim pojazdy rdzewieją i rozpadają się w kupy złomu a rany ulegają natychmiastowemu zakażeniu doprowadzając do rozległych martwic. Po raz ostatni Scabeiathrax wezwany do materialnego uniwersum został w 830.M41 na Vraks Prime w czasie wydarzeń znanych jako Oblężenie Vraks. Sprowadzony przez Zdradzieckie Legiony przywlókł ze sobą niezliczoną ilość zrodzonych w Zepsutym Dole pomiotów by radośnie roznosić zgniliznę i choroby zaś jego ostatecznym celem było zdobycie planety dla swego boga. Na Vraks starł się on z Inkwizytorem Vokesem z Ordo Malleus i jednym ciosem plugawej broni zamienił ciało Łowcy Demonów w kałużę organicznego nonsensu. Jego radosne wybryki powstrzymało dopiero uderzenie Szarych Rycerzy których dowódca, Kapitan Stern, pokonał demonicznego lorda i odesłał jego wyjącą esencję z powrotem do Osnowy. Septicus Siódmy - Wielki Nieczysty stojący na czele Legionu Septicus i zastępca Ku’Gatha w elitarnej Gwardii Plagi. Septicus często nosił ze sobą błyszczący żołądek jakiegoś nieszczęsnego stworzenia z wetkniętym w niego wydrążonym porożem i na tym dziwnym tworze grał niczym na makabrycznych dudach. Dźwięki które wydobywał z instrumentu były tak przerażające że irytowały nawet inne demony. W czasie Wojen Plagi Septicus wspomógł Gwardię Plagi w zdobyciu dla Nurgla leżącego w Krainie Ultramaru świata Iax. Gwardia Plagi wyruszyła następnie na Parmenio i później starła się z siłami <ijo ijo> Lorda Dowódcy Imperium Roboute’a Guilliman’a. Septicus starł się z Prymarchą i został pokonany a jego esencja odesłana została do Osnowy ciosem Miecza Imperatora. Ostateczny los demona nie jest znany. Slogoth Skażobrzuchy - poprowadził armie demonów Nurgla przeciw Cadii w czasie 13. Czarnej Krucjaty Failbaddona.
I nadejdzie siedem plag, i ujrzycie w nich jego dzieło, wypisane wśród ziem poczerniałą żółcią i
czerwonym zniszczeniem. I wejdzie on pomiędzy was, a wszystko poczuje jego dotyk i uschnie. Z
prawą radością obdarzy wszystko swymi darami. Radujcie się!
ostatnie słowa astropatki Synthii Zale na chwilę przed jej egzekucją
Wielcy Nieczyści to groteskowo korpulentne Większe Demony Nurgla, boga chorób, śmierci i
rozkładu. Te odrażające demony są zwiastunami władcy zgnilizny oraz zniszczenia i jako jego
najpotężniejsze sługi są nosicielami najbardziej uświęconych chorób. Ich ciała są wielkie i
przysadziste, pokryte rozkładającym się ciałem i ropiejącymi wrzodami. Przez rozcięcia w ich wielkich,
rozdętych brzuchach wypływają gorące, parujące girlandy jelit. Całość ich fizycznych form wspiera się
na dwóch krótkich, niemal szczątkowych nogach a ich nieproporcjonalnie wielkie, baniakowate głowy
wieńczy ogromne poroże przypominające poroże terrańskich jeleni z zamierzchłej przeszłości.
Dla oka przeciętnego śmiertelnika Wielki Demon Nurgla jest bez wątpienia najbardziej
obrzydliwą z demonicznych sług Niszczycielskich Potęg. Każdy z Wielkich Nieczystych ukształtowany
jest na wzór samego Papy Nurgla - w pociętych, spuchniętych brzuchach widoczne są zainfekowane
larwami, żżerane przez rozkład i czerwie flaki, skóra pokryta jest cieknącymi krostami i pęcherzami z
których rodzą się całe roje chichoczących Nurglingów. Z zainfekowanych ran sączy się toksyczna
ropa która pozostawia lśniącą ścieżkę śluzu wszędzie tam gdzie przeszedł Wielki Nieczysty. Niewielu
śmiertelnych ma dość mocne żołądki, nie wspominając o sile woli, by przeciwstawić się takiemu
stworzeniu.
Utworzeni na obraz Lorda Rozkładu Wielcy Nieczyści w pewnym sensie stanowią również
jego samego zaś ich sługi często zwracają się do nich per “Papo” lub “Ojcze Nurglu”. Są
porucznikami samego Nurgla, namiestnikami i generałami Legionów Plagi. Paradoksalnie Nieczyści
rzadko mają grobowy czy ponury charakter - w większości napędzają ich te same proste dążenia
które stanowią popęd dla śmiertelników. Straszliwe i potworne w swoim obliczu obdarzone są niemal
ojcowską miłością, tak sprzeczną z ich koszmarną formą. Towarzyscy i sentymentalni Nieczyści
znajdują źródło dumy w osiągnięciach podległych sobie istot i postrzegają je jako swoje “dzieci”. Ich
podwładni z kolei widzą w nich ucieleśnienie samego Dziadzia Nurgla obdarzającego ich wszystkich
delikatną troską. Każdy z Wielkich Nieczystych rozkoszuje się każdym, nawet najmniejszym,
pęcherzem swoich sług, upaja się różnorodnością i blaskiem każdej z toczących ich ciała chorób i
wychwala je w wygłaszanych potężnym głosem orędziach. Jednym ruchem potężnych ramion demon
wysyła swe bandy naprzód a nad nimi unoszą się jego dudniące słowa zachęty i rechotliwy śmiech.
Wszyscy Wielcy Nieczyści obdarzeni są nieograniczoną energią i dążeniem do jak największego
rozprzestrzenienia zgnilizny i rozkładu, całkowicie obojętni na własne wygody tak długo jak istnieją
części galaktyki nietknięte darami Nurgla. Zdarza się nawet że Wielcy Nieczyści toczą między sobą
rywalizację w szerzeniu błogosławieństw Nurgla wśród gwiazd materialnego uniwersum.
Pojawienie się Wielkiego Nieczystego w świecie śmiertelnych zwiastowane jest rozrywającym
uszy, przepełnionym radością wyciem gdy ten przedziera się przez zasłonę by raz jeszcze
rozkoszować się rozprzestrzenianiem darów plagi wśród śmiertelników. Ich przybycie często
poprzedzane jest zarazami i spustoszeniem w skali całej planety a całe populacje dotykane są
skażeniem ulubioną chorobą Lorda Rozkładu - Zgnilizną Nurgla. Chorobą mającą w sobie
najzłośliwsze i najbardziej zjadliwe elementy wszystkich znanych śmiertelnikom bakcyli. Zarażony
powoli zamienia się w napuchnięte, gnijące żywe zwłoki zanim ostatecznie umrze w męczarniach. Co
gorsza dla ofiary śmierć nie stanowi wybawienia - dusza zarażonego staje się własnością Nurgla
skazując go na wieczną służbę Nosiciela Zarazy. Gdy dzieło skażenia już się dokona, wśród ruin
spustoszonych miast, otoczony ostatnimi, przedśmiertnymi skargami ociekający żółcią, niesiony na
fali gdaczących Nurglingów, Wielki Nieczysty rozdaje umierającym swoje błogosławieństwa.
Spośród bogów chaosu Nurgle jest wyjątkowy - podczas gdy pozostali obdarzają swe sługi
błogosławieństwami jako wyrazami swej łaski, Dziadzio Nurgle kocha wszystkie swoje dzieci po
równo. Zamiast stanowić części hierarchicznej struktury Wielcy Nieczyści otrzymują tytuły i zadania
odpowiednie do stopnia swojego wzrostu i ilości idei na szerzenie darów swojego ojca. Ci którzy
otrzymają tytuł “Lorda Fecundus” zajmują się głównie szerzeniem chorób i prowadzą Legiony
Fecundus lub służą w Ogrodzie Nurgla. Miano “Wielkiego Skaziciela” oznacza że noszący je Wielki
Nieczysty dowodzi Legionem Infecticus a jego zadaniem jest rozprzestrzenianie najbardziej
zjadliwych dolegliwości. Mówi się że aby Nieczysty mógł w końcu otrzymać status Wysokiego musi
poprowadzić Legion Plagi każdego poziomu.
Wielcy Nieczyści znajdują motywację do działania w tym samym co pcha naprzód
zwyczajnych śmiertelników. Są porywczy, przepełnieni naturalnym dążeniem do zaprowadzania
porządku i zdobywania kolejnych osiągnięć. Demonicznej hołocie pod swoimi rozkazami wpajają cel i
porządek tak aby w miarę swych możliwości wymuszać koordynację w chaotycznych
przedsięwzięciach Lorda Rozkładu. Deszcz żółtozielonej śliny wylatuje z ich groteskowo szerokich
pysków gdy wydaje on rozkazy swoim sługom, zrzędzeniem i marudzeniem dręcząc tych którzy się
ociągają lub nie są dość energiczni w wypełnianiu woli Dziadzia Nurgla. Zazwyczaj Wielcy Nieczyści
przepełnieni są ojcowską miłością do wszystkich swoich dzieci i radością z odwzajemnionego uczucia
jednak gdy nieprzyjaciel stara się udaremnić nurglowe plany przepełniają się płonącym oburzeniem.
Oburzeniem które przekształca się w szaleńczą wściekłość gdy tylko ich sługom stanie się krzywda.
Wezwani na wojnę Wielcy Nieczyści są straszliwymi przeciwnikami. Pod ich nogami ciągle
szwenda się horda wyjących Nurglingów stanowiąca przednią straż swojego pana i ojca. Pomimo
całej swej ociężałości są niepowstrzymani w natarciu opędzając się od wrogich ciosów i pocisków
niczym od irytujących owadów. W wyniku niezliczonych i często nienazwanych chorób, plag i
zakaźnych wrzodów toczących ich wielkie cielska są całkowicie niewrażliwi na ból. Wbrew swej
groteskowej, zwalistej postaci i pozornej niezdarności Wielcy Nieczyści okazują piekielne w swej
naturze męstwo i wielkie umiejętności bojowe. Smiejąc się gromko ruszają na przeciwników z
prędkością która przeczy ich fizycznej formie. Wykorzystując swój pęd ciskają swe wielkie cielska we
wrogie formacje w akcie bezinteresownej przysługi która przepełnia ciepłem ich przegniłe serca.
Gęsta chmura much żerująca na ich wrzodach i otwartych ranach oblepia ciała nieprzyjaciół
powstrzymując ich ataki i zarażając ich chorobami swego nosiciela. Ci z wrogów których nie zabije
lądująca na nich góra gnijącego mięsa i wylewająca się z niego fala ropy i żółci wybijani są
dzierżonym przez Wielkich Nieczystych orężem skażonym niezliczonymi chorobami. Wywijając
Cepami Plagi o siedmiu kulach Nieczyści zmiatają całe zastępy, Miecze i Ostrza Żółci rozcinają
najtwardsze pancerze a Dzwony Zagłady swoim żałobnym biciem ogłaszają nieuniknioną zgubę.
Jednak to wcale nie broń jest tym co czyni Wielkich Nieczystych tak niebezpiecznymi przeciwnikami -
wdychając głęboko przepełnioną ropą i zgnilizną moc Osnowy potrafią oni wezwać śmiercionośny
wiatr w którym usychają ich wrogowie, wyrzygać z siebie istną rzekę plugastwa, śluzu i robactwa czy
pobłogosławić swe sługi nowymi, guzowatymi naroślami które natychmiast zasklepiają ich rany.
Straszliwego obrazu zagłady i skażenia dopełniają tysiące idących śladem Wielkiego Nieczystego
chichoczących Nurglingów które robią co mogą by figlarnie rozprzestrzeniać ukochane zarazy
swojego ojca. Kiedy jakiś Nieczysty znajdzie się w fizycznym niebezpieczeństwie ruszają mu z
odsieczą zatpiając wrogów swą niepowstrzymaną falą. Tysiące naturalnych padlinożerców gromadzą
się wokół Większych Demonów by je chronić i żerować w miejscach przez które przewalił się Legion
Plagi - niebo ciemnieje od nieprzeliczonych stad kruków, wron i sępów, nad ziemią ciągną się czarne
chmury much a jej powierzchnia pokryta jest niemal dywanem stworzonym ze szczurzych ciał.NIECZYŚCI
Botchulaz - spośród całego panteonu demonicznych sług Papy Nurgla Botchulaz należy do grona
darzonych największą łaską. Jego pradawne zło gnębi ludzkość od mileniów. Sam Botchulaz
przechwala się iż nawet kiedyś walczył z samym Imperatorem i ten nie był w stanie go zabić. Kiedyś
w 38 Millenium Nurgle wysłał Botchulaza z zadaniem szerzenia chorób i zarazy wśród populacji gęsto
zaludnionych miast-uli na planecie Aerius. Demoniczny lord nie wiedział że pcha swój wielki zad
prosto w zastawioną przez kosmiczne elfy pułapkę. Prowadzeni przez arcyprorokinię Kaorelle eldarzy
dokonali uderzenia z nieba, wybili imperialnych żołnierzy a sama Kaorelle rozpoczęła rytuał mający
na celu uwięzienie Większego Demona w psionicznej konstrukcji zwanej Czarną Piramidą. Na
nieszczęście eldarów zostali oni zaatakowani przez siły imperialne zanim rytuał został zakończony.
Gwardia Imperialna ze wsparciem Inkwizycji i Kosmicznych Wilków uderzyły na eldarów i zwarły się z
nimi w walce podczas której w imperialne ręce trafił Talizman Lykosa. Talizman w czasie trwania
starcia uległ jednak zniszczeniu - został rozbity na trzy części co uśpiło jego moce. Po odparciu
eldarów imperialni dowódcy podzielili fragmenty między siebie - jeden zabrał Inkwizytor Darke, drugi
trafił w ręce Kosmicznych Wilków i został zabrany do Kła, trzeci zaś został przekazany Komandorowi
Byranowi Powysowi z Galtiańskiego Regimentu jako trofeum. Sam Botchulaz pozostał spętany
wewnątrz Czarnej Piramidy więziony przez warstwy tajemnych runów, eldarskie duchy i potężne
czary arcyprorokini. Zawiłe kombinacje słabły jedynie raz na 3000 standardowych lat gdy kometa
zwana Gwiazdą Zagłady pojawiała się na Aeriańskim niebie a księżyce planety znajdowały się w
odpowiednim położeniu. Sam Botchulaz pomimo uwięzienia posiadał ograniczone możliwości
komunikowania się ze swoimi sługami i dzięki temu ustalił położenie trzech części Talizmanu Lykosa.
Uzbrojony w tą wiedzę uknuł plan by wyrwać się ze swojego przeklętego więzienia. Powrót Gwiazdy
Zagłady pod koniec 41 Millenium stał się zwiastunem strasznych wydarzeń które miały mieć miejsce
na Aeriusie. Pojawienie się komety zbiegło się z wybuchem śmiercionośnej zarazy na planecie. Zbieg
okoliczności był jedynie pozorny - zaraza była wynikiem manipulacji samego Botchulaza i jego
agentów ukrytych wśród populacji Aeriusa.
Idąc za straszliwymi przepowiedniami Wyroczni z Chaerona, Inkwizytor Ivan Sternberg
zwrócił się o pomoc do Kosmicznych Wilków z prośbą o pomoc w odzyskaniu fragmentów Talizmanu
Lykosa którego moc pomóc zdławić trawiącą planetę plagę i przywrócić porządek. Zadanie to miało
być pierwszym przydziałem Ragnara Czarnej Grzywy należącego wówczas do Wielkiej Kompanii
Bereka Grzmiącej Pięści. Ragnar miał stanowić pomoc w odzyskaniu amuletu dla pary Inkwizytorów -
Ivana Sternberga i Kary Isaan. Sam Sternberg podejrzewał że poza amuletem kluczem do
uzdrowienia Aeriusa jest Czarna Piramida - miejsce w którym rozegrała się wielka bitwa pomiędzy
Kosmicznymi Wilkami, Gwardią Imperialną i Inkwizycją a eldarami. Do rozwiązania pozostawała więc
kwestia zebrania odłamków amuletu - jedna z jego części szczęśliwie przechowywana była w
Skarbcu Zwycięstwa w Kle, druga znajdowała się na Galt, trzecia dryfowała gdzieś przez Osnowę na
pokładzie Kosmicznego Wraku. Odzyskawszy pierwszą część Inkwizytorzy i Kosmiczne Wilki wyruszli
w stronę Galt. Czego Inkwizytor Sternberg nie wiedział to fakt że jeden z podległych mu oficerów,
dowodzący Światłem Prawdy, jednym z inkwizytorialnych okrętów, Komandor Gul, był heretykiem i
sługą Botchulaza. Gdy siły przybyły na Galt okazało się że horda orków pod wodzą herszta Gurga
zaatakowała system zaś sama planeta została złupiona a fragment amuletu wpadł w orkowe łapska.
Ragnar i jego towarzysze przeniknęli przez hordę i w walce odebrali orkowemu hersztowi drugą część
Talizmanu. Trzecią część przyszło odbić z pokładu Kosmicznego Wraku który dzięki psionicznym
talentom Kary Isaan udało zlokalizować się na orbicie martwej gwiazdy Korealis. Kiedy ostatecznie
udało się scalić Talizman Lykosa wyprawa wyruszyła na Aeriusa. Kiedy przybyła ona do celu cała
planeta zdążyła ulec zakażeniu. Inkwizytorzy w towarzystwie niewielkiego oddziału Wilków pod wodzą
Ragnara udali się do centralnej komnaty Czarnej Piramidy. Przed wejściem do starożytnej budowli
natrafili jednak na ostrzeżenie w postaci czegoś co wydawało im się eldarskim duchem i ostrzegało
ich przed aktywowaniem artefaktu (w rzeczywistości był to eldarski hologram). Sternberg i jego
towarzysze zignorowali ostrzeżenie i weszli w trzewia Piramidy. Kiedy Inkwizytor Sternberg aktywował
Talizman Lykosa i bezwiednie uwolnił Botchulaza z jego więzienia. Uwolniony Większy Demon w
przechwalczych słowach opowiedział swoją historię - od uwięzienia w psionicznym więzieniu poprzez
wszystkie manipulacje które doprowadziły do sytuacji w której się znajdowali. Wezwał też swojego
wiernego sługę Komandora Gula by ten odebrał nagrodę za wierną służbę, czemu jednak zapobiegł
Ragnar Czarna Grzywa - dobył swego pistoletu boltowego i strzelił zdrajcy prosto w serce (w zasadzie
zbędna dokładność - korpus Gula po trafieniu i tak pewnie rozpadł się na strzępy). W tym samym
momencie Karah Isaan przypuściła śmiały psioniczny atak na Większego Demona jednak z
pojedynku zwyciężył Botchulaz, który śmiertelnie zranił Inkwizytorkę po czym zreanimował truchło
Gula i nakazał ożywieńcowi zabicie intruzów. Korzystając z mocy Czarnej Piramidy Botchulaz
rozpoczął tkanie potężnego czaru który miał ożywić miliony ofiar zarazy w postaci Zombie Plagi.
Inkwizytor Sternberg i Kosmiczne Wilki rzucili się do ataku na demona odwracając jego uwagę
wystarczająco długo aby umierająca Isaan zaczerpnęła moc z Talizmanu Lykosa i ponownie
zapieczętowała Czarną Piramidę. Czyn ten pochłonął ją samą jednak jej poświęcenie uwięziło
Botchulaza ponownie na co najmniej 3000 lat zaś sama zaraza zaczęła błyskawicznie wygasać.
Wiele lat później Ragnar, już jako Wilczy Lord i wódz swojej własnej Wielkiej Kompanii w trakcie
dławienia rebelii na Hesperidzie natrafił na Czarnoksiężnika który przekazał mu że “Lord Botchulaz
przesyła pozdrowienia”.
VIII Spowiednik “Wielu jest takich, którzy mają na sumieniu przewinienia przeciwko Bogu-Imperatorowi, które muszą wyznać. Ten prosty akt przyznania się do osobistej herezji jest pierwszym krokiem na drodze odkupienia. To obowiązkiem Spowiedników jest wysłuchanie największych grzechów wiernych, nawet wtedy, kiedy ci nie chcą ich wyznać.”~ Arcykardynał Ignato Spowiednik to błędny, fanatyczny kapłan Adeptus Ministorum, który używa swoich umiejętności do agitowania tłumów obywateli Imperium. Oczarowany jego słowami tłum odkrywa przed nim swoje mutacje i zdradza znanych mu psioników i innych niegodnych zaufania dewiantów, niezależnie od tego, czy ofiarą jego oskarżenia padnie sąsiad, czy własna rodzina. Na Spowiednika może zostać nałożona odpowiedzialność za cały rój, lub, jeśli jest słabo zaludniony, na cały świat, układ gwiezdny, a nawet podsektor. Podobnie jak w przypadku Kardynałów, z których nie wszyscy prowadzą własną diecezję, wielu Spowiedników nie jest przywiązanych do żadnego szczególnego terytorium. Wielu podejmuje swoją służbę w pełni autonomicznie, a ich obowiązki prowadzą ich na wskroś przez całą galaktykę. Niektórzy są przypisywani do innych Imperialnych instytucji lub Adeptów. Często najbardziej zaufanym powiernikiem generała Gwardii Imperialnej lub Admirała Marynarki Imperialnej jest starszy Spowiednik, który doradza mu w kwestiach duchowych i wzmacnia jego siłę podczas wykonywania woli Boga-Imperatora.
RolaW związku z wiecznie obecnym zagrożeniem ze strony Heretyków i herezji, drzemiącej w duszach ludzi o słabej woli, Eklezjarcha nie może pozwolić sobie na to, by apostaci od świętej wiary mogli namieszać w głowach tym, którzy szukają odkupienia w ujawnieniu swoich przewinień i wywleczeniu ich na światło dzienne. Arcykardynałowie zakładają wiele świątyń treningowych w swoich sektorach, w których przygotowują członków lokalnego kleru do służby w charakterze Spowiednika. To właśnie te święte miejsca i instytucje wykształciły wielu spośród najbardziej utalentowanych Śledczych Inkwizycji. Jako zatwardziali weterani Eklezjarchii, Spowiednicy wiedzą, jak zdobyć informacje których szukają. Wielu Inkwizytorów rekrutuje Spowiedników do swojej komórki Akolitów. Fanatyzm Spowiedników w dążeniu do odkrycia herezji jest tak wielki, że wielu z tych, którzy pełniąc swoją służbę nie stracą rozumu, sami pewnego dnia stają się samozwańczymi Inkwizytorami. Legendy ze Światów Świątynnych mówią o Spowiednikach przepełnionych furią wiary, którzy jednym słowem zdobywali sobie całe armie, lub inspirowali całe miasta do rebelii przeciwko dyktatorowi, który porzucił wiarę. Spowiedników można znaleźć na niemal każdym świecie Imperium, gdzie przewodzą lojalnym sługom Boga-Imperatora w poszukiwaniu i karaniu Heretyków. Dowódcy Gwardii Imperialnej i Jednostek Obrony Planetarnej często zatrudniają Spowiedników w szeregi swoich doradców, dzięki czemu mogą wykorzystać ich retorykę i umiejętności oratorskie do prowadzenia żołnierzy w bój. Okazjonalnie zdarza się, że Kardynałowie stawiają Spowiedników na czele regimentów Frateris Militia w czasie Wojen Wiary. Każdy Spowiednik rozwija unikalną metodę prowadzenia przesłuchań i przemawiania do ludu. Według umysłu typowego Spowiednika, obie te praktyki nie odbiegają od siebie zanadto. Choć wielu z nich wygłasza płomienne, złote mowy, które wyćwiczyli do perfekcji, inni mogą zacząć zadawać zgromadzonej przed nimi gawiedzi pytania, poprawiając ich i nauczając. W czasie Przesłuchania w komnacie przesłuchań również zadają grzesznikom liczne pytania, oczekując od grzesznika całkowitej szczerości, co ma być gwarantem ich zbawienia. Niekiedy wystarczy, by Spowiednik wyszeptał odpowiednie słowa do ucha Imperialnych dowódców, by ci mogli zainspirować swoich zgromadzonych podwładnych własną przemową. Szept spowiednika w komnacie przesłuchań potrafi być zaś bardzo przekonywujący.Kariera SpowiednikaWiększość Spowiedników jest trenowanych w specjalnych świątyniach Adeptus Ministorum. Proces ten nie jest odmienny od treningu Arbitrów Adeptus Arbites lub standardowych Kleryków Eklezjarchii - Spowiednik jest kształcony w świetle doktryn Imperialnego Kreda i ceny, którą przychodzi płacić ludziom za odstępstwo od niego. Oprócz treningu w sztuce samoobrony, Neofici-Spowiednicy ćwiczą swoje rosnące umiejętności na samych sobie, starając się oczyścić własną grupę ze słabości i grzechu. Niektórzy z nich noszą blizny tych doświadczeń do końca życia, co ma im przypominać ból, który muszą zadać innym, nim zaoferują im szansę na stanie się czystymi i pełnymi w oczach Boga-Imperatora. Choć wielu spośród Imperialnych kleryków zostaje Spowiednikami bezpośrednio z ramienia Schola Progenium lub innych miejsc treningowych Eklezjarchii, istnieje też wielu, którzy szkoleni są bezpośrednio przez innych Spowiedników, którzy przygotowują swoich rekrutów do pełnienia jakiegoś szczególnego obowiązku.Słynni SpowiednicySpowiednik Dolan Chirosius - w czasie Plagi Niewiary w czasach Epoki Apostazji w 36 tysiącleciu, w całej galaktyce pojawiło się wielu fałszywych proroków. Niektórzy z nich byli jedynie szaleńcami na czele armii rebeliantów, inni byli zaś duchowymi demagogami, którzy przewodzili populacjom całych światów. Najpotężniejszym z nich był Apostata Kardynał ze świata Gathalamor, Bucharis, którego herezja była tak wielka, że w przyszłości nazwano ją Plagą Niewiary. Pomimo kontrolowania wielkiej ilości światów w jego wewnętrznym imperium, niektóre światy zaczęły buntować się przeciwko jego władzy. Wiele światów z sukcesem odzyskało wolność w walce z siłami Apostaty Kardynała, jako że przeciwko jego ludziom stawały całe populacje. Rebelie zaczęły wybuchać szybciej i częściej, często w tym samym czasie. Rebelianci oswobadzali wielkie tereny spod władzy opresyjnego reżimu Bucharisa. Nie trzeba było długo czekać, by kufry i skarbce Bucharisa zaczęły świecić pustkami. Apostata odkrył siłę inspirującą te niemożliwe do wyjaśnienia powstania, gdy przed jego oblicze przybył wysłannik Spowiednika Dolana Chirosiusa. Wiadomość od Chirosiusa była prosta: Bucharis miał porzucić swój urząd i oczekiwać na łaskę Boga-Imperatora. Co jednak ważniejsze, musiał publicznie porzucić swoje herezje i apostacką ideę samo-wyzwolenia. Szczątki posłańca przybito do bram pałacu Bucharisa, gdzie karmiły się nimi szczury i wrony. Kiedy Spowiednik przybył do samego Gathalamor, został zakuty w łańcuchy i przeprowadzony przez ulice miasta. Żołnierze z armii Bucharisa okładali go cepami i rzucali w niego kamieniami. Wbijali haki w jego ciało i obciążali je kamieniami, kopiąc i bijąc. Zebrany tłum nie był jednak pod wrażeniem. Nie było okrzyków aprobaty, ale nie było też okrzyków rozpaczy czy potępienia. Dolan był ciągnięty przez cały kontynent przez ponad pół roku. Przez cały ten czas jego nieustępliwe spojrzenie nie zmieniło się i nie zgiął kolan przed wolą Bucharisa, pomimo nieustannych mąk. Bucharis, niezłomny w swoim postanowieniu, rozkazał zorganizowanie publicznego procesu pokazowego dla Spowiednika. Po pięciu miesiącach, prokuratura była przygotowana, a populacja tysiąca światów wstrzymała oddech. Dolan stanął przed sądem bez obrońcy i przyznał się do podjudzania ludzi na wszystkich ogarniętych powstaniem światach. Swojego czasu użył jednak do przemawiania do zgromadzonych ludzi, choć Bucharis nie rozumiał jego słów. Choć proces miał zakończyć życie największego wroga Bucharisa, to o ironio, to właśnie to jedno wystąpienie Spowiednika było początkiem upadku dyktatora. Sąd skazał Dolana na śmierć w torturach. Po ośmiu miesiącach, kiedy Spowiednik w końcu umarł, jego zniszczone ciało zostało zrzucone z murów Pałacu Kardynała na Gathalamor na pożarcie ptakom i psom. Pomimo okropnej udręki, jakiej doznał w ostatnich miesiącach swojego życia, twarz Dolana wciąż wyrażała spokój i pogodę ducha, które promieniały niczym aura wokół jego ciała. Ci, którzy widzieli jego ciało, otwarcie płakali, choć każdy, kto został na tym przyłapany, był oskarżany o herezję i karany śmiercią. Padlinożercy nie mieli okazji do ucztowania na jego ciele - szczątki Spowiednika po prostu zniknęły i nigdy nie zostały odnalezione. Plan zniszczenia postaci Dolana Chirosiusa uderzył w samego Bucharisa. Poprzez oddanie mu głosu we własnym procesie dał mu szansę na zebranie pod sobą gawiedzi na wszystkich światach Bucharisa. W chwili ogłoszenia śmierci Spowiednika, całe imperium apostaty pogrążyło się w rebelii. Populacja tysiąca światów obaliła swoich okrutnych nadzorców niemal w tym samym czasie. Mężczyźni, kobiety i dzieci zostali zainspirowani siłą woli Spowiednika i zaatakowali swoich uzbrojonych wrogów gołymi rękami. Pałac Kardynalski Bucharisa został wzięty szturmem, kiedy zdrajcy spośród jego własnych szeregów otworzyli rebeliantom bramy. Bucharis uciekł z pałacu, kiedy garstka lojalnych mu wojowników odpierała falę zagłady, spieszącą mu na spotkanie. Dzięki podziemnym tunelom dostał się do portu kosmicznego, porzucając wszystko, co zbudował, by ratować życie. Kiedy wsiadał na pokład swojego okrętu, mieszkańcy planety przedarli się przez elektryczne ogrodzenia, poświęcając wiele żyć, by spowodować zwarcie. Bucharis został schwytany przez wrzeszczący, pełen furii tłum i rozerwany na strzępy.Spowiednik Helmor Krass - Spowiednicy są płonącym sercem wiary Imperialnych Gwardzistów, prowadząc ich do wielkich czynów i uspokajając w obliczu przerażających kolei losu. W konsekwencji, wielu Spowiedników cieszy się raczej krótkim życiem, prowadząc żołnierzy z linii frontu. Nie jest więc też niczym dziwnym, że wielu z nich zdobywa sławę. Jednym z tych oddanych sług Imperialnego Kreda jest Spowiednik Helmor Krass, przypisany do 212. Cadiańskiej Dywizji Szybkiego Reagowania. Twarz Helmora, choć usiana jest bliznami setek bitew, potrafi zatrzymać każdego człowieka zaledwie spojrzeniem. Jego ornat jest podarty i zniszczony, podobnie jak jego ciało, przypominając łachmany zarzucone na tego wielkiego człowieka. Jedyną rzeczą, którą ma, a która nie została zniszczona przez liczne próby bitewne jest ogień wiary, który płonie w jego oczach i promieniuje wokół niego. Mówi się, że sama obecność tego Spowiednika na polu bitwy potrafi wzniecić szał bitewny Gwardzistów, a jego głęboka pogarda dla obcych, Heretyków i mutantów jest bardzo zaraźliwa. Nim znalazł się w 212., służył u boku Druzjan w pierwszej bitwie Krucjaty Achilus przeciwko Siłom Chaosu. Choć siły Krucjaty w tej bitwie zostały zniszczone, Helmor przetrwał. Samotnie powrócił do obozu sił Imperium pokryty krwią swoich wrogów i z ich szczątkami na ząbkach miecza łańcuchowego. Po przeniesieniu go do nowego regimentu, furia Helmora zdawała się nie osłabnąć. Jego prawa nienawiść do wrogów ludzkości i profanatorów dzieła Imperatora jest tak wielka, że kiedy staje z nimi w szranki, Spowiednik zapomina o jakiejkolwiek ochronie swojego życia. Gdy skonfrontować go z mrokiem herezji lub zdrady, gniew Helmora jest nieokiełznany, a miłosierdzie okazuje tylko poprzez przelanie krwi.Arcy-spowiednik Odkupiciel Kyrinov - zguba bluźnierców i Heretyków na setkach światów. To on, mając u boku Valhallańskich Wojowników Lodu zniszczył Legiony Chaosu Lorda-Demagoga z Valaan w czasie Krucjaty Skruchy i zniszczył Jihad Księcia Seldy. Kyrinov znany jest z niezachwianego oddania swoim obowiązkom i surowemu traktowaniu tych, którzy w swoim postępowaniu odbiegają od jego prostych interpretacji doktryny Imperialnego Kultu. Kyrinov często cytuje pisma Spowiednika Dolana i silnie popiera wierzenie Wielkiego Spowiednika co do tego, że żadna ofiara nie jest zbyt wielka w służbie Bogu-Imperatorowi. Choć często postrzega się go jako głośną, tyraniczną postać, Kyrinov jest bardzo przebiegły, co często służy mu lepiej niż liczne kazania i monologi kierowane w stronę tłumu. Ogniste mowy Arcy-spowiednika, jego dzikie gesty i melodramatyczne akty wiary kryją w sobie zimne i logiczne podejście do jego pracy. Jako główny intrygant i manipulator ludzi, Kyrinov jest przeciwnikiem niemożliwym do przebłagania i pokonania w wymianie zdań.Święty Lucjusz z Agathy - osławiony Spowiednik z planety Agatha, beatyfikowany i uznany Świętym. Jego mądrość przeszła do historii na kartach Księgi Świętego Lucjusza, zawierającej jego liczne kazania. Ten święty tom można znaleźć w osobistych biblioteczkach wielu członków Eklezjarchii i Sióstr Adepta Sororitas i często noszony jest w ogień bitwy. Przez Adeptus Ministorum czytany jest na głos, co inspiruje pobliskie oddziały i przypomina o ich solennej służbie Bogu-Imperatorowi.Arcy-spowiednik Quadicus - doradca do spraw duchowych starszych Oficerów w Czarnej Strefie. Ze wszystkich obecnych tam ludzi to on wie najwięcej o stacjonującym tam personelu i ich zmarłych członkach, choć jego zadaniem jest zachowanie ich tajemnic. Szczerze wierzy on, że prędzej czy później T’au spróbują użyć Imperialnej wiary przeciwko mieszkańcom Imperium, sugerując, iż Imperium i Ministorum zbłądzili w drodze za Imperatorem. Ta świadomość podjudza niemały temperament Quadicusa i z tego powodu nienawidzi on wszelkich sympatyków tej ohydnej rasy xeno. Z natury jest on rozsądnym człowiekiem i wierzy, że T’au stanowią bardziej moralne niż militarne zagrożenie. Choć osobiście wolałby, by poboczne straty w lojalnej ludności Canis Salient były mniejsze, to wierzy, że plaga śmierci zadana ludziom pod Hebanowym Grobem jest lepsza, niż słaba władza, która toleruje herezję.Spowiednik Von Schteil - świat Veneris jest dobrze znany ze swoich przyćmiewających pobliskie góry pomników Imperatora i Imperialnych Świętych. Te kolosy muszą być nieustannie konserwowane. W związku z tym, kamieniołomy w pobliżu południowego koła podbiegunowego są jednym z najważniejszych miejsc na całej planecie. Kiedy kamieniołom został zainfekowany recydywistami, którzy wierzyli, że ich trud jest zbyt wielki, cała praca przy wydobyciu kamienia ustała. Rebelianci wysłali swoje żądania autorytetom Eklezjarchii. Spowiednik Von Schteil zebrał pod sobą siłę o nieznanych rozmiarach, formując oddziały z pielgrzymów, którzy przybyli na Veneris by się umartwiać. Swoimi kazaniami zaraził ich szaleństwem, mówiąc o herezji i lenistwie pracowników kamieniołomu i przepełnił ich serca nienawiścią do tych, którzy pozwalają, by piękne, Venerisiańskie pomniki umierały, zamiast wypełniać swój święty obowiązek. Przez trzy krwawe dni Fraeteris Militia zabiła niemal wszystkich pracowników. Spowiednik Von Schteil zaakceptował spowiedź przywódców buntu, po czym skazał ich na śmierć przed oceanem modlących się pielgrzymów.IX. KaznodziejaKaznodzieja to najniższe rangą stanowisko w Imperialnym klerze w Eklezjarchii. Znani są jako Obrońcy Wiary. Często regimentom Gwardii Imperialnej i okrętom Imperialnej Marynarki towarzyszą tuziny Kaznodziejów, z których wielu traktuje osobiste pójście w bój za święty obowiązek, który, dzięki ich obecności, zapewnia religijną inspirację dla pobliskich żołnierzy. Kaznodzieja może jednak także usługiwać prostym mieszkańcom Imperium - władają oni wyznaczonymi parafiami, których centra zlokalizowane są w Imperialnych świątyniach. Kaznodzieja jest kapłanem Imperialnego Kultu, który ze wszystkich innych pracowników Ministorum ma największy kontakt z prostym wiernym. Szczególnie energiczni i charyzmatyczni Kaznodzieje mogą mieć dość szczęścia w życiu, by pewnego dnia awansować na Spowiedników.Rangi specjalistyczne:Arcy-Egzorcysta, Ekspatiarcha Krzyżowiec Misjonarz Żelazny Ewangelista Strażnik Sankcji OdkupicielArcy-EgzorcystaW Ministorum Sektora Calixis pracują kapłani, których drażnią polityczne restrykcje pozwalające walczyć z siłami nieczystymi jedynie Inkwizytorom z Ordo Malleus. Spora część tych kleryków, którzy wiedzą o egzystencji i znają prawdziwą naturę rasy demonów pragnie z nimi walczyć, dematerializować i wysyłać do myriadycznych piekieł, które je sprowadziły. Ci fanatycy, znani jako Arcy-Egzorcyści, radują się z walki z demonami i traktują to jak swój święty obowiązek, którego pełnienie stawia ich o krok bliżej Boga-Imperatora. EkspatiarchaWyspecjalizowany święty wojownik, członek specjalnego zakonu religijnego Adeptus Ministorum, znanego jako Collegia Exterminatus, który został stworzony przez Ordo Malleus z Sektora Calixis. Ekspatiarcha jest wyszkolony w tajemnej wiedzy, wymaganej do zrozumienia natury demonów i do eradykacji demonicznych sił ogniem i mieczem łańcuchowym. Dobiera się ich spośród najbardziej pobożnych dzieci z Calixiańskiej Schola Progenium. Ich trening zabiera bardzo wiele czasu, jako że młodym uczniom trzeba wpoić wiarę, potrzebną do ufortyfikowania ich dusz przed złowrogimi informacjami, które posiądą w miarę przyswajania wiedzy tajemnej. W rezultacie, wielu Ekspatiarchów jest relatywnie zaawansowanych wiekiem do czasu, gdy stają się Akolitami w służbie Inkwizytora. Intensywność ich treningu często sprawia, że jeszcze nim Ekspatiarcha stanie do walki po raz pierwszy, nosi już blizny i augmetyczne odpowiedniki swoich kończyn. Ich ciała są dowodem ich poświęcenia i żądzy pozostania w czystości w oczach Boga-Imperatora.KrzyżowiecKrzyżowiec jest świętym wojownikiem Adeptus Ministorum, który dobierany jest ze względu na swoje niezmienne oddanie Bogu-Imperatorowi. Większość z nich dołącza do Eklezjarchii prosto po odbyciu nauk w Schola Progenium. Być wybranym to wielki honor, choć wyczerpujące życie ascety i doskonałego wojownika prowadzi go do nieuniknionej śmierci w bitwie przeciwko siłom heretyków i apostatów. Nie mniej, powołanie do służby w charakterze Krzyżowca gwarantuje wojownikowi okazję do sprawdzenia swojego miecza i tarczy przeciwko największym wrogom ludzkości. Wyekwipowany w Miecz Mocy i Tarczę Burzy, Krzyżowiec jest jest dzielnym wojownikiem, którego miejsce jest w sercu bitwy, gdy otaczają go wrogowie. Niektórzy Inkwizytorzy korzystają z usług Krzyżowców, dobierając ich spośród osobistej gwardii Karmazynowych Kardynałów - najbardziej tajemniczych postaci całego Ministorum. Powszechnie uważa się, że w całym Imperium na próżno szukać bardziej oddanych Imperatorowi wojowników - być może jedynie poza osławionymi Adeptas Sororitas. Mało prawdopodobnym jest, by służba Krzyżowca w szeregach Inkwizytora znacząco się różniła.MisjonarzMisjonarze Missionaria Galaxia to specjalny rodzaj Imperialnych sług i choć w teorii operują oni pod auspicjami Kardynałów Palatyn, to w praktyce są autonomicznym działem Adeptus Ministorum. Nie posiadają oni żadnych obowiązków administratywnych w żadnej diecezji, ani w żadnej innej strukturze organizacyjnej Eklezjarchii. Zadaniem Misjonarzy jest towarzyszenie Imperialnym ekspedycjom w regiony galaktyki, które już raz zostały utracone w przeszłości, bądź są Imperium nieznane. Misjonarze niosą na barkach płomień Imperialnego Kreda, którym dzielą się z tymi, którzy z dawien dawna zostali odseparowani od Prawdziwej Wiary.Żelazny EwangelistaKapłanów chętnych do dzielenia się doktryną Imperialnego Kultu w Imperium nie brakuje. Wielu jest takich, którzy odnawiają bulwary wiary cementem własnych kazań. Inkwizytorzy, którzy cenią sobie silną indoktrynację w Imperialnym Kredzie jako bulwar przeciwko herezji, często rekrutują właśnie takich mężczyzn i kobiety i tworzą z nich specjalne komórki zadaniowe, prowadzone przez Żelaznych Ewangelistów, którzy wykorzeniają herezję w najgłębszych zakamarkach Imperialnych okrętów, lub w zawiłych labiryntach miast-rojów. Żelaźni Ewangeliści to grupy Inkwizytorskich Akolitów, którzy zanoszą słowo Imperatora tym, którzy nie doznali jego błogosławieństwa od lat i z powodu własnej ignorancji stanęli przed zagrożeniem upadku w herezję.Strażnik SankcjiNiebezpieczeństwa stwarzane przez egzystencję psioników są bardzo dobrze udokumentowane. Według doktryny Imperialnego Kreda, wiedźma musi zostać schwytana i oczyszczona w świętym Promethium przy pierwszej okazji. Istnieją jednak tacy psionicy, którzy otrzymali od władz Imperium oficjalne pozwolenie na posługiwanie się mocami Osnowy pod warunkiem, że przyczynią się do wypełnienia świętego celu Imperatora, a ich dusze staną się bronią woli Boga-Imperatora. Strażnicy Sankcji to grupa Inkwizytorskich Akolitów, która bez przerwy monitoruje sankcjonowanych psioników, by być świadkami pierwszych oznak ich zepsucia.OdkupicielOdkupiciel jest fanatycznym kapłanem Adeptus Ministorum, który podąża za ekstremalną i niewybaczalną doktryną wiary, w której odkupienie w oczach Boga-Imperatora można uzyskać tylko poprzez śmierć. Wielu Odkupicieli szuka własnego zbawienia na polu bitwy za grzechy, które popełnili przeciwko Bogu-Imperatorowi. Chcą oni także zanieść zbawienie innym, wypatrując za jednym, szczególnie ofensywnym grzechem i poszukując okazji do sprowadzenia sprawiedliwości Imperatora na xenos, Heretyków i ludzi paktujących z demonami. Ruch Odkupicieli narodził się na Świecie Roju Necromundzie, ale od czasów swojego powstania rozprzestrzenił się na każdy kraniec galaktyki.Rangi Minoris Adeptus MinistorumStrażnik Reliktów - są to kapłani Minstorum, których zadaniem jest zabezpieczenie najbardziej świętych reliktów Imperialnego Kultu, włączając w to tajemnicze artefakty i relikwie Imperialnych Świętych. Cenobit Całunu - członek monatystycznego zakonu Ministorum, który całe swoje życie poświęca na modlitwie, medytacji i rozważaniu tajemnic Boga-Imperatora. Cenobici często ubierają habity z długimi kapturami i zakrywają twarze przed innymi ludźmi.Mistrz Kaplicy - kapłan Ministorum, którego zadaniem jest nadzorowanie codziennych czynności administratywnych Imperialnych kaplic i innych miejsc kultu.Rangi kariery alternatywnejKapłan OgniaOczyszczający ogień jest bardzo związany z wieloma elementami Eklezjarchii w Sektorze Calixis, od świec i kadzideł po miotacze ognia i działa incyneratorów. Misjonarze wyprawiający się do pobliskiego Koronus Expanse niekiedy są nazywani “Niosącymi Pochodnię,” podczas gdy specjalne odgałęzienie doświadczonych Gwardzistów łączy swoją wiarę z dziką miłością do broni zapalającej, przez co stają się oni świetnymi kandydatami na wojowników w służbie Inkwizycji, znanymi jako Pyroklaści. Ci kapłani nazywani są czasem Kapłanami Ognia, co ma się odnosić do ich szczególnego upodobania do broni umożliwiającej im podsycanie nienawiści w ich sercach do obcych. Kapłanów Ognia często można spotkać na pograniczu Frontu Spinward, dzierżących miotacze ognia i zachęcających Gwardzistów do dokonywania nadludzkich czynów. Kiedy oddział Gwardii Imperialnej odniesie poważne straty, a morale ocalałych z masakry żołnierzy chwieje się, to właśnie Kapłan Ognia wychodzi przed szereg i pełni rolę duchowego lidera, który potrafi podnieść na duchu sługi Imperatora i skupić całą ich mentalną siłę na nienawiści do wroga.Precentorzy KarniNa Froncie Spinward kapłani Ministorum pełnią wiele kluczowych roli. Niektórzy mogliby rzec, że są najważniejszym elementem dbania o duchowe zdrowie mężczyzn i kobiet w tym konflikcie. Ogień wojny potrafi wyciągnąć z człowieka to, co najgorsze, a kapłan często jest ostatnią nadzieją chwiejącej się duszy, rzuconej na pastwę przeznaczenia przez rozpaczliwe koleje losu, lub przebywającej w głębinach rozpaczy. Misją niektórych kapłanów jest ratowanie takich właśnie ludzi. Biorą ich pod opiekuńcze skrzydło i prowadzą do pełnej chwały światła Imperatora. Wielu jest takich, którzy pragną duchowego przewodnictwa, którzy rozkwitają tylko wtedy, gdy ktoś wskaże im drogę poprzez przykład Imperialnego Kreda - kapłani Ministorum, którzy są w stanie odpowiedzieć na to wezwanie na Froncie Spinward są niekiedy nazywani Precentorami Karnymi. Precentorzy nie są jedynie przywódcami i duchowymi przewodnikami; są agitatorami, zdolnymi rozpalić serca i umysły Imperialnych obywateli i Gwardzistów. Nie powinno również dziwić, że regimentami, które robią największy użytek z usług Precentorów są Legiony Karne. Wśród skazańców walczących w tych regimentach, Precentorzy Karni jako jedyni oferują im szansę odkupienia. Choć nie mogą oni zaoferować więźniom wolnego życia, to wizja wolnej duszy po śmierci często jest jedyną rzeczą popychającą tych ludzi do walki.Prałat ZbrojnyStrefy wojny, takie jak Front Spinward, potrafią gromadzić najbardziej walecznych wojowników z najbardziej niezwykłych miejsc; ci wojownicy służą niekiedy w szeregach Ministorum, nie zaś w Gwardii Imperialnej, której usługują. Obecność Kapłana może być zbawienna, gdy Gwardziście przychodzi walczyć z terrorem ze strony xenos, lub gdy stają przed zagrożeniem moralnym zdrady i herezji. Śpiewane modlitwy w środku najbardziej zajadłych bitew potrafi czynić cuda z morale żołnierzy. Mimo to, niektórzy kapłani idą o krok dalej i inspirują żołnierzy wokół nich jeszcze bardziej; stają oni w pierwszej linii oddziału i ścierają się z wrogami ludzkości w zażartej walce, która ma stanowić ostateczny sprawdzian dla ich wiary. Tych kilku kapłanów, którzy wychodzą z takiej walki zwycięsko umacnia swą wiarę. Niektórzy nazywają takich duchownych Prałatami Zbrojnymi, co ma oddać ich prostotę w nieustannym dążeniu do fizycznego eliminowania wrogów w walce. Kapłanów przepełnia wiara i ferwor tak wielki, że wprowadza ich to w iście berserkerski stan, przez co nie czują oni strachu przed śmiercią i walczą z dziką determinacją by przelać krew wrogów ludzkości za wszelką cenę.Rektor-ErudytaKapłani Ministorum pełnią wiele istotnych ról w Imperium: są przywódcami duchowymi, przewodnikami obywateli oraz wojownikami Boga-Imperatora. Ci, którzy akompaniują Gwardii Imperialnej w bitwie, często należą do tej ostatniej kategorii, ale nie należy uważać, iż jedyne, na czym się znają, to katechizmy i machanie mieczem łańcuchowym. Prawdą jest, że ci kapłani niosą ze sobą na front zdobytą na przestrzeni lat wiedzę i mądrość. Dla wielu dowódców Gwardii Imperialnej wykształceni kapłani są na wagę złota i często dają im oni nową, dodatkową perspektywę, gdy trzeba radzić sobie ze zdrajcami, herezją i innymi moralnymi zagrożeniami. Kapłani, którzy posiadają podobną wiedzę, mogą użyczyć swoich wpływów by pomóc dowódcom Gwardii Imperialnej przebrnąć przez czerwoną taśmę biurokracji Administratum. Co więcej, wielu kapłanów pojmuje dodatkowe szyfry, monogramy i tradycje Ministorum, które mogą dać przewagę typowemu regimentowi Gwardii, gdy ten zgłasza petycję o przyznanie mu dodatkowych zasobów do Departmento Munitorum; kapłan wie najlepiej, jak delikatnie przetłumaczyć rozkaz dowódcy regimentu na “prośbę” o zbrojną asystę, skierowaną do Zakonu Adepta Sororitas. Na Froncie Spinward, kapłani z tak unikatowymi umiejętnościami i wiedzą są niekiedy nazywani Rektorami-Erudytami. Nie tylko jednak ich wiedza jest wartościowa - ich mądrość i zrozumienie istoty wiary w Gwardii Imperialnej, począwszy od prostego oddziału piechoty po wyszkolone Oddziały Szturmowe, również jest diabelnie ważnym atutem regimentu. Sekty Adeptus MinistorumŚwięty Synod Eklezjarchii i podległe mu Synody Sektorów wraz z rządzącymi Kardynałami to jedynie część widocznej obecności Ministorum w każdym z Imperialnych sektorów. W całej organizacji istnieje o wiele więcej warstw rządzących; synody i kulty Ministorum rozciągają się od samego szczytu hierarchii organizacji aż na sam dół, do standardowego, Imperialnego wiernego. Synody Układów i różnorodność światów i kultur, którymi zarządzają, dała możliwość rozwoju miriadzie Imperialnych Kultów i wielu wariantów tradycyjnego Imperialnego Kreda. Do bardziej znanych Imperialnych sekt należą:Czarni Kapłani z Maccabeusa - Czarni Kapłani, znani także jako Czarni Klerycy i Popielaci Spowiednicy (a w tajemnicy znani pod bardziej złowrogim określeniem “Wron Ognia”) to klerycy tworzący luźny zakon zbrojnych kapłanów, zorganizowanych pod auspicjami Ordo Malleus, by wspomagać Inkwizycję w ich polowaniu na demony. Na siedzibę swojego Czarnego Zakonu, Ordo Malleus wybrało Maccabeus Quintus, często doglądając przy tym tego Świata Świątynnego a zarazem domu dla lokalnego kleru Ministorum o mistycznej interpretacji Imperialnego Kreda. Czarni Kapłani dobierani są z obiecujących kandydatów tego kleru ze względu na siłę woli, wiary i samego faktu przetrwania, jeśli w przeszłości dany kapłan musiał stawić czoła diabolicznym siłom. Kapłani, którym powierzono wiedzę niedostępną dla innych hierarchów Eklezjarchii i nauczeni jak skupiać swoją wolę i czystość wiary by osiągnąć niezwykłe rzeczy i być w stanie wypędzać demony, oraz ci, którzy przetrwali Maccabejskie rytuały, stają się innymi ludźmi. Sama natura ich odnowionej wiary i mroczna prawda o rzeczywistości nadaje im nowy sens życia.Kult Imperatora Zmartwychwstałego - jest to sekta praktykująca wariant Imperialnego Kreda o silnej naturze funeralnej na podstawie bezśmiertnego stanu Imperatora. Śmierć jest wiecznie obecną rzeczywistością na większości Imperialnych światów, a to, jak mieszkańcy owych światów sobie z nią radzą, często jest równoznaczne z ich trybem życia. Członków tej sekty można znaleźć na wielu światach Sektora Calixis. Są to ludzie odwołujący się do śmierci i pielęgnujący wiarę w moc Imperium i jego niezliczonych martwych bohaterów, na których zbudowana jest jego chwała. Ze wszystkich sekt Imperialnego Kreda to właśnie Kult Zmartwychwstałego znajduje się najbliżej ortodoksyjnych doktryn Imperialnego Kreda. Wiele sług Ministorum nie dostrzega nawet różnicy między tym kultem a bardziej mainstreamowym sposobem oddawania czci Bogu-Imperatorowi. Kult Imperatora Zmartwychwstałego jest niestety także protoplastą kilku znanych w Imperium kultów heretyckich, z których najsłynniejszym jest Kult Nocy. według niektórych apokryficznych źródeł, miejscem założenia Kultu Nocy był Sektor Calixis, a powstał on w czasach, gdy Krucjata Angevińska chwiała się ku upadkowi, a sam Angevin został obwołany Świętym. Wiara Kultystów opiera się na heretyckim odłamie Imperialnego Kreda, który został zapomniany przed tysiącami lat, mrocznej technologii, apokaliptycznych przepowiedniach na temat Dni Końca i mocy wskrzeszania umarłych. Druzjanie - Druzjanie są prawdopodobnie największą i najpotężniejszą z sekt Imperialnego Kultu w Sektorze Calixis. Patronem ich kultystów jest Święty Drusus, Lord Militant, który z sukcesem podbił Calyx Expanse, przemianowane na Sektor Calixis w czasie Krucjaty Angeviańskiej. Kult jest tak stary jak sam Sektor. Tzw. “Druzjanizm” przenika i łączy się z Kultem Imperialis na Calixiańskich światach, w szczególności tych, które są odległe od stolicy Sektora, Scintilli. Druzjanizm to ciężkie i bezkompromisowe odczytywanie Imperialnego Kreda, które nawiązuje do podkreślania i oczyszczania jakości cierpienia, mocy świętych relikwii i wytrzymałości w obliczu udręki. Ascetyczna i w większości mistyczna tradycja sekty nie dotyczy jednak wszystkich jej członków i wiernych, jako że jej autorytety na Scintilli zachowują się bardziej tradycjonalistycznie w swoich sposobach oddawania czci, ale także uznają świętego patrona Sektora za swojego własnego. Wielu prostych Druzjan uważa szlacheckie i kupieckie klasy społeczne Sektora za fundamentalnie podłe i zepsute z natury i pogardzają oni wszelką władzą w takich indywidualistów. Choć Druzjan publicznie wspiera Calixiańskie Ministorum i Arcykardynał Sektora, często postrzegani są oni jako rywale ortodoksyjnej władzy Eklezjarchii i jej skupionej wierze w Boga-Imperatora.Czerwone Odkupienie - Czerwone Odkupienie dedykowane jest biednym dzielnicom mieszkalnym w dolnych warstwach rojów, dzikim Światom Granicznym i prymitywnym, feudalnym miastom Sektora Calixis i karmi się lękami ich mieszkańców. Jako ekstremalna wariacja Imperialnego Kreda, Odkupienie naucza fanatyzmu i nietolerancji, którego nie jest w stanie pojąć nawet ogół Ministorum. Ich kapłani nauczają, że tylko w bólu, oczyszczającym ogniu i całkowitym odrzuceniu wszystkiego, co nie pokazuje totalnego i zupełnego oddania Bogu-Imperatorowi człowiek może mieć nadzieję na uratowanie własnej duszy od wiecznego potępienia i dotyku Mrocznych Bogów. Choć niekiedy Ministorum i Czerwoni Odkupiciele patrzą na siebie z ukosa, hierarchia Imperialnego kościoła postrzega ich jako całkiem użytecznych i generalnie jest szczęśliwe z faktu, iż ktoś z chęcią wykonuje ich brudną pracę.Siostry Próżni - dobrotliwa sekta Eklezjarchii składająca się wyłącznie z kobiet. Siostry Próżni podróżują traktami pielgrzymkowymi i drogami przez Osnowę do Sektora Calixis, niosąc komfort i pomoc załodze okrętów i pielgrzymom. Ucieleśniając miłosierdzie i delikatne aspekty Boga-Imperatora, Siostry wierzą w moc leczenia za pomocą Jego światła i w ochronę, którą On daje za pomocą jaskrawej ikony swojego Astronomicanu. Synod Sektora Calixis nie postrzega ich w kategorii zagrożenia politycznego ani zagrożenia wiary. Siostry są powszechnie akceptowane jako w miarę łagodna sekta. Niektórzy szepczą jednak, że Siostry Próżni są jedynie fasadą czegoś o wiele bardziej złowrogiego, jako że spędzają one lata na przemierzaniu próżni tylko po to, by niewidocznie dla innych przedostawać się z jednego świata na drugi. Jakiż mógłby być ich prawdziwy cel, nie wie nikt, ale ani Inkwizycja ani kościół nigdy nie zainteresowały się tym tematem.Vitriańskie Przymierze - jest to bardziej nieoficjalna Imperialna Krucjata w Sektorze Calixis niż religijna sekta. Ich nazwa wywodzi się od bitwy, której uczestnicy byli świadkami powstania Świętego Vidicusa, a ich zadaniem jest szerzenie wiary w jednego Boga-Imperatora poza granice Imperium oraz walka z podłymi, zielonoskórymi xenos, Orkami. Z tego powodu Przymierze jest najczęściej spotykane na krańcach Sektora, gdzie wspiera armie i pomaga misjonarzom w zasiedlaniu nowych i dzikich Światów Pogranicza. Ich fanatyczna nienawiść wobec zielonoskórych niejednokrotnie robiła z nich siłę rekrutującą ludzi do wsparcia wysiłków Krucjaty Margińskiej, co postrzegali jako kluczową część zaniesienia Imperialnego Kreda w samo centrum bezprawia i szansę na ograniczenie przyrostu siły xenos w Gwiazdach Halo. Oczywiście fakt, iż Vitriańskie Przymierze nie zna pełnej prawdy o Krucjacie Margińskiej nie powstrzymał Synodu Sektora przed wysługiwaniem się siłami Przymierza do rekrutacji nowych oddziałów i zdobywania dla niej nowych zasobów.Inne organizacje Eklezjarchii:Adepta Sororitas - militarnym ramieniem Eklezjarchii są Zakony Militant Adepta Sororitas, których świętym zadaniem jest eradykacja herezji w Imperium. Eklezjarchia często współpracuje z Inkwizycją, w szczególności z Ordo Hereticus, by osiągać swoje cele. Kapłani Eklezjarchii często postrzegają jednak Radykalnych Inkwizytorów jako Heretyków, którzy stają się aktywnym celem ich świętej misji. Od Siostrzeństwa wymaga się obserwowania wszystkich sług i departamentów Imperium na wypadek wystąpienia w nich aktów herezji, ale szczególną czujnością mają otaczać samą Eklezjarchię. Zakony Adepta Sororitas działają jako militarne ramię Eklezjarchii i bronią świątyń i światów Kardynalskich przed atakami ze strony xenos, takich jak Orkowie, czy też przed Siłami Chaosu. Ich drugim zadaniem jest jednak służba w Ordo Hereticus, jeśli Inkwizytor zażąda ich interwencji.Templariusze Frateris - oryginalna, męska armia Wysokiego Lorda Goge Vandire’a z czasów Epoki Apostazji w czasie jego Rządów Krwi w M36. Siły organizacji zostały zniszczone przez Burzę Osnowy podczas swojej drogi do Dimmamar w celu pacyfikacji rebelianckiej, odrodzonej Konfederacji Światła, wzniesionej przez Sebastiana Thora. Burza z tego regionu, która trwa po dziś dzień, stała się znana jako Burza Gniewu Imperatora i wielu wierzy, że to sam Imperator powołał ją do życia by ukazać swój gniew za uzurpację swojej woli przez Vandire’a. Od tamtej pory organizacja Templariuszy Frateris została rozwiązana, a od czasów Sebastiana Thora, który zakończył Rządy Krwi, ich rolę pełnią Siostry Bitwy. Wynika to z prostego przeświadczenia, które niegdyś wygłosił sam Sebastian Thor: “Żaden mąż już nigdy nie będzie nosił broni w imieniu Adeptus Ministorum.”Milicja Frateris - nieoficjalne armie Ministorum, złożone z religijnych fanatyków, którzy walczą za wiarę. Religijnie motywowani członkowie Milicji walczą w Wojnach o Wiarę z wrogami Imperium, często będąc prowadzonymi przez szczególnie fanatycznych Spowiedników, choć ich siły rzadko bywają dobrze wyposażone i wyszkolone. Członkowie Milicji Frateris nie są profesjonalnymi żołnierzami i nie odbywają żadnego treningu przed pełnieniem służby. Mimo to, ich wiara jest silna i często dokonują oni wielkich i przerażających czynów w imieniu Mistrza Ludzkości.Inkwizycja a Adeptus Ministorum Eklezjarchia jest relatywnie nową instytucją Imperium, utworzoną po katastrofalnych wydarzeniach Epoki Apostazji. Przed tymi wydarzeniami, Imperialne Kredo było całkowicie zdenominowane, a każdy jego fragment rywalizował z innymi o supremację, często oskarżając wrogie frakcje o herezję przy pierwszej dogodnej okazji. Po zakończeniu się Epoki Apostazji i wielkiej reformie utworzono Eklezjarchię, która miała scentralizowaną strukturę władzy, mającą upewnić populację Imperium, że błędy przeszłości już nigdy się nie powtórzą. Choć Imperialne Kredo wciąż istnieje w wielu różnych formach, tak jak miało to miejsce wcześniej, to przynajmniej teraz istnieje struktura władzy, przed którą odpowiadają miliardy kapłanów w całej galaktyce. Relacje między Inkwizycją i Adeptus Ministorum są bardzo mieszane. Eklezjarchia jest zazdrosna o rolę pasterza ludzkich dusz i miano reprezentantów Boga-Imperatora Inkwizycji. Sama Inkwizycja uważa się za ostatecznego arbitra i sędziego, oraz uznaje, że odpowiada wyłącznie przed Imperatorem. Nie jest więc niespodzianką, że między tymi dwiema, potężnymi instytucjami istnieje wielkie napięcie. Między Inkwizytorami a oficjelami Eklezjarchii często leżą wielkie pokłady braku zaufania. Stan ten tylko zaognia się, gdy Inkwizytor na spotkanie z kapłanem Eklezjarchii przyjdzie ubrany w cokolwiek bardziej desygnowanego od prostej, purytańskiej szaty. Nie dziwi zatem fakt, że jeśli jacykolwiek Inkwizytorzy utrzymują stałe kontakty z Adeptus Ministorum, to należy spodziewać się, że będą to Purytanie z Ordo Hereticus. Jak zostało już wspomniane, Inkwizycja często potrzebowała Sióstr Bitewnych z Adepta Sororitas, ale oprócz nich Inkwizycja często wzywa na pomoc innych sojuszników z Ministorum. Warunkiem udzielenia pomocy Inkwizytorowi jest jednak jego sposób życia - im bardziej jest on purytański, tym bardziej prawdopodobne, że Eklezjarchia przyczyni się do spełnienia jego prośby. Inną siłą, która często wspiera Inkwizytorów w czasie pełnienia ich zadań są Arco-Biczownicy. Arco-Biczowanie jest karą zarezerwowaną dla najbardziej podłych bluźnierców. Skazaniec jest chirurgicznie zamieniany w Serwitora, a jego umysł i duch są poddawane rytualnemu oczyszczeniu, które całkowicie niszczy osobowość i redukuje podmiot operacji do postaci majaczącego szaleńca, pragnącego oczyścić swoją duszę z grzechów w niekontrolowanym szale bitewnym skierowanym na wrogów Eklezjarchii. Jeszcze gorszym przykładem tego samego procesu, ale bardziej druzgocącego w skutkach jest umieszczenie grzesznika w Machinie Pokutnej, potworności o pieczęci czystości, wielkiej niczym Dreadnought Kosmicznych Marines, zasilanej żalem za grzechy osoby weń przebywającej. Maszyny te są następnie wypuszczane w bitwie. Inkwizycja bardzo ceni sobie te wielkie konstrukty, jako że nieznany jest im strach, a tak czy inaczej ich przeznaczeniem jest śmierć. Inkwizytorzy mogący nacieszyć się szczególnie pozytywną relacją z Adeptus Ministorum mogą nawet znaleźć tam sojuszników w postaci Hierophantów. Ci pobożni i doświadczeni oficerowie Imperialnego Kreda często podążają własnymi drogami, idąc za zewem wiary wszędzie tam, gdzie ich zaprowadzi. Niekiedy doprowadza ich nawet pod bramy Inkwizytorów, u których zaciągają się na służbę i gdzie mogą aktywnie walczyć z wrogami wiary na samej linii frontu wojny o dusze ludzkości.