sobota, 7 września 2019

Horus Lupercal i Wilki Luny cz3 i cz4




cz3 https://www.youtube.com/watch?v=yOVSQ0qoPLw
cz4 https://www.youtube.com/watch?v=pOTWE5GNsvs


Horus Lepercal cz.2
Herezja Horusa
Istvaan III
Legion Niosących Słowo oddał się we władanie Chaosu Niepodzielnego na długo przed wydarzeniami na Istvaan III. Gubernator planety Vardus Praal został skorumpowany przez Zgubne Moce i poświęcił się służbie Slaanesh, którego/której kultyści już wcześniej działali na tym świecie. Praal ogłosił oddzielenie się Istvaana od Imperium i zajął się praktykowaniem czarnoksięstwa, przez co Rada Terry wyznaczyła Horusowi zadanie odbicia planety, zaczynając od stolicy - Miasta Chórów. Sprzyjało to planom Mistrza Wojny co do wybuchu wojny domowej i wypowiedzenia posłuszeństwa Imperatorowi. Pomimo zgromadzenia pod sobą czterech legionów, które przynajmniej w pewnym stopniu już zwróciły się w stronę Chaosu, wciąż mogli być wśród nich astartes jak i zwykli ludzie, którzy pozostaliby lojalni wobec Imperatora. Była to przypuszczalnie 1/3 wszystkich sił Synów Horusa, Pożeraczy Światów, Gwardii Śmierci i Dzieci Imperatora. Wielu z nich pochodziło z Terry i zostało zwerbowanych już na początku Wielkiej Krucjaty.
Mistrz Wojny planował wykorzystać sytuację na Istvaanie III do pozbycia się tych niewygodnych elementów ze swojego precyzyjnego planu. Zamierzał zrobić coś, co imperialni historycy nazwali później Okrucieństwem na Istvaanie III. Horus wybrał do inwazji na planetę głównie oddziały do których nie miał zaufania i które w wypadku rebelii, mogły pozostać lojalne Imperatorowi. Zlecił im zadanie bezpośredniego ataku na Miasto Chórów. Zdobywając kolejne cele, astartes nie byli świadomi czekającego na nich zagrożenia. Kapitan Saul Tarvitz z legionu Dzieci Imperatora dowiedział się o planowanym bombardowaniu wirusowym, porwał więc Thunderhawka by dostarczyć ostrzeżenie walczącym na powierzchni planety astartes. Plan Saula nie powiódłby się, gdyby nie jego przyjaciel - kapitan Nataniel Garro z legionu Gwardii Śmierci. Zestrzelił on ścigające Tarvitza myśliwce. Garro kierując się honorem zawierzył ostrzeżeniu swojego przyjaciela, pomógł mu w dostarczeniu wiadomości na planetę, a sam na pokładzie ,,Eisensteina'' postanowił zanieść ostrzeżenie do Imperium i samego Imperatora. Tarvitzowi udało się wylądować na Istvaanie III i poinformować część lojalistycznych astartes o zbliżającym się ataku. To co potem miało miejsce, było prawdziwym koszmarem.
Bomby spadły zanim wszyscy Astartes znaleźli schronienie, nie wspominając o cywilnej populacji planety. Po detonacji uwalniany był wirus nazwany Pożeraczem Życia, działał błyskawicznie i ze śmiertelną skutecznością. Po zetknięciu z ciałem utleniał je, sprawiając, że w kilka sekund dosłownie wyparowywało. Nawet pancerze kosmicznych marines nie były w stanie uchronić swoich posiadaczy przed tym zagrożeniem. Cześć astartes znalazła schronienie w głębokich bunkrach, część w tunelach pod miastem. Słyszeli oni swych braci rozdrapujących grodzie bunkrów, zamknięte im tuż przed twarzą, i krzyczących w agonii, gdy wirus roztapiał ich ciała. Niekiedy marines szczelnie zamknięci w swojej kryjówce z przerażeniem odkrywali, że wirus dostał się tam przed nimi i już nic nie jest w stanie ich uratować.

Horus obserwował całe zajście z mostka ,,Mściwego Ducha'' w towarzystwie swoich oficerów i dużej grupy upamiętniaczy, miało to im pokazać siłę Mistrza Wojny i jego zawziętość w dążeniu do celu. Ci zwykli ludzie płakali widząc śmierć bilionów na ich oczach. Po wszystkim Horus wydał rozkaz zgromadzonym astartes by otworzyli ogień do upamiętniaczy eliminując wszystkich zgromadzonych. Mistrz Wojny musiał teraz rozwiązać problem astartes ocalałych z pogromu na planecie. Zanim zdążył wydać rozkaz zbombardowania planety z orbity, jego brat Angron osobiście poprowadził atak Pożeraczy Światów. Kolidowało to z pierwotnym planem Horusa, gdyż wycofanie sił Angrona w tym momencie byłoby oznaką słabości, na którą nie mógł sobie pozwolić. Miało dojść do wielomiesięcznej, krwawej bitwy na wyniszczenie.

Na Istvaan III pozostałe siły lojalistów pod dowództwem kapitanów Tarvitza z Dzieci Imperatora oraz Lokena i Torgaddona z Synów Horusa stawiały opór swoim niedoszłym braciom. Mimo cofania się coraz bardziej, zadawali oni dotkliwe straty zdradzieckim legionom. Przez 3 miesiące opóźniali plan Horusa, skutecznie wiążąc jego siły. Podczas walk starli się ze sobą dawni bracia z Kwadry - Abaddon i Aximand stanęli do walki z Lokenem i Torgaddonem. Ten ostatni poległ z ręki Aximanda, natomiast Abaddon zabiłby Lokena, gdyby tytan nie zwalił budynku na głowy walczących. Błędnie uznając, że Loken nie żyje ostatni dwaj członkowie kwadry opuścili pole bitwy. Garviel jednak przeżył i był świadkiem ostatniego ataku zdradzieckich legionów i następującego po nim bombardowania orbitalnego.

Wydawałoby się, że lojaliści jeszcze długo będą mogli bronić się okopani na swoich pozycjach, jednak doszło do kolejnej zdrady.  Z komandorem Eidolonem z Dzieci Imperatora skontaktował się Lucius z ich 13 kompanii. Zaoferował on, że otworzy zdradzieckim legionom drogę przez linie lojalistów w zamian za powrót na łono legionu. Pomimo odkrycia spisku przez kapitana Tarvitza doszedł on jednak do skutku, przez co lojaliści zostali zaskoczeni i wybici przez siły zdrajców. Dzieła zniszczenia dopełniło bombardowanie orbitalne. Lucius został co prawda zraniony przez Tarvitza i musiał ratować się ucieczką, ale jeden wygrany pojedynek nie mógł zmienić losów bitwy.

Przygotowania

Większość z późniejszych sukcesów Horus zawdzięczał skrupulatnym przygotowaniom, które podjął na długo przez pierwszymi strzałami jakie padły na Istvaan III. Przeciągnął na swoją stronę Prymachów Gwardii Śmierci oraz Pożeraczy Światów ze względu na ich słabości oraz osobiste urazy względem Imperatora. Fulgrim z Dzieci Imperatora zwrócił się ku Bogom Chaosu przez obietnicę potęgi i perfekcji zarazem, do której on i jego legion cały czas dążyli, przez co poddał się  wpływowi Slaanesh. Lorgar z Niosących Słowo, odpowiedzialny za skorumpowanie samego Horusa również trzymał stronę Mistrza Wojny.
Trzema z legionów, które nigdy nie zwróciłyby się przeciwko Imperatorowi były Krwawe Anioły Ultramarines oraz Mroczne Anioły. Horus zlecił im zadania jak najdalej od Terry oraz systemu Istvaan, by nie byli w stanie pokrzyżować jego planów. Imperialne Pięści i Białe Szramy były zbyt blisko stolicy Imperium, by skontaktować się z nimi bez wzbudzania podejrzeń. Dodatkowo Horus liczył, że Prymarcha Białych Szram - Jaghatai Khan pójdzie po rozum do głowy i poprze Mistrza Wojny.  Na krótko przed masakrą w strefie zrzutu na Istvaan V Fulgrim próbował przekonać jeszcze Ferrusa Manusa z Żelaznych Dłoni, mówiąc mu o technologicznych skarbach jakie może otrzymać od Machanikum w zamian za wsparcie Mistrza Wojny, jednak brak było mu charyzmy oraz sprytu Horusa, przez co negocjacje spełzły na niczym. Fulgrim prawie przypłacił tą próbę życiem i musiał ratować się ucieczką, odgrażając się, że przyniesie Mistrzowi Wojny głowę Ferrusa, czego dokonał po przyszłych wydarzeniach na Istvaan V. Krwawa Anioły otrzymały misję oczyszczenia świata Signis Cluster, zaatakowanego przez demony, natomiast Ultramarines, wraz z samym Guillimanem mieli zostać związani walką na Calth przez siły Niosących Słowo, uniemożliwiając im wsparcie obrony Terry.
Konrad Curze z Władców Nocy wypowiedział posłuszeństwo Imperatorowi, gdyż został przez niego niesłusznie ukarany. Natomiast powód zdrady Alphariusa i Omegona z Legionu Alpha nie jest do końca znany. Mówi się, że stało się tak gdyż poczuwali się do lojalności bardziej względem Horusa niż Imperatora, inni twierdzą, że powód był inny i równie tajemniczy co sam Legion Alpha. Kolejna teoria mówi, że bliźniaczy Prymarchowie zrobili to ze względu na swoją interpretację lojalności względem Imperatora i ich prawdziwy cel ma zastać ukazany dopiero po dziesiątkach tysięcy lat. Perturabo z Żelaznych Wojowników od zawsze rywalizował z Rogalem Dornem oraz był bardzo zazdrosny, że to właśnie Imperialnym Pięściom zlecono umocnienie Imperialnego Pałacu, nietrudno było go więc przekonać do zdrady.
Legion Tysiąca Synów nigdy nie planował wesprzeć Horusa, lecz Tzeentch tak zmanipulował wydarzeniami, że spalenie Prospero i wymordowanie większości legionu przez Kosmiczne Wilki zmusiło ich do odwrócenia się od Imperium. Magnus śmiertelnie zraniony przez Lemana Russa poddał się Zmieniającemu Ścieżki, przez co uratował przynajmniej część ze swych synów, przenosząc ich na Planetę Czarnoksiężników, stając się przy okazji demonicznym księciem pałającym żądzą zemsty wobec Imperium.
Pozostałe Legiony - Krucza Gwardia, Salamandry, Żelazne Dłonie oraz Kosmiczne Wilki pozostały lojalne wobec Imperatora, za co wszystkie poza tym ostatnim zapłaciły prawie całkowitą anihilacją podczas masakry w strefie zrzutu. Część Marsjańskiego Mechanikum pod wodzą Magosa Regulusa opowiedziało się po stronie Mistrza Wojny w zamian za otrzymanie Standardowych Wzorców Konstrukcyjnych - skarbnic starożytnej, zaginionej technologii. Horusowi przysięgła też wierność cześć Armii Imperialnej oraz Legionów Tytanów.
W tym czasie Mistrz Wojny z pomocą Erebusa za poprzez jeden z rytuałów skomunikował się z emisariuszem Mrocznych Bogów - demonem nazywanym Sarr'kell. Przekonywał on Horusa, że Bogowie Chaosu nie interesują się światem śmiertelników, szukają tylko zemsty na Imperatorze, który złamał zawarte z nimi przymierze i teraz dąży do unicestwienia wszelkiego życia w Osnowie. Sojusz z Niszczycielskimi Potęgami został przypieczętowany i Mistrz Wojny mógł skupić się na dalej realizacji swojego planu.
Masakra w Strefie Zrzutu
Istvaan III stał się skażonym pustkowiem po ataku wirusowym jaki miał tam miejsce w pierwszej bitwie Herezji Horusa. Jego populacja zmieniła się w gnijącą breję, a później w pył, miasta obróciły się w perzynę, a cała cywilizacja przestała istnieć. Bombardowanie orbitalne floty Horus jeszcze bardziej zwiększyło skalę zniszczeń, zmiatając z powierzchni planety wszystko, co jeszcze trzymało się w jednym kawałku. Po wybiciu ostatnich ocalałych, siły Zdradzieckich Legionów udały się na orbitę Istvaan V, by przygotować się do realizacji dalszej części planu Mistrza Wojny. Składały się teraz z czterech legionów kosmicznych marines osłabionych bratobójczymi walkami, jednostek byłej już Armii Imperialnej, Mrocznego Machanikum oraz Legionów Tytanów, które pozostały wierne Horusowi.
Zwycięstwo na Istvaanie III było bardziej kosztowne niż Mistrz Wojny mógł się spodziewać, mimo to jego wojska przygotowywały się do prawie całkowitego unicestwienia trzech Legionów Astartes w zasadzce przygotowywanej na Istvaan V, która miała być potem pamiętana przez tysiące lat.
W tym czasie Fulgrim miał próbować wpłynąć na Prymarchę Żelaznych Dłoni - Ferrusa Manusa, by ten opowiedział się po stronie Mistrza Wojny. Do ich spotkania doszło w systemie Callinedes, gdzie Żelazne Dłonie oczyszczały planetę z sił Zielonoskórych. Prymarcha Dzieci Imperatora liczył, że długa przyjaźń z jego bratem zdoła go przekonać, by wypowiedzieć posłuszeństwo Imperatorowi. Spotkanie na okręcie flagowym Ferrusa - Anvilarium nie poszło tak jak Fulgrim zaplanował, przez co musiał ratować się ucieczką ze statku, by ocalić życie oskarżony o zdradę wobec Imperium. Horus niewyobrażalnie wściekł się z powodu niekompetencji swoje brata.
Wciąż było wiele do zrobienia przed przybyciem lojalistów, które wkrótce miało nadejść. Prymarcha Dzieci Imperatora otrzymał rozkaz rozlokowania swojego legionu w ruinach fortecy xenos na Istvaanie V i przygotowanie pozycji pod ostatnią fazę operacji w systemie Istvaan. Gdy Fulgrim chciał odrzucić jego zdaniem marginalną rolę w planie Mistrza Wojny, ten wyjaśnił mu jak ważne zadanie mu przydzielił i że nikt inny nie wykonałby go lepiej od dążących do perfekcji Dzieci Imperatora. Pod nadzorem Fulgrima zespoły Hereteków z Mrocznego Mechanikum zaczęły przetwarzać piaszczystą powierzchnię Istvaana V w zespół fortyfikacji, okopów, bunkrów, umocnionych przyczółków wzdłuż Płaskowyżu Urgall. Schrony i baterie przeciwlotnicze były ustawiane w cieniu murów, a potężne mobilne wyrzutnie torped orbitalnych zostały ukryte w ruinach budowli xenos. W jeden ze zrujnowanych baszt Fulgrim ustawił swoje centrum dowodzenia i rozpoczął umacnianie swoich pozycji, by stworzyć fortecę godną Mistrza Wojny. Gdyby siły Imperium chciały unicestwić zdrajców byłyby zmuszone do desantu na planetę, gdyż żadne bombardowanie orbitalne nie byłoby w stanie zmusić ich do poddania się.
Przezwyciężając swój gniew po usłyszeniu o zdradzie swych braci, Ferrus Manus i jego legion Żelaznych Dłoni z wdzięcznością przyjął rozkaz Imperatora przesłany mu za pośrednictwem Rogala Dorna. Żelazne Dłonie miały stać się częścią sił wybranych przez Imperatora do pokonania Horusa i jego popleczników. W odpowiedzi na zdradę Mistrza Wojny i pozostałych trzech zdradzieckich legionów, Imperator ostrzeżony o zdradzie przez załogę fregaty ,,Eisenstein'' wybrał siedem legionów kosmicznych marines, które miały zmierzyć się z siłami Horusa na Istvaan V. Atak miał się odbyć w dwóch falach pod głównym dowództwem Ferrusa Manusa. Pierwsza fala miała składać się oczywiście z Żelaznych dłoni wspieranych przez Salamandry i Kruczą Gwardię, natomiast druga z Legionu Alpha, Władców Nocy i Żelaznych Wojowników z dodatkowym kontyngentem Niosących Słowo na czele z samym Lorgarem. Zarówno Dorn jak i Imperator nie mogli wiedzieć, że Konrad Curze, Alpharius/Omegon, Perturabo i Lorgar wraz ze swoimi legionami tak naprawdę już dawno odwrócili się od Imperium, oddając się Mrocznym Bogom i Horusowi.
W czasie pierwszego desantu na Instaana V tysiące kapsuł desantowych i stormbirdów wylądowały na powierzchni planety. Atak prowadził osobiście Ferrus Manus wspomagany przez Vulkana i Coraxa z ich legionami. Salamandry ruszyły na lewą flankę nieprzyjaciela, Krucza Gwardia zajęła się prawą flanką, podczas gdy Ferrus z 10 pełnymi kompaniami elitarnych terminatorów Morlock rzucił się na centrum zgrupowania sił nieprzyjaciela. Początkowe siły obu stron wydawały się porównywalne - 30 000 zdrajców kontra 40 000 lojalistów, lecz na planecie lądowało ich coraz więcej. Wojska Horusa pozornie zaczęły ustępować pola, by odciągnąć lojalistów od strefy zrzutu.
Pole bitwy zamieniło się w jedną, wielką, krwawą rzeźnię o niewyobrażalnych rozmiarach. Legiony ścierały się w walce na dystans jak i krwawych potyczkach bronią białą. Legiony tytanów niosły zgubę wszystkiemu co tylko weszło im w drogę, a Heretecy siali spustoszenie w szeregach lojalistów za pomocą zdobyczy pradawnej technologii. Krew poległych płynęła strumieniami po karmazynowo czerwonych już piaskach planety. Wzdłuż całej Depresji Urgall każda sekunda walk oznaczała kolejne setki ofiar po obu stronach. Zdradzieckie Legiony starały się utrzymać pozycje, ale ich linie zaczynały się powoli uginać pod pierwszą falą lojalistów. Gdyby szala zwycięstwa przesunęła się wtedy na którąś ze stron, dla drugiej oznaczałoby to krwawy pogrom i konieczność wycofania się. Nawet trzy godziny zaciętych walk nie wyłaniały zwycięzcy. Lojaliści parli przed siebie coraz słabiej, czekając aż posiłki z drugiej fali przesądzą o ich zwycięstwie w ostatecznej szarży. Wszystko szło dokładnie tak jak Mistrz Wojny zaplanował.
Wreszcie siłom lojalistycznym udało się pomimo dotkliwych strat zabezpieczyć strefę zrzutu. Podbudowany szałem Farrus nie zważał na ostrzeżenia swoich braci i rzucił się w pogoń za pozornie wycofującymi się zdrajcami. Szukał wśród walczących swojego brata - Fulgrima, by móc pokonać go w pojedynku. Towarzyszyła mu większość terminatorów oraz dreadnoughtów X legionu. Ofensywa spowodowała olbrzymią, skotłowaną potyczkę około 60 000 astartes po obu stronach, największe starcie jakie mógł ujrzeć astartes do tego czasu Wielkiej Krucjaty.
Depresja Urgall była już mocno rozjeżdżona gąsienicami czołgów i zadeptana ciężkimi butami pancerzy wspomaganych tysięcy astartes. Lojalni Prymarchowie walczyli ramię w ramię ze swoimi żołnierzami. Corax szybował z szturmowymi marines Kruczej Gwardii, Ferrus Manus parł przed siebie rozbijając o swoje pięści każdego zdrajcę na jego drodze, natomiast Vulcan w swoim artefaktycznym pancerzu, niczym kruchą porcelanę rozbijał pancerze przeciwników swoim młotem.
Zdradzieccy Prymarchowie nie pozostawali dłużni swoim braciom. Angron z Pożeraczy Światów masakrował toporami łańcuchowymi wszystko na swojej drodze, nie zważając, czy to przeciwnik, czy sojusznik, Fulgrim wirował precyzyjnie ze swym ostrzem, odpierając nieporadne Żelazne Dłonie, śmiejąc im się prosto w twarz, natomiast Mortarion z każdym zamachem swojej kosy energetycznej zbierał na niej coraz więcej lojalistycznej krwi. Horus nie brał bezpośredniego udziału w walce, patrzył tylko na cały obraz zniszczenia jakie spadło na planetę, delektując się swoim postępującym planem, gdy jego legion przebijał się przez linie lojalistów. W końcu walczący ujrzeli nad polem bitwy kapsuły desantowe i statki nowo przybyłych legionów, mających uderzyć na siły zdrajców w drugiej fali. Siły Mistrza Wojny rozpoczęły powolny, pozorowany odwrót, wpuszczając siły Imperium w zastawioną pułapkę.
Druga fala ,,lojalistów'' desantowała się na północnym skraju Depresji Urgall. Setki Stormbirdów i Thunderhawków lądowało na powierzchni planety dostarczając kolejne tysiące kosmicznych marines na pole bitwy. Jednak posiłki miały przynieść zgubę nie zdradzieckim legionom, a marines wciąż lojalnym wobec Imperatora, wspierając plan Horusa. Władcy Nocy, Żelaźni Wojownicy,  Legion Alpha oraz Niosący Słowo byli jeszcze liczniejsi niż pierwsza fala atakujących. Ich wypoczęte i świeże siły były gotowe do zadania ostatecznego ciosu.
Żelaźni Wojownicy zajęli wysokie pozycje, górując nad strefą lądowania pierwszej fali oraz zbudowanymi tam umocnieniami i zaczęli stawiać własne. Materiały budowlane były cały czas dostarczane na ich pozycje, gdzie inżynierowie IV Legionu łączyli je naprędce w fortyfikacje i stanowiska ogniowe. Serwitorzy stawiali setki wieżyczek strzelniczych, łącząc się z ich systemami namierzania. Niosący Słowo mieli wzmocnić siły lojalistów na jednej z flank atakujących, natomiast Władcy Nocy mieli zrobić to samo po przeciwnej stronie pola bitwy. Między ich siłami przemieszczały się niewzruszenie kolumny Legionu Alpha. Gdy siły pancerne Żelaznych Wojowników rozciągały swoje szyki, pierwszy kapitan Władców Nocy - Sevatar wraz ze swoją elitarną jednostką terminatorów Atramentar zajął pozycje obronne. Siły Niosących Słowo i Władców Nocy miały służyć jako kowadła, natomiast Żelaźni Wojownicy byliby młotem roztrzaskującym o nie siły nieprzyjaciela. Wyczerpani lojaliści mieli się wycofać wprost na ich pozycje, sądząc że posiłki odciążą ich w walce, a tak naprawdę zastaliby wzięci w kleszcze i unicestwieni.
Vulkan i Corax wycofywali się ze swoimi siłami do strefy lądowania, by przegrupować się z nowymi siłami i zabezpieczyć rannych, podczas gdy posiłki miały zadać ostateczny cios Horusowi i przełamać jego linie. Przez vox dało się cały czas słyszeć prośby o wsparcie medyczne i zaopatrzenie, ucichły one jednak gdy tylko siły lojalistów zbliżyły się do swoich ,,sojuszników'', było już jednak za późno na ratunek. Wtedy Horus wprowadził w życie ostatni element swojego planu, rozkazał wystrzelenie nad pole bitwy jasnej, czerwonej flary, będącej sygnałem do ataku. Ogień tysięcy bolterów przywitał wycofujący się lojalistów, gdy posiłki pokazały komu tak naprawdę służą.
Ferrus Manus osłupiał gdy zobaczył jak diametralnie zmieniła się sytuacja na polu bitwy. Posiłki ostrzelały Salamandry i Kruczą Gwardię, przez pierwsze kilka chwil kładąc trupem setki astartes, a później kolejne tysiące,  zasypując ich pociskami boltowymi i nieustannie ostrzeliwując przy użyciu artylerii. Wtedy to pozornie wycofujące się siły Mistrza Wojny przystąpiły do zmasowanego kontrataku, masakrując zaskoczonych lojalistów. Potok astartes Synów Horusa, Pożeraczy Światów i Gwardii Śmierci zalał weteranów Żelaznych Dłoni, broniących się desperacko na wysuniętych pozycjach, przytłoczenych znaczną przewagą liczebną przeciwnika. X legion przypłacił swoją brawurę śmiercią wielu legionistów.
Fulgrim cały czas szukał Ferrusa Manusa, by wypełnić złożoną wcześniej obietnicę i sprezentować jego głowę Mistrzowi Wojny. Odnalazł swego brata w bitewnym zgiełku i stoczył z nim zaciekły pojedynek. Ferrus nie był w stanie sprostać szermierczemu kunsztowi Prymarchy Dzieci Imperatora i poległ z ręki swego brata, który po bitwie złożył głowę Ferrusa przez Mistrzem Wojny.
Linie Kruczej Gwardii załamywały się pod naporem ognia przeciwnika, niczym zboże kładzie się pod kosą. Ich astartes w czarnych pancerzach padali nieubłaganie by za chwilę zostać brutalnie dobici przez swoich przeciwników, wykańczających strzałem w głowę lub klatkę piersiową każdego, komu udało się przeżyć. Gdy tylko część bolterów ucichła od razu zastąpiły je działa laserowe Land Raiderów, Predatorów i wieżyczek obronnych Niosących Słowo, przyszpilając Kruczą Gwardię do ziemi. Żelaźni Wojownicy i Niosący Słowo strzelali do skończenia amunicji, błyskawicznie przeładowywali, po czym znów otwierali ogień i obrzucali przeciwników granatami. Główne siły Legionu Lorgara zajęły pozycje na zachodzie strefy lądowania, gotowe rzucić się z flanki na resztki Kruczej Gwardii.
Astartes Coraxa starli się z Niosącymi Słowo na czele z samym Lorgarem, pierwszym kapitanem - Kor Phaeronem i pierwszym kapelanem Erebusem. W ogniu bitwy Niosący Słowo rzucili do walki Gal Vorbak - pierwszych marines opętanych przez demony. Mimo swojej siły większość z nich została wybita przez zaprawionego w boju Coraxa. Widząc masakrę swych umiłowanych synów Lorgar osobiście interweniował, by uchronić jednostkę przed całkowitym zniszczeniem. W zacieklej walce Corax szybko zdobył przewagę nad swym bratem, który w przeciwieństwie do niego był bardziej uczonym niż wojownikiem. Prymarcha Kruczej Gwardii był już gotowy zadać śmiertelny cios swemu bratu i ukarać go za zdradę, jednak Lorgara ocaliła interwencja Konrada Curze. Nocny Łowca starł się z Krukiem w brutalnym pojedynku, który zmusił Coraxa do ratowania się ucieczką przy użyciu swojego plecaka odrzutowego.
Pozostałe siły lojalistów zostały otoczone. Niezdolne do ucieczki i odmawiające poddania się, były wybijane w pień, broniąc się tak długo jak to tylko możliwe. Pomimo tego wciąż trzymały swoje ostatnie pozycje do czasu gdy do walki osobiście dołączyli Mortarion i Angron. Zdrajcy wspierani przez tytany z Legio Mortis byli gotowi do wyrżnięcia ostatnich pozostałych przy życiu lojalistów. Po krótkim czasie do rzezi dołączył również i Horus, nacierając na czele odzianych w czerń Justaerin, masakrował wszystkich lojalistów na swój drodze.
Jakiekolwiek nadzieje na odwrót zostały rozwiane gdy statki desantowe pierwszej fali zostały zniszczone. Flota lojalistów również poniosła ciężkie straty przez przeważające siły zdrajców. Pomimo dopracowanego planu  Horusa, części sił Imperium udało się wyjść z okrążenia. Większość z nich stanowiły resztki Kruczej Gwardii, wspieranej przez garstkę Salamader i Żelaznych Dłoni. Imperialne zapiski przez długi czas nie wspominają nic o losie zaginionego w akcji Vulkana, jak się jednak później okazało przeżył on bitwę. Coraxowi udało się dotrzeć do Thunerhawka, którym próbował opuścić planetę wraz z resztką ocalałych ze swojego legionu. Pojazd został jednak zestrzelony zaraz po starcie, a Prymarcha uznany za zaginionego.
Tak oto siły Imperium zostały mocno uszczuplone, a droga na Terrę stanęła dla Horusa otworem...

Tryumf Horusa
"Droga na Terrę stoi dla nas otworem! Nadszedł czas, byśmy niepowstrzymanie zabrali wojnę do Imperatora! Rozpocznijmy przygotowania do inwazji na Terrę i ataku na Pałac Imperialny. Nie zawiedźcie mnie bracia, a zwycięstwo będzie nasze! To nie będzie łatwe zadanie, Imperator i jego marionetki będą walczyć z całych sił, byśmy nie przeszkodzili mu w jego planach! Wiele krwi zostało przelanej, zarówno naszej jak i ich, lecz naszą nagrodą będzie sama galaktyka. Czy jesteście ze mną?''
— Mistrz Wojny Horus po zwycięstwie na Istvaan V
Kiedy mordowanie ustało, a ciała zabitych zaczęto układać w stosy pogrzebowe wzdłuż całej Depresji Urgall, niegdyś szary nieboskłon planety zabarwił się na pomarańczowo blaskiem tysięcy ognisk. Szkliste piaski były skąpane w ciepłym blasku ognia a słupy dymu napełniały powietrze zapachem palonych zwłok. Tysiące astartes lojalnych Horusowi zebrało się przed podwyższeniem na szybko skleconym przez hereteckich tech-kapłanów. Gdy słońce chowało się za horyzontem, oświetlało podwyższenie krwistoczerwonym światłem. Podium to zbudowane było z serii cylindrów o zmniejszającej się średnicy, ustawionych jeden na drugim. Podstawa mogła być szeroka nawet na tysiąc metrów, skonstruowana by być trybuną dla elity Synów Horusa. Każdy z nich trzymał w ręku pochodnię, której światło odbijało się od ich pancerzy.
Na szczycie piedestału była następna platforma, zajmowana przez starszych stopniem oficerów XVI Legionu. Ponad nimi stali zdradzieccy Prymarchowie. Cały widok zapierał dech w piersiach - siedem potężnych istot na przedostatnim poziomie platformy, których pancerze wciąż były skąpane we krwi swych wrogów, a ich płaszcze łopotały na wietrze. W końcu na najwyższym poziomie, sto metrów ponad swymi braćmi,  stał sam Mistrz Wojny ze swym szponem uniesionym w salucie. Jego futrzany płaszcz zwisał mu z ramion, a światło stosów pogrzebowych iskrzyło się w bursztynowym oku na jego pancerzu. Mistrz Wojny oświetlony był od spodu jasnym słupem światła, który mieszał się z czerwonym blaskiem ostatnich promieni słońca. Wyglądał niczym posąg bohatera z jakiejś starej legendy, gdy spoglądał w dół na nieskończone morze lojalnych mu żołnierzy stojących pod piedestałem.
Gdy słońce wreszcie zaszło, ryk silników statków szturmowych rozległ się nad depresją, gdy te obniżały skrzydła, salutując zebranym poniżej wojownikom. Wojownicy pod platformą wydali z siebie głośny krzyk o sile tysięcy gardeł. Gdy transportowce zniknęły, astartes zaczęli defilować przed platformą, salutując Horusowi.
Na jakiś niewidoczny sygnał rozpalono ogień na wzniesieniach północnego krańca Depresji Urgall i jarząca się fala blasku rozchodząc się po ziemi utworzyła kształt olbrzymiego oka. Okrzyki zachwytu maszerujących astartes rozbrzmiewały gdy Oko Horusa rozświetlało noc i piaski Istvaan V.  Oddano salwę z superciężkich czołgów oblężniczych, a majestatyczny tytan Dies Irae pochylił głowę w geście szacunku dla Mistrza Wojny. Prochy z płonących zwłok spadały z nieba niczym konfetti, rozbijając się o pancerze defilujących żołnierzy, którzy nieprzerwanie krzyczeli: ,,Chwała Horusowi!'' ,,Chwała Horusowi''.
Niewielu lojalistów którzy przeżyli masakrę wciąż błąkało się po planecie. Ciężko ranny Corax zdecydował się na niebezpieczną podróż przez osnowę, która po 133 dniach zakończyła się dotarciem na Terrę, gdzie Prymarcha chciał poinformować Imperatora o porażce i zagrożeniu dla Imperium. Vulkan został uznany za martwego, lecz i on dotarł ostatecznie na Terrę, by dalej przewodzić resztkom swojego legionu. Salamandry wraz z Żelaznymi Dłońmi i Kruczą Gwardią spędziły resztę Herezji Horusa na odbudowywaniu swych sił, co skutecznie wyłączyło te legiony z walki.
Po bitwie na Istvaan V zdradzieckie legiony zszabrowały mnóstwo sprzętu, pojazdów i innego zaopatrzenia, pozostawianego przez lojalistów. Znacząco wzmocniło to uszczuplone już siły Horusa. Część z tego ekwipunku do dziś służy Kosmicznym Marines Chaosu. Nad planetą unosiło się ponad 3000 statków, gotowych dostarczyć wojowników Mistrza Wojny na pola bitew Herezji Horusa. Czołgi i olbrzymie maszyny oblężnicze były zabierane z planety, szykując się do inwazji na Terrę.
Horus zwołał konklawe Prymarchów wszystkich 8 zdradzieckich legionów na mostku Mściwego Ducha. Fulgrim, Angron, Mortarion oraz Lorgar pojawili się osobiście, natomiast Perturabo, Konrad i Alpharius/Omegon nie mogli stawić się osobiście, byli więc połączeni z mostkiem okrętu Horusa. Skomunikował się z nimi również Magnus, który niedawno przystał do Horusa, po spaleniu Prospero przez Kosmiczne Wilki. Został on uratowany przez Tzeentcha i przetransportowany wraz z resztkami swojego legionu na Planetę Czarnoksiężników. Legion Tysiąca Synów poczuł się zdradzony przez Imperatora i najlepszą opcją było dla niego przystać do sił Horusa. Mistrz Wojny przedstawił swoim braciom role, które każdy z nich musiał odegrać, by atak na Terrę się udał.
Floty Horusa, Angrona, Fulgrima, Mortariona i Lorgara miały spotkać się nad Marsem, na którym trwała wojna domowa wzniecona przez zwolenników Mistrza Wojny. Manufaktoria Modus Gamma i Modus Occullum zostały wydarte lojalistom i mogły zaopatrzyć zdradzieckie legiony. Legion Alpha otrzymał jedno z ważniejszych zadań - trzymać flotę Białych Szram z dala od Terry najdłużej jak to tylko możliwe. Jaghatai Khan walczył w tym czasie z resztkami sił Orków z Ullanoru i na pewno dotrą do niego wieści o zdradzie Horusa. Alpharius/Omegon miał za zadanie nie dopuścić też do zjednoczenia się sił Białych Szram i Kosmicznych Wilków, gdyż ich połączone siły mogłyby przełamać oblężenie Terry.

Nocny Łowca ze swoim legionem miał udać się na planetę Tsagualsa i rozpocząć kampanię terroru w tym sektorze. Głównym celem było zajęcie imperialnych fortec na światach Heroldar i Thramas, które pozostawiały flankę sił Horusa wrażliwą na atak i przełamanie oblężenia. Znajdowało się tam też wiele światów-kuźni, które mogły zaopatrywać lojalistów lub zostać przejęte na rzecz Zdradzieckich Legionów. Władcy Nocy mieli też interweniować gdyby lojalne Mroczne Anioły zwyciężyły na pobliskim Callibanie i próbowały zaatakować siły  Mistrza Wojny.
Statki Żelaznych Wojowników szykowały się do podróży do systemu Phall, gdzie duża flota Imperialnych Pięści przegrupowywała się po nieudanej próbie dotarcia do systemu Istvaan. Musieli oni zostać zniszczeni, gdyż stanowili kolejne zagrożenie dla delikatnego planu Mistrza Wojny. Perturabo nie musiał być nawet przekonywany do podjęcia się tego zadania, gdyż wciąż łaknął krwi swego znienawidzonego brata i jego legionu.
Gdyby wszystkie zdradzieckie Legiony wypełniły swe zadanie Terra upadłaby podczas oblężenia, a Imperium pogrążyło się w wojnie i chaosie ku chwale Mrocznych Bogów.
Próby Zabójstwa
Wojna Zabójców
Po klęsce na Isvann V Siostry Ciszy i Imperialni Zabójcy otrzymali od Malcadora Sigility, sekretnego Mistrza Zabójców, zadanie wyeliminowania arcyzdrajcy - Horusa, po którego śmierci siły zdradzieckich legionów osłabły by na tyle, że Imperium mogłoby wyprowadzić skuteczną ofensywę. Skrócenie rebelii o głowę doprowadziłoby do szybkiego zwycięstwa, zaoszczędziłoby zniszczenia wielu światów i bilionów ofiar. Najlepsi agenci zostali wysłani by wykonać to niełatwe zadanie, jednak każda próba zabójstwa Horusa kończyła się niepowodzeniem. Zabójcy mieli znaczące braki w zwiadzie i przygotowaniu do tego zadania, nikt bowiem nie szkolił ich do zabijania Prymarchów. Malcador raz za razem musiał wysłuchiwać raportów o porażce swoich podwładnych.    
Po ostatniej nieudanej próbie zamachu przeprowadzonej przez assasyna z Świątynii Veneum, padła decyzja o zmianie strategii. Idąc za radą Kapitana-Generała Custodes - Constantina Valdora stwierdzono, że pojedynczy zabójca, choćby najlepiej wyszkolony, nigdy nie da rady wykonać tego zadania samemu. Natomiast grupa assasynów lub specjalny oddział uderzeniowy złożony z najlepszych ludzi może mieć szanse wykonania tego niełatwego zadania.
Do tej pory wysyłanie zabójców nie było czymś powszechnym w Imperialnej polityce, a każda misja eliminacyjna była wyznaczana dopiero po wcześniejszym dokładnym zbadaniu tematu i podjęciu niełatwej decyzji, gdy inne możliwości okazywałyby się niewystarczające. Rzadko zdarzyło się by wysyłano jednocześnie więcej niż jednego zabójcę do zlikwidowania tego samego celu, jednak zwykle było to maksymalnie do trzech agentów  z tej samej świątyni i tylko w przypadku najtrudniejszych zadań. W celu eliminacji Horusa zadecydowano o powołaniu pierwszego imperialnego oddziału specjalnego zabójców.
Horus nie przestrzegał żadnych reguł prowadzenia wojny i dążył po trupach do celu. Na Istvaan III chciał wymordować wszystkich swych synów co do których lojalności miał jakąkolwiek wątpliwość. Imperium musiało zachować taką samą bezwzględność jeśli próba zamachu miała się udać. Zabójcy mieli dostać wolną rękę w sposobie zabójstwa i wariantach jego realizacji, nieważne ile osób postronnych mogłoby ucierpieć. Sześciu zabójców z różnych świątyni miało połączyć siły, by ostatecznie pozbyć się Mistrza Wojny i zagrożenia jakie niósł dla Imperium. 
W międzyczasie Mroczny Apostoł Erebus zaczął wyciągać naukę z niedanych prób zamachów na Mistrza Wojny. Doszedł on do wniosku, że jeżeli jakaś strategia zabójstwa mogłaby być skuteczna przeciw Prymarsze, to może być wykorzystana również przeciwko Imperatorowi ...
W Imperialnych archiwach jest wzmianka o kimś nazywanym ,,Czarnym Pariasem''. Był on byłym imperialnym assasynem o pseudonimie ,,Włócznia''. Urodził się jako Niewrażliwy - osoba która zakłócała działanie Osnowy wokół siebie, co czyniło go idealnym kandydatem na łowcę psioników. Został zabrany przez Siostry Ciszy na Terrę i rozpoczął szkolenie w świątyni Culexus. Jest wiadomym, że z powodu różnych eksperymentów prowadzonych na nim w czasie szkolenia, stał się bardzo agresywny, przez co stwarzał zagrożenie dla siebie i otoczenia. Mistrzowie świątyni stwierdzili, że jest zbyt niebezpieczny, by pozostawić go przy życiu, więc należy go uśmiercić. Oddali go pod opiekę Sióstr Ciszy, by te wysłały go barką prosto w słońce. Podczas lotu statek został jednak przechwycony przez Niosących Słowo z Erebusem na czele. Z całej załogi oszczędzono tyko ,,Włócznię''.
Erebus przeprowadził bluźnierczy rytuał w którym wprowadził demona do ciała assasyna, przez co ten zyskał nowe zdolności. Mógł teraz odbić każdy psioniczny atak z powrotem do właściciela, przez co stał się idealną maszyną do zabijania psioników. Jednak by móc wykorzystać tą zdolność musiał najpierw posiąść kroplę krwi swojej ofiary. Było to konieczne, by zsynchronizował się z psioniczną aurą swojego celu, co pozwalało mu skutecznie używać mocy psionika przeciwko niemu samemu.
Dwa lata po bitwie na Istvaan V Erebus wysłał ,,Czarnego Pariasa'' by ten zabił samego Imperatora. ,,Włócznia'' spędził wiele czasu precyzyjnie przygotowując się do zabicia swojego celu. Przygotowania te doprowadziły go do konfrontacji z oddziałem specjalnym asasynów, który szykował się do zabicia Horusa w systemie Dagonet.
Mistrz Wojny przebijał się przez galaktykę, podbijając kolejne światy, gdy następne pogrążały się w anarchii, czując się wolne od jarzma Imperium. Część pozostawała lojalna wobec Władcy Ludzkości, inne natomiast od razu przysięgały wierność Horusowi. Dagonet był jednym ze światów, który powitał Lupercala jak wyzwoliciela, co miało związek z wcześniejszym wcieleniem go do Imperium. Planeta była niegdyś brutalnie rządzona przez kapłana miejscowego kultu. Wilki Luny na czele z Horusem wyzwoliły ten świat spod jego władzy przez wystrzelenie tylko jednego pocisku boltowego, który rozerwał ciało tyrana. Mieszkańcy celebrowali wyzwolenie, stawiano Horusowi pomniki i skandowano jego imię na ulicach. Na samym początku Herezji Horusa na planecie wybuchło antyimperialne powstanie, a gubernator oficjalnie poparł Mistrza Wojny. Ulice miast spływały krwią w bratobójczych walkach, obywatele wierni Imperatorowi uciekali z planety gdy tylko mieli możliwość. Nobilowie woleli zawierzyć swoje życie Mistrzowi Wojny niż Władcy Ludzkości, który nigdy nawet nie postawił swojej stopy na powierzchni planety. 
Oddział zabójców dowiedział się, że Horus w niedługim czasie pojawi się s systemie Dagonet wraz ze swym okrętem flagowym. Planował on wykorzystać planetę jako bazę wypadową i zaopatrzeniową dla podboju pobliskich sektorów. Zgodnie z efektem domina następne osłabione planety i sektory musiałyby ustąpić siłom Zdradzieckich Legionów. Sektor został szczelnie zamknięty, ale mały statek z doświadczoną załogą miałby szansę się przebić i wylądować na plancie, dostarczając sześciu zabójców najlepszych ze swoich świątyń. W zaplanowanej akcji mieli zlikwidować Horusa wraz z jego dowódcami, powodując zamęt w siłach zdrajców i zniweczyć plan ataku na Sementum Solar
Zbójcy skutecznie uniknęli wykrycia i przystąpili do realizacji zadania. Przekazali oni kilku Legionom Astartes informacje o planach Mistrza Wojny i jakie zagrożenie niesie dla Imperium, lecz nie uzyskali żadnej wiadomości zwrotnej. Marines stacjonujący w pobliskich sektorach byli zbyta zajęci toczeniem własnych bitew, a jakiekolwiek rozdzielanie swoich sił skończyłoby się załamaniem obrony lojalistów. Zabójcy musieli postąpić zgodnie z rozkazami i przygotować się do zamachu ignorując rozpaczliwą sytuację resztek sił Imperium w systemie. Planeta była już stracona, a ostatni z lojalistów szykowali się do ostatniego zrywu, by umrzeć w obronie swojego świata. Zwolennicy Horusa walczyli zarówno z oddania dla swojego wyzwoliciela, jak i  strachu przed jego gniewem o którym wieści rozniosły się już po galaktyce.
Podczas zastanawiania się nad najlepszym sposobem na dokonanie zabójstwa, dwóch z assasynów zdecydowało się na działania odmienne od pozostałej czwórki. Zabójca z świątyni Venenum - Jenniker Solam była rozproszona świadomością beznadziejności losu lojalnych Dagonetian, walczących ze zwolennikami Mistrza Wojny. Pokazali jej oni zapiski Lectittio Divinitastus nawołujące do czczenia Imperatora ludzkości i obiecujące jego opiekę w zamian za bezgraniczne zawierzenie. Zabójczyni zdecydowała okazać im swoją pomoc, przy jednoczesnym zgłębianiu nowej wiary, co spowodowało napięcia w relacjach z resztą grupy. Spowodowało to porzucenie przez nią pierwotnego zadania i całkowite zaangażowanie się w walkę o wolność planety. Razem z nią odeszła Iota - assasyn z Świątynii Culexus.
Ta dwójka wkrótce starła się w walce z ,,Włócznią''. Zabójcy zaatakowali wysłannika Erebusa i po zaciekłej walce Solam została śmiertelnie ranna. Iota użyła swojego Animus Speculum - specjalnego hełmu bitewnego świątynii Culexus, pozwalającego na skuteczną walkę z psionikami, poważnie raniąc ,,Czarnego Pariasa''. Mimo zyskanej przewagi ,,Włócznia'' posiadł w walce kroplę krwi zabójczyni, przez dalsza co walka Ioty była skazana na porażkę. Psioniczne ataki zabójczyni były skutecznie odbijane, co szybko skończyło się jej śmiercią.
Umierająca Solam została znaleziona przez jej brata Eristeda Kella - zabójcę z świątyni Vindicare, będącego jednocześnie dowódcą całej grupy. Przysiągł on, że pomści ją, zabijając zdrajcę. Oddział specjalny zdołał odzyskać pamięć Ioty z jej hełmu i potwierdził, że to właśnie zbuntowany zabójca jest winien ich śmierci. Od tej pory misja zabójców miała dwa cele - zabić Horusa wraz z jego oficerami oraz pomścić śmierć Ioty i Solam.
Legion Synów Horusa wreszcie dotarł do systemu Dagonet. Mściwy Duch orbitował ponad planetą, gdy z osnowy wynurzały się kolejne jednostki. Na planecie ludzie zebrali się na Placu Wolności, by patrzeć na zbliżające się przybycie swojego zbawcy i wyzwoliciela. W tym czasie zabójcy przygotowywali się do uderzenia. Kell czekał w gnieździe snajperskim na możliwość oddania jednego, celnego strzału. Callidus przemykał z dala od spojrzenia sił bezpieczeństwa i nobilów, wśród których znajdował się również gubernator. Gdy fanfary ucichły gubernator wystąpił przed szereg i zakrzyknął przez vox ,,Chwała Wyzwolicielowi! Chwała Mistrzowi Wojny!'', na co zawtórowały mu głosy zgromadzonych obywateli.
W tym momencie Synowie Horusa teleportowali się na powierzchnię planety. Najwyższy z nich był pokryty zwycięskimi laurami, sznurami i innymi ozdobami. Wyciągnął on pozłacany pistolet boltowy i oddał w powietrze pojedynczy strzał, który rozniósł się echem po całym placu. Strzał identyczny z tym , który niegdyś wyzwolił planetę z rąk tyrana. Zanim łuska upadła z brzdękiem na podłogę tłum zaczął wykrzykiwać radośnie na cześć Horusa. Wysoki astartes zdjął hełm z głowy odsłaniając twarz.
To był moment prawdy. Assasyn vindicare miał tylko chwilę na ocenę sytuacji i oddanie strzału. Wycelował prosto w głowę Mistrza Wojny i pociągnął za spust. Niebyło miejsca na zawahanie, czy błąd. Zabójca oddał strzał ze swojego karabinu Exiticus, raniąc cel w szyję. Mięso i cała inna tkanka w miejscu rany została rozbita na atomy. Jedynym odgłosem jaki dało się usłyszeć był dźwięk bezgłowego ciała upadającego na bruk placu zalanego jasnoczerwoną krwią. Horus, który miał zmienić losy galaktyki, padł martwy ... a przynajmniej tak myślał zabójca.
Assasyn nie wiedział, że osoba którą zabił była jedynie sobowtórem. Martwym astartes był Luc Sedirae - kapitan 13 kompanii Synów Horusa, jeden z marines do złudzenia przypominających Mistrza Wojny. Miał on na sobie również płaszcz i zdobienia jakie nosił Horus, więc łatwo było o pomyłkę. Synowie Horusa rzucili się rozwścieczeni na zebrany tłum i zaczęli mordować wszystkich bez względu na wiek czy płeć. Rozpoczął się pogrom całej populacji planety, która miała stać się przykładam dla innych światów.
Kell jako jedyny ocalały z grupy assasynów zdołał w panującym zamęcie wytropić i zabić w walce ,,Włócznię'', spełniając tym samym obietnicę złożoną swojej siostrze. Postanowił on w końcu podjąć ostatnią próbę uśmiercenia Horusa na jego okręcie flagowym. Miał rozbić się swoim statkiem o mostek mściwego ducha, wyskoczywszy zaraz przed zderzeniem i oddać ostatni strzał, który uśmierciłby Mistrza Wojny. Plan ten jednak nie powiódł się, gdyż Horusa nie było wtedy na mostku. Assasyn poniósł zarówno klęskę jak i śmierć.  
Po całym zajściu Horus przywołał do siebie Erebusa, gdyż dowiedział się o planie zabicia Imperatora. Skarcił on kapelana na za jego knowania, dodatkowo zakazując dalszych prób zamachów na swojego ojca. Jeżeli ktoś miałby zabić Imperatora, to będzie to tylko i wyłącznie Horus, nikt inny.
Abordaż Mściwego Ducha
Drugim wartym wspomnienia zamachem na życie Horusa, pośród dziesiątek innych prób, był atak grupy astartes na Mściwego Ducha. Garviel Loken, który przeżył walkę z Abaddonem został odnaleziony prze Nataniela Garro i wcielony do specjalnej grupy wojowników, zrzeszających astartes z różnych legionów, działającej pod patronatem Malcadora Sigility. Loken został wyznaczony do dowodzenia grupą, która miała włamać się na okręt flagowy Mistrza Wojny, gdy ten będzie orbitować nad planetą Molach. W jej skład wchodzili jeszcze Nataniel Garro, Icaton Qruze - były kapitan Synów Horusa, który pozostał wierny Imperatorowi, Tylos Rubio - kronikarz Utramarines, Macer Varren - lojalny pożeracz światów, Rama Karayan, Ares Voitek, Altan Nohai, Callion Zaven oraz Tubal Cayne. Na rozkaz Lemana Russa dołączył do nich również Bror Tyrfingr z Kosmicznych Wilków.
Oddział wślizgnął się niezauważony na pokład Mściwego Ducha. Jednak nie wszystko poszło zgodnie z planem i część astartes poległa, podczas gdy reszta dostała się do niewoli. Ocalałych przyprowadzono przed oblicze Lupercala, który próbował zachęcić Lokena do powrotu na łono XVI Legionu. Pomimo chwili zawahania Garviel odmówił, ale jego rozmowa z Mistrzem Wojny dała czas pozostałym na próbę uwolnienia się od swoich oprawców. Po poniesieniu ogromnych strat oddział wycofał się z Mściwego Duch i wrócił na Terrę. Pomimo zapewnień od ocalałych, że niepowodzenie misji nie było winą Lokena, cały czas czuł się on odpowiedzialny za niepowodzenie akcji. 


Kosmiczne Wilki cz11 (Upadek Prospero cz4)





https://www.youtube.com/watch?v=59BvRZyxAbA

Gdy Ahriman dotarł do wnętrza Piramidy Photepa powitał go straszliwy widok śmiertelnie
przerażonych cywilów i wycieńczonych żołnierzy Straży Iglic. Poranieni, poparzeni, w oczach mieli
jedynie paniczny strach albo bezdenną pustkę. Podobni byli bardziej podobni do zwierząt, którym
udało się tymczasowo uciec przed ścigającą je Sforą niż do ludzi. Co gorsza wiedzieli o tym że ich
bezpieczna przystań w przybytku Magnusa była jedynie tymczasowa. Za plecami Ahrimana do
bezpiecznego schronienia spływali pozostali z Tysiąca Synów. Ich niegdyś wspaniałe, karmazynowe,
zdobione złotem pancerze pokryte były wyglądającą niczym żałobny całun, szaro-czarną warstwą
sadzy, popiołu, błota, wody i krwi (no prawie jak ultrasmerfy na Calth). Wyglądało na to, że przed
śmiercią z rąk Kosmicznych Wilków uszło ledwo ponad tysiąc braci. Dławiąc rodzącą się w duszy
rozpacz Ahriman ruszył na poszukiwania Amona. Ten przekazał mu skrzynię, która otwarła się pod
dotykiem pierwszego kapitana. To co ujrzał w środku zaparło mu dech w piersi (i przynajmniej jedno z
serc wprawiło w stan przedzawałowy) - była to niemożliwie stara księga w czerwonej, popękanej od
wieku oprawie. Od pierwszego wejrzenia wiedział z czym ma do czynienia - była to Księga Magnusa,
tworzony przez Prymarchę zbiór wiedzy o Osnowie i czarnoksięskich sztukach. W tym momencie żal
dławiący pierś Ahrimana stał się po tysiąckroć większy bowiem zrozumiał że jego ukochany ojciec nie
liczył na ujście z życiem z pojedynku z Wilczym Królem. Niedługo później, w tłumach wypełniających
Piramidę Photepa, Ahriman znalazł część starszych stopniem członków Tysiąca Synów, wśród nich,
poza Amonem, znaleźli się choćby Hathor Maat czy Sobek. Ku swej zgrozie kapitan odkrył też, że w
czasie zaciekłej walki wielu z jego braci, nie wiedzieć czemu, uległo Przemianie Ciała (teraz powinien
rozlec się pierzasty rechot Tzeentcha). Dziesiątki Astartes zostały z miłosierdzia dobite, bowiem nie
było sposobu przy zahamować postęp mutacji, nie mówiąc już o jej wyleczeniu.
Kiedy Magnus przywrócił czas do normalności ruszył w stronę swojego brata by swoją ofiarą
kupić bezcenny czas dla swoich synów. Dwaj półbogowie zwarli się na grobli w straszliwym boju, od
którego zależał los całej bitwy o Prospero. Wściekłe byłskawice wystrzeliły z podłoża i oddzieliły
walczących Prymarchów od reszty sił Vlka Fenryka i Custodes nieprzebytą zaporą huczącej
elektryczności. Uparty, zajadły, uosabiający dzikość Fenrisa Wilczy Król zalewał Magnusa gradem
ciosów, z których każdy zdolny był zmiażdżyć normalnego legionistę. W końcu zdobiony rogami

napierśnik Karmazynowego Króla poddał się nawale uderzeń i popękał. Mgnienie oka później Magnus
zaatakował Russa strumieniem zimnoniebieskiego ognia, który skruszył wspaniały jego pancerz i
podpalił misternie plecioną grzywę. Ostrze Mjalnara raz po raz mknęło ku Karmazynowemu Królowi z
zabójczymi intencjami i za każdym razem napotykało opór wspaniałego, złotego topora mocy, a
każdemu ich spotkaniu towarzyszył snop błyskawic i huk gromu. Była to walka godna bogów z
pradawnych terrańskich legend. Ciosy, zastawy, zwody, finty i piruety łączyły się w epicki taniec
śmierci, z którego wyjść miał tylko jeden z tancerzy. Był to pojedynek toczony na każdej płaszczyźnie
- fizycznej, mentalnej i duchowej - a każdy z Prymarchów wkładał wszystkie swe, niemal
nieograniczone, siły w dążenie do jednego celu - zniszczenia przeciwnika.
Używając całej swej czarnoksięskiej potęgi Magnus zalał Russa potężnymi uderzeniami
spowitych w ogień i błyskawice telekinetycznych pięści, jednak Wilczy Król był Prymarchą więc
jedynym skutkiem było jeszcze mocniejsze rozpalenie jego furii. Zalew niematerialnych ciosów w celu
rozjuszenia Russa mógł też być celowym działaniem mającym na celu osłabienie jego obrony,
ponieważ niedługo później pięść Magnusa dosięgła piersi jego brata. Wspaniały fenrizjański
napierśnik skruszył się od potężnego uderzenia a odłamki strzaskanych ceramitowych płyt wbiły się w
jedno z serc Wilczego Króla. W odpowiedzi Russ z przyprawiającym o mdłości trzaskiem skruszył
ramię Magnusa na tysiąc kawałków jednak znów odsłonił się na atak. Ten przyjął postać złożonego z
czystych myśli ostrza, które wystrzeliło z drugiej ręki Karmazynowego Króla i wbiło się głęboko w
stworzoną wcześniej wyrwę. Zniszczyło ono ostatecznie poharatane serce Russa i wyszło z jego
pleców (no miał ciężarówkę farta że przy okazji Rudy nie zajechał go w kręgosłup). Wilczy Król zawył
z bólu, zaś do jego ryku błyskawicznie przyłączyły się głosy towarzyszących mu fenrizjańskich wilków.
Wielkie, kudłate bestie o potężnych pazurach i ogromnych zębach w kilku susach doskoczyły do
Magnusa, a ich kły wpiły się głęboko w jego nogi. Ich pomoc jednak nie zdała się na wiele -
Karmazynowy Król jednym ciosem pięści wbił w ziemię łeb czarnego wilka, przy okazji krusząc jego
czaszkę, białego zaś zerwał przy pomocy telekinezy i cisnął go daleko w szeregi nieprzyjaciół. Starcie
boskich istot trwało, ukryte przed spojrzeniami innych w chmurze błyskawic i ognia. W pewnym
momencie walczących zalał rozbłysk czarnego światła i dał się słyszeć potężny ryk pogrążonego w
niewyobrażalnych mękach Lemana Russa. Niemal sparaliżowany i oślepiony przez ból Wilczy Król
ciął na ślepo swym wspaniałym ostrzem mrozu i chyba sam Tzeentch poprowadził jego rękę. Miecz
uderzył w najstraszniejszy oręż Magnusa (a przy okazji chyba jego najsłabszy punkt) - jedno, jedyne
oko. Ten momentalnie zatoczył się do tyłu przyciskając zdrową rękę do najświeższej rany. Jego ciało
przeszywane było strumieniami regenerującej energii jednak proces regeneracji nie miał się
zakończyć. Sponiewierany i skrwawiony Wilczy Król był Fenrizjaninem, wilkiem w ludzkiej skórze, i
dostrzegłszy nadarzającą się okazję wykorzystał ją. Całą swoją masą uderzył wprost na Magnusa i
objął go wpół. Rycząc z wysiłku podniósł swego brata nad głowę, a wszystkie spojrzenia spoczywały
na nim gdy opuszczał Karmazynowego Króla wprost na swoje ugięte kolano. Kręgosłup Magnusa
Czerwonego został skruszony z przyprawiającym o mdłości trzaskiem, a wraz z nim pękło serce
każdego z legionistów Tysiąca Synów.
Triumfalne wycie Lemana Russa przetoczyło się wśród zaległej ciszy. Magnus opadł
bezwładnie na ziemię zaś Wilczy Król uniósł Mjalnara by wymierzyć zdrajcy ostateczną karę. Sam
Magnus zbierając resztki swych sił zwrócił głowę w stronę Piramidy Photepa a jego zmasakrowane
oko napotkało Ahrimana, jego ukochanego syna. Słabnącym głosem zdołał wykrztusić z siebie “Oto
mój ostatni dar...”. Ostrze miecza pomknęło w dół jednak zanim osiągnęło swój cel ciało
Karmazynowego Króla rozpłynęło się w nicość pod wpływem straszliwych zaklęć. Ahriman sapnął gdy
potęga nieznanego mu dotychczas rozmiaru wypełniła jego członki. Wiedział co ma czynić. Jego ręce
zacisnęły się na jadeitowym skarabeuszu umieszczonym na napierśniku jego pancerza. Wiedział o
tym klejnocie wszystko, tak samo jak wiedział wszystko o podobnych mu klejnotach w pancerzach
swoich braci, a przepływająca przez Ahrimana moc rozlewała się na każdego z Tysiąca Synów.
Ukochane przez Karmazynowego Króla Tizca zostało wyrwane z materialnej rzeczywistości i
podróżując przez Osnowę trafiło do nowego domu w Oku Terroru - trafiło na Planetę

Czarnoksiężników. Magnus poświęcił ostatnie siły by za cenę dusz swojej i Tysiąca Synów ratować
resztki XV Legionu i bezcenną wiedzę zgromadzoną na Prospero.
Poświęcając swą materialną formę Magnus został wyniesiony do postaci Demonicznego
Księcia, wolnego od ograniczeń rzeczywistego świata i swej śmiertelności. Przybrał postać wielkiego,
czerwonego humanoida spowitego światłem gwiazd i poświatą nieograniczonej mocy. Z jego pleców
wyrastały dwa potężne skrzydła po których pełzał pochodzący z Osnowy ogień. Jak na ironię dary
Tzeentcha w pełni spadły również na XV Legion, chociaż nie w takiej postaci jakiej oddający mu się
na służbę mogliby się spodziewać. Objawiły się one w pełnym, lub nawet jeszcze mocniejszym,
powrocie gnębiącej Tysiąc Synów Przemianie Ciała, która groziła przemianą w pomioty chaosu
wszystkich pozostałych przy życiu legionistów i dokończeniem straszliwego dzieła rozpoczętego
przez Vlka Fenryka na Prospero. Przerażony Ahriman zebrał wokół siebie kabałę najpotężniejszych
Bibliotekarzy swego Legionu i z jej pomocą odprawił potężny demoniczny rytuał nazwany później
Pieczęcią Ahrimana. Zaklęcie zatrzymało szalejące mutacje jednak Tysiąc Synów zapłacił za to
straszliwą cenę - ciała braci nieposiadających uzdolnień psionicznych obróciły się w pył, a ich
pancerze magiczną siłą zaspawały się więżąc w środku ich dusze. Pogrążyli się oni w stanie wiecznej
nieśmierci, przerażającej egzystencji nieśmiertelnych automatów. Posiadający magiczne uzdolnienia
legioniści z kolei posiedli moce i umiejętności o jakich nawet nie śmieli kiedyś marzyć. Widząc co
stało się z jego ukochanym Legionem Magnus zapłonął wściekłym gniewem, jednak w głębi czuł
satysfakcję z tego jak wielką wiedzę posiedli jego synowie. Tym niemniej, w czasie konfrontacji z
Ahrimanem i jego kabałą, Karmazynowy Król niemal zabił swojego ukochanego niegdyś syna, a
spełnieniu jego morderczych zamiarów zapobiegła jedynie bezpośrednia interwencja Tzeentcha.
Zamiast śmierci Ahriman i jego poplecznicy zostali wygnani z Planety Czarnoksiężników i dostali
nakaz wiecznej podróży przez galaktykę w poszukiwaniu zrozumienia i wiedzy o prawdziwej naturze
Chaosu.
Krwawe żniwo karnej ekspedycji sięgnęło solidnie ponad 30 milionów dusz, a niemal całość
stanowili cywilni mieszkańcy Prospero. Według oficjalnych danych Imperium z populacji planety nie
przetrwał nikt. Tak naprawdę jednak przetrwało kilkanaście - kilkadziesiąt tysięcy ludzi - w większości
byli to ci, którzy rozproszeni byli po rozległych przestrzeniach Imperium oraz garstka tych, którym
udało się opuścić Prospero z którąś z nielicznych grup Tysiąca Synów. Sam Legion został uznany za
całkowicie zniszczony i nie pojawiał się w imperialnych zapiskach aż do momentu Oblężenia Terry w
czasie Herezji Horusa. Jednak i tym razem oficjalne zapiski nieco rozminęły się z prawdą nawet
pomijając przeniesienie resztek Tizca na Planetę Czarnoksiężników. Co prawda elementy XV Legionu
nie znajdujące się na Prospero w czasie uderzenia ekspedycji karnej miały zostać zniszczone zanim
dotarłyby do nich wieści o tym co zaszło. Dwa tysiące Astartes z Dziewiątego Bractwa zostało wybite
w swych obozach przez przydzielonych do tej samej ekspedycji Ultramarines, zaś na Maktor VIII 300
weteranów z Siódmego Bractwa zostało pozostawione na pewną śmierć przez towarzyszące im
Imperialne Pięści, a były to jedynie najbardziej znane przykłady. Wiadomo o jedynie dwóch
przypadkach w których bardziej znaczące oddziały Tysiąca Synów uszły przed imperialną
sprawiedliwością. Pięć tysięcy Astartes z Czwartego Bractwa na wieść o zniszczeniu Prospero
porzuciła szeregi Wielkiej Krucjaty i rozpłynęła się wśród gwiazd podobnie kontyngent kilku tysięcy
braci obecny w ramach pradawnej umowy na świecie-kuźni Zhao-Arkhad.
Siły ekspedycji karnej poniosły nieco mniej dotkliwe straty jednak nadal były one znaczące i
sięgnęły 49 000. Najwięcej ofiar poniosły Kosmiczne Wilki - pchani do walki wściekłą furią Russa
toczyli najkrwawsze walki co kosztowało życie 25 000 Astartes. Do tego dołączyło kilka tysięcy
zaginionych, głównie z Trzynastej Wielkiej Kompanii (tia, zaginionych… wulfenów… Russ pewnie
schował ich do szafy albo coś podobnego). Poniesione ofiary stanowiły większość stanu VI Legionu
przez co w chwili wybuchu Herezji Horusa kilkanaście solarnych miesięcy później nadal byli oni w
trakcie uzupełniania swoich szeregów. Dalszym ograniczeniem ich aktywności, przynajmniej na
początku Herezji był fakt poniesienia ogromnych kosztów w amunicji i wyposażeniu. Na ołtarzu
zemsty Imperatora swe życia złożyło również 23 000 żołnierzy Armi Imperialnej, a kilka jednostek

zostało nawet rozwiązane z powodu poniesionych strat. Siły Legio Custodes i Sióstr Ciszy poniosły
zdecydowanie najmniejsze straty jednak w odniesieniu do początkowej liczebności ich kontyngentów
nadal były znaczne. Do strat Legio Custodes trzeba doliczyć również fakt naruszenia mitu o ich
niezniszczalności - w czasie walk nie były odosobnionymi przypadki pokonania Custodes przez
zwyczajnych Marines. Co bardziej spostrzegawczy zauważyli też z jaką łatwością Opiekunowie
pokonywali Astartes w walce i w sercach wielu z nich pojawiła się myśl czy aby właśnie nie ich
zniszczenie było przyczyną stworzenia Legio Custodes.

wtorek, 3 września 2019

Kosmiczne Wilki cz10 (Upadek Prospero cz3)

https://www.youtube.com/watch?v=_jQ1Ot-Wj3M

Gnają precz maleficarum. Przepędzają je. Ranią je tak bardzo, aby wiedziało żeby nie wracać. Karzą
je i wyjaśniają mu czym jest ból, tak aby nie chciało do nas wracać i nas niepokoić.
Ogvai Ogvai Helmschrot, jarl Trzeciej Wielkiej Kompanii
Prospero, niegdyś zielony, niemal rajski świat, stał w płomieniach. Ryk spadających na
planetę lanc i pocisków mieszał się z hukiem płomieni trawiących równiny i lasy wokół Tizca. Samo
wspaniałe miasto stało niewzruszone wśród dymów pożarów które zamieniły powierzchnię w
pogrzebowy stos - tarcze kinetyczne czarnoksiężników z Bractwa Raptora spełniały swoje zadanie
jednak za straszliwą cenę. Nagle, dokładnie tam samo gwałtownie jak się rozpoczęło,
bombardowanie orbitalne ustało i świadczyło o nim jedynie głuche echo przewalające się nad stolicą
Prospero. Nakryte dymami pożarów i dryfującym popiołem niczym pogrzebowym całunem miasto
nigdy już nie miało zabłysnąć w promieniach słońca.
Gdy na okrętach ekspedycji karnej zamilkły działa, otwarły się wszystkie dostępne śluzy.
Flota, jeszcze chwilę wcześniej miotająca na Prospero ogień i żelazo, uwolniła najstraszniejszą broń
jaką posiadała. Niczym łańcuchy pocisków od wielkich okrętów zaczęły odrywać się całe stada
Stormbirdów, Warhawków i innych jednostek desantowych. Kiedy weszły w atmosferę fale
uderzeniowe tworzące się przed każdym z pojazdów zlały się w jeden przeciągły grom, który raz
wkrótce przewalił się nad dachami i pośród piramid Tizca niczym zwiastun nadciągającej zagłady.
Po pierwszym szoku wywołanym niespodziewanym uderzeniem siły obronne Prospero
zaczynały się mobilizować według protokołów przewidzianych na taką sytuację i wkrótce w stronę
pędzących w szaleńczym nurkowaniu desantowców pomknął ogień przeciwlotniczy. Trafione
zaczynały ciągnąć za sobą ogon czarnego, oleistego dymu znacząc swój śmiertelny upadek, inne po
prostu eksplodowały w powietrzu, a z kul ognia ku powierzchni spadał deszcz odłamków i szczątków
załogi. Większości jednak udało bezpiecznie przedrzeć się do pułapu na którym piloci rozpoczęli iście
wariacki manewr wyprowadzenia swoich pojazdów z samobójczej trajektorii. Maszyny protestowały
wyciem silników i trzeszczeniem kadłubów. Dla części z nich był to ostatni manewr - z urwanymi
skrzydłami, złamane i zgruchotane siłą przeciążenia podążyły w swą ostatnią drogę. W kilku
przypadkach, tam gdzie wytrzymała maszyna, zawodziły nawet nadludzkie umiejętności i refleks
Astartes i doszło do kolizji w powietrzu. Te z desantowców, które przetrwały pomknęły naprzód tuż
nad wzburzonymi wodami Morza Valperine ciągnąc za sobą pokręcone zawirowaniami powietrza
smugi kondensacyjne. Siły ekspedycji karnej uderzyły na Tizca od strony zachodnich, słabiej
bronionych dzielnic służebnych i Starego Tizca.
Pierwszym ze Stormbirdów, które z wyciem i łomotem spadły na miasto, był pomalowany na
szaro, noszący na dziobie dwie stylizowane wilcze głowy pojazd samego Wilczego Króla. Ledwie
Stormbird dotknął ziemi swoimi płozami, opadła przednia rampa i z trzewi pojazdu wyszedł Leman
Russ i jako pierwszy z najeźdźców postawił stopę na Prospero. Gdy ujrzał zniszczenie, którego
dokonał jego Legion, zawył przeciągle w niebo,a sekundę później do jego głosu dołączyły również
dwa fenrizjańskie wilki, które mu towarzyszyły.
Czołówki VI Legionu bez tracenia czasu uderzyły w głąb dzielnic portowych. Niczym walec
parli naprzód, pomimo prób zmontowania przez obrońców jakiegokolwiek poważniejszego oporu.
Wilki niosły śmierć i zniszczenie na rozkaz samego Wszechojca i nic nie było w stanie ich zatrzymać.
Próby desperackiej obrony były przejawami tak samo determinacji i męstwa jak i desperacji bowiem
obrońcy byli tylko ludźmi. W południowo-zachodnich sektorach miasta gromadziły się resztki
Prosperiańskich Pionierów Uderzeniowych, których większość zginęła gdy spowodowane
bombardowaniem orbitalnym lawiny zmiotły większość ich położonych w górach koszar. Gwardia
Palatyńska rozlokowała się na obrzeżach płonącego portu obsadzając wysokie pozycje górujące nad
kierunkiem, z którego mieli nadejść napastnicy. Dowódcą Gwardii był Katon Aphea, młody i
utalentowany oficer pochodzący z jednego z najstarszych i najznamienitszych rodów na Prospero.
Mistrzowski sposób w jaki rozmieścił on swoje siły stanowiłby przykład do analizy we wszystkich
szkołach Gwardii Imperialnej jednak wszystko to zdało się na nic - furia natarcia prowadzonych przez
Lemana Russa Kosmicznych Wilków zmiotła pozycje Aphei w mniej niż dwie minuty. Nawet elitarna,

pysznie umundurowana i perfekcyjnie wyszkolona Gwardia Iglic stanowiła jedynie pomniejszą,
irytującą niedogodność w natarciu Sfory. Dobrze uzbrojeni, wyposażeni w pancerze zintegrowane z
ich wspaniałymi, czerwonymi mundurami byli w stanie stawić opór niemal każdemu najeźdźcy jednak
w brutalnym starciu z urodzonymi drapieżcami nie mieli najmniejszych szans. Ginęli roznoszeni na
strzępy bolterowym ogniem, fenrizjańskimi mieczami i toporami czy rozrywani zębami, a jedynymi
świadkami ich bohaterstwa mieli pozostać jedynie ci, którzy nieśli im śmierć. Pewną nadzieją dla
obrońców pozstawała ich najcięższa broń zamontowana na pojazdach jednak i ona szybko zgasła. W
bitewnej gorączce jarl Ogvai Ogvai Helmschrot z Trzeciej Wielkiej Kompanii doskoczył do jednej z
maszyn, złapał ją niczym fenrizjańskiego saenyeti, osadził w miejscu po czym mieczem mocy rozpruł
jej kadłub i zasypał wnętrze bolterowym ogniem. Podobne sceny rozgrywały się wszędzie w strefie
walk a ostatnim gwoździem do trumny stał się moment z gdy ze stref lądowania z rykiem silników,
niczym bryły granitowej skały, wytoczyły się surowe kształty Predatorów, Land Raiderów i innych
pojazdów wygniatając gąsienicami nowe drogi wprost przez stojące na ich drodze budynki..
Zabudowania Tizca, co do jednego, kiedyś mogły urzekać swym pięknem i kunsztem z jakim
zostały wykonane. Miasto zostało zaplanowane jako wielka, otwarta struktura przecinana szerokimi
alejami i wspaniałymi parkami. W sektorach służebnych nawet budynki o najpodlejszym
przeznaczeniu zdobione były szkłem, polerowanym metalem i wspaniałymi iglicami. Wstający nad
Prospero świt ujrzał wspaniałą niegdyś stolicę płonącą niczym stos pogrzebowy. Większość
architektonicznych cudów została co najmniej zdewastowana w czasie walk, szkło ze zniszczonych
elewacji zaścielało ulice, a wśród gorejących ruin zalegały niezliczone zwłoki tych, którzy stanęli na
drodze Vlka Fenryka. Sfora odniosła błyskawiczne i piorunujące zwycięstwo jednak starcie z
prawdziwym przeciwnikiem czekało na nią w sercu płonącego miasta. Tworząc
plastalowo-ceramitowy łańcuch, legioniści Tysiąca Synów sformowali się wokół sześciu piramid Tizca
tworząc przyczółek obronny, którego centrum stanowił Plac Occullum. Zakuci we wspaniałe,
karmazynowe pancerze Astartes samą swoją obecnością zapobiegli przemienieniu bitwy w bezładną
ucieczkę.
Gdy siły obu Legionów zaczęły zbliżać się do siebie bolterowy ogień Kosmicznych Wilków
zaczął napotykać identyczną odpowiedź. W zimnym opanowaniu i determinacji Tysiąc Synów
odpowiadał na atak tak jak powinien robić to Legion Astartes. Strzelanina nie trwała jednak zbyt długo
bowiem rozpędzona Sfora szybko skróciła dystans i zwarła się z przeciwnikiem w walce wręcz. W
przypominającym grom huku szara fala Kosmicznych Wilków uderzyła w karmazynową ścianę
Tysiąca Synów. XV Legion padał pod ciosami fenrizjańskich toporów i mieczy, zaś miejsca przez
które przeszedł Wilczy Król pozostawały usłane zmasakrowanymi ciałami synów Magnusa. Zakuci w
pancerze Terminatorów huskarlowie nie pozostawali w tyle za swym Prymarchą i również parli w
największe grupy nieprzyjaciół kładąc ich pokotem, samemu wydając się być niewrażliwym na ogień i
ciosy obrońców. Wojownicy Legio Custodes równie bezlitośnie wycinali sobie drogę oszczędnymi, a
jednocześnie potężnymi ciosami swych glewii. W ciągu minut linie Tysiąca Synów zaczęły się chwiać
a ich liczba pozostałych przy życiu legionistów topniała w oczach.
W geście ostatecznej desperacji synowie Magnusa uwolnili swoje moce, jednak użyciem
magii legioniści Tysiąca Synów wydali na siebie ostateczny wyrok - od tego momentu stali się tym
samym czym renegaccy czarnoksiężnicy i wiedźmy. W tej chwili, po raz pierwszy od uderzenia na
Tizca, Sfora zaczęła ponosić ciężkie straty. W ich szeregi uderzył niepochodzące z tego świata ogień
i błyskawice, dziwne nie-światło i wiele innych niewyłumaczalnych zjawisk. Gotowani żywcem
wewnątrz swoich pancerzy, rozrąbywani wpół przez niematerialne ostrza, rozrywani na kawałki przez
niewidzialną siłę Legioniści VI Legionu zaczęli się cofać w obliczu tak wielkiego maleficarum. Po
odepchnięciu Kosmicznych Wilków pozostali przy życiu legioniści Tysiaca Synów ruszyli do
kontrataku próbując na powrót uformować jako takie linie obronne jednak płomyk ich nadziei zgasł tak
szybko jak zapłonął. Walczących Astartes znienacka zalała fala psionicznej pustki, a nienaturalne
moce masakrujące Vlka Fenryka zostały zepchnięte niewidzialną ścianą wprost do swojego źródła.
Czarnoksiężnicy z Prospero zaczęli dławić się gdy moc tkanych przez nich czarów wpychana była im
z powrotem do gardeł. Ich palce złożone w mistyczne symbole wykrzywiały się w porażone

artretyzmem szpony. Wielu rozpaczliwie sięgało do szyj by zwolnić zaczepy hełmów gdy zaczynali
topić się we własnej krwi. Przez wstrząśnięte, pogrążone w ryku zmasakrowanych Astartes szeregi VI
Legionu w stronę porażonych legionistów Tysiąca Synów ruszyły zastępy milczących postaci. W
porównaniu do zwalistych kosmicznych marines zakute w pancerze wspomagane kobiece sylwetki
wydawały się wręcz filigranowe i niepasujące do starcia toczonego pomiędzy kolosalnymi nadludźmi.
Jednak to właśnie one, noszące w sobie Gen Pariasa Siostry Ciszy, były tym co poraziło wojowników
XV Legionu. Zanim ci mieli jakąkolwiek okazję otrząsnąć się z pierwszego szoku Siostry wbiły się w
ich formacje zalewając ich ogniem bolterów, oczyszczającymi płomieniami i tnąc wspaniałymi
mieczami mocy. Zjawisko to było tak samo piękne i pełne gracji jak przerażające bowiem wojowniczki
nie wydawały z siebie najmniejszego dźwięku i jedynymi słyszalnymi odgłosami były wrzaski
katowanych ich obecnością i mordowanych bez litości Astartes, trzask pękających ceramitowych
pancerzy, szczekanie bolterów i ryk płonącego prometium. Wkrótce do Dziewic Pustki dołączyli
synowie Russa i masakra Tysiąca Synów rozgorzała z nową furią.
Resztki XV Legionu po raz kolejny wykazały że Tysiąc Synów godny był miana prawdziwych
Astartes - wybijani bez litości po raz kolejny zreorganizowali swe szyki by stawić czoła swym katom.
Ich wysiłki skupiły się na Siostrach Ciszy, których szeregi zaczęły topnieć do momentu, w którym
synowie Magnusa raz jeszcze mogli użyć swego najpotężniejszego oręża. Gdy odzyskali możliwość
korzystania z mocy psionicznych kilku kapitanów Tysiąca Synów wyprowadziło kontratak i wbiło klin w
potężne morze oddziałów Vlka Fenryka. Po raz kolejny nawet to małe zwycięstwo miało okazać się
jednak krótkotrwałe bowiem spadł na nich sam Wilczy Król i jego doborowy oddział Terminatorów. W
desperackiej próbie odwrócenia losów starcia, a może i całego uderzenia na Prospero, kapitan
Auramagma z Kultu Pyrae podjął próbę zabicia Prymarchy Kosmicznych Wików. Zebrawszy
wszystkie swe siły zaatakował Lemana Russa potężnym płomieniem zrodzonym w Osnowie.
Nienaturalny ogień poraził tych którzy stali najbliżej Prymarchy, zaś jego samego oszołomił i przez
uderzenie serca wydawało się że rozpaczliwy plan się powiedzie. Wilczy Król jakimś cudem zdołał
jednak skontrować skierowany w niego czar i obrócić go przeciw kapitanowi Auramagmie, który,
skąpany w swoich własnych płomieniach, w mgnieniu oka obrócił się w popiół.
Dzika furia Vlka Fenryka po raz kolejny zmusiła Tysiąc Synów do odwrotu. Ich szeregi z
minuty na minutę topniały niczym lód skuwający morza Fenrisa gdy ten pod koniec Wielkiego Roku
zbliżał się do Wilczego Oka. Kolejną próbę oporu podjęli oni u stóp Piramidy Photepa, siedziby swego
Prymarchy, gdzie schronili się wszyscy ci, którym jakimś cudem udało się przetrwać dotychczasową
rzeź. Skrwawieni, zmęczeni i pozbawieni nadziei raz jeszcze stanęli dumnie wśrod odłamków szkła,
kryształu i potarganych zwojów skąpanych w wodzie wyciekającejuyy ze strzaskanych fontann Placu
Occulum. Gniew Imperatora spadł na nich niemal natychmiast, nie dając im szans na jakiekolwiek
wytchnienie i odpoczynek. Tym razem hturazem na otoczonych obrońców spadły połączone siły VI
Legionu, Custodes i Sióstr Ciszy. Ku ich przerażeniu wraz z marines Vlka Fenryka przybyli Wulfeni z
XIII Wielkiej Kompanii. Byli to kandydaci do szeregów Kosmicznych Wilków, którzy na etapie swej
przemiany ulegli straszliwej potędze Canis Helix i przeobrazili się w dzikie bestie przypominające
wilkołaki z antycznych terrańskich legend. Wypełnieni pierwotną furią spadli na Tysiąc Synów niczym
huragan, a ich kły i szpony rozdzierały ceramitowe pancerze równie łatwo jak papier. Ich uderzenie
wybiło w liniach obrońców krwawą dziurę, w którą momentalnie wlała się fala napastników zwijając
flanki XV Legionu. Ci, którzy mieli dość szczęścia by przeżyć lub dość umiejętności by wyciąć sobie
drogę wycofali się pod dowództwem Pierwszego Kapitana Ahzeka Ahrimana na groblę prowadzącą
do bram Piramidy Photepa.
Chociaż początkowo Magnus pogodzony był z losem, który sam na siebie sprowadził, i jakby
na to nie patrzeć otworzył napastnikom drzwi na Prospero, to jednak z czasem coś zaczynało się w
nim zmieniać. Dzika, nieokiełznana furia Kosmicznych Wilków, rzeź jakiej dokonywali oni na ulicach
jego ukochanego Tizca i bezmyślne, zdawałoby się, zniszczenie niesione przez wojowników VI
Legionu spowodowały że w jego duszy coś pękło. Karmazynowy Król postanowił odpowiedzieć na
przedśmiertne błagania swych synów i dołączył do nich w zdawałoby się ostatniej godzinie. Kiedy
wystąpił do boju prezentował sobą co najmniej wspaniały widok. Zakuty był w złoty, mistrzowsko

wykonany pancerz a jego czerwone włosy przypominały płomień. Jego ciało nabrało nieznanego
dotąd nikomu odcienia czerwieni i aż płonęło od środka przepełnione mocą jakiej Magnus nie zaznał
w swoim życiu. Z dzierżonej w ręce laski miotał błyskawice tak potężne że każdy pojazd przez nie
trafiony znikał w kuli ognia i przypominającym grom huku. Jedynym, przepełnionym wściekłością
okiem potoczył po zastępach przerażonych Vlka Fenryka. Każdy z Wilków, który napotkał jego wzrok,
niemal od razu padał martwy zabijany przez szaleństwo w którym pogrążał się jego umysł na widok
bezmiernej głębi Chaosu czającej się w spojrzeniu Karmazynowego Króla. Jedynymi, którzy pozostali
niewrażliwi na tą przerażającą moc byli Leman Russ i dwa towarzyszące mu fenrizjańskie wilki. W
oczach Wilczego Króla pełzały iskry niecierpliwego oczekiwania, jak gdyby smakował i napawał się
wizją nadchodzącego starcia.
Wykorzystując swój talent i potęgę Magnus spowolnił czas by przed nieuniknioną walką z
bratem wydać ostatnie rozkazy swemu ulubionemu synowi. Ahriman miał poprowadzić niedobitki
Legionu do Piramidy Photepa gdzie czekał na niego Amon, adiutant Prymarchy, dzierżący bezcenny
dar, który właśnie Ahriman miał uratować z zagłady Prospero. W czułym, niemal ojcowskim, geście
Prymarcha sięgnął do jadeitowego skarabeusza znajdującego się na środku napierśnika Ahrimana.
Kiedy ręka Magnusa dotknęła klejnotu, zaświecił on bladym światłem, a Ahriman poczuł całym sobą
wielką moc jaka w nim zapłonęła. Według wyjaśnień Karmazynowego Króla kamień ten został
wyrzeźbiony z materiału pochodzącego z prosperiańskich Grot Rozmyślania, zaś każdy z Tysiąca
Synów nosił w swoim pancerzu podobny. Siłą rzeczy skąpe wyjaśnienia zakończyły się
enigmatycznym stwierdzeniem, że kiedy nadejdzie czas Ahriman będzie wiedział czemu miały one
służyć i że właśnie jego zadaniem będzie skoncentrowanie całej swojej energii psionicznej na
klejnocie swoim i swoich braci bitewnych. W tamtej chwili instrukcje Prymarchy były dla Ahrimana
niemal całkowicie niezrozumiałe jednak wiedziony lojalnością poprowadził swoich ocalałych braci do
piramidy, a Magnus przywrócił normalny upływ czasu.

poniedziałek, 2 września 2019

Sanguinius i Krwawe Anioły cz6

https://www.youtube.com/watch?v=Zq3WLsSpXtM



Bracia w Krwi
“Roboute Guilliman. Guilliman Taktyk. Guilliman Wojownik. Historia zapamięta Prymarchę Ultramarines pod wieloma przydomkami. Dla nas, ludu Krwi, Guilliman znany będzie jednak tylko pod jednym: Guilliman Rzeźnik. Na mocy prawa i edyktów, Guilliman wyrwał serca Legionom Kosmicznych Marines. Nawet jego właśni synowie zostali dotknięci przez jego zdradę. Choć to Horus chciał zniszczyć wszystko co nam drogie ogromnym młotem wojennym, to Guilliman dokonał jego dzieła przy pomocy noża. Koniec końców, rezultat ich działań był taki sam. Brat stał się kuzynem. Kuzyn stał się wyrzutkiem. Nowy Zakon Guillimana, jego nowy początek, był niczym rozdarcie naszej całej, dumnej historii. Pozbawieni honoru i czci, historii i heroicznych czynów przeszłości, wszyscy przepadliśmy. Jako bękarty wojny i zwycięstwa, nie byliśmy już dłużej Aniołami.”
~ Mistrz Zakonu Rozrywaczy Ciał, Nassir Amit

            W obliczu porażki Horusa, Imperium nigdy już nie było takie same. Imperator nie mógł już dłużej sprawować żadnej militarnej funkcji w obronie ludzkości, jako że jego zniszczone ciało było podtrzymywane przy życiu tylko dzięki misternej pracy mechanizmów Złotego Tronu. Rekonstrukcja jego Imperium i wyrwanie ostatnich, Zdradzieckich chwastów stały się obowiązkami ocalałych Prymarchów, ludzi takich jak Rogal Dorn i Roboute Guilliman. Guilliman w rzeczy samej miał najwięcej wpływu na przyszłość pozbawionych lidera Krwawych Aniołów.
Poprzez Codex Astartes, wielki traktat o restrukturyzacji i porządku bitewnym Kosmicznych Marines i dziedzictwo Guillimana, miał on zmienić Legion Krwawych Aniołów w Zakony, które bronią Imperium po dziś dzień. Niektórzy z ocalałych braci buntowali się przeciwko takiemu rozwiązaniu, odczytując je jako działanie wysoce niesprawiedliwe. Emocje wśród Kosmicznych Marines były wtedy niezwykle wysokie. Bojaźliwie dusze widziały zdradę i sąd nadciągające z każdej strony, a samo wprowadzenie edyktu groziło wybuchem nowej wojny domowej. Koniec końców, Guilliman przekonał swoich żywych braci i najbardziej zażartych przeciwników Codexu - ocalali Bracia Bitewni Legionów zaczęli dzielić swoje formacje. Legiones Astartes przestały istnieć - narodziły się Zakony Adeptus Astartes.
Dla Krwawych Aniołów, podział ich Legionu był podwójnie okrutnym uderzeniem. Ich Prymarcha Sanguinius padł trupem w ostatniej godzinie Herezji Horusa, a co więcej, pozbawiono ich czasu na odżałowanie śmierci własnego ojca genetycznego i to pomimo ich wielkich strat, poniesionych w czasie Bitwy o Terrę. Ich zwarte braterstwo miało zostać złamane. Ocalałym Legionistom brakowało przywódcy, a co gorsze, pierwsze oznaki ich genetycznej wady zaczęły manifestować się w ich szeregach. Sprawiedliwym byłoby stwierdzenie, że po spotkaniu Krwawych Aniołów ze sługami Chaosu, dusze Astartes zostały dotkliwie i nieodwracalne poranione, nie mówiąc już w ogóle o negatywnym wpływie koszmaru związanego ze śmiercią ich mistrza na ich umysły. Od walki i swojego upadku z Demonami Khorna i Slaanesha na Signus Prime, w Legionie zostało obudzone nowe pragnienie, a szok związany ze śmiercią Sanguiniusa przeklął dusze Legionistów przypadłością znaną jako Czarny Szał. Choć Herezja się zakończyła, to dla Krwawych Aniołów prawdziwa walka dopiero się zaczęła.
Z wielkiego żalu i tragedii IX Legionu powstały Zakony Kosmicznych Marines. Choć każdy Legion znalazł swój własny sposób na dokonanie podziału (a niektóre Legiony doświadczyły restrukturyzacji o wiele dotkliwiej niż Krwawe Anioły), synowie Sanguiniusa ostatecznie zjednoczyły się pod ocalałym Gwardzistą Sanguiniusa, Azkaellonem. Zapiski historyczne od tego momentu bardzo różnią się od siebie, ale wszystkie one nawiązują do tego, że za radą Azkaellona, ocalali Astartes Legionu stworzyli małą liczbę Zakonów, dowodzonych przez czempionów dawnego Legionu. Każde z nich czerpało z tradycji i rytuałów ich dawnego Legionu, traktując to jako podstawę ich nowego bractwa i każde z nich dobrało pasującą do ich szeregów nazwę. Dla synów Sanguiniusa nastąpił czas odnowy. Odseparowali się oni od siebie i zaczęli budować w pełni autonomiczne organizacje. Nawet w tym czasie pełnym wewnętrznego zamętu, żądny zemsty Mistrz Zakonu Nassir Amit, przez swoich wojowników nazywany “Rozrywaczem Ciał,” poprowadził swój Zakon na krwawą krucjatę, której celem stały się uciekające Zdradzieckie Legiony. Ich czyny, nawet we wczesnych latach istnienia ich Zakonu, położyły fundamenty pod ich przyszłość, za którą przyszło im bardzo drogo zapłacić.
W następnych tysiącleciach od tamtych mrocznych dni, genoziarno synów Sanguiniusa było wykorzystywane przy tworzeniu nowych Zakonów Adeptus Astartes. Każde z nowo stworzonych Zakonów pomagało cementować dziedzictwo Prymarchy Sanguiniusa, zapewniając jego przetrwanie tak długo, jak długo Astartes powstali na bazie genomu Prymarchy będą walczyć z wrogami Imperium. Mimo to, z czasem jasnym stało się, że wszystkie te Zakony pochodziły od jednego, starożytnego Legionu. Każdy z powstających Zakonów mógł prześledzić swoje korzenie, które mniej lub bardziej łączyły się z ich starożytnym Legionem. Niektóre z nich, jak chociażby Anioły Enkorminy, zbudowały sobie własną reputację, a ich Astartes stali się tak dobrze znani jako honorowi wojownicy, że nie muszą oni czerpać z chwalebnych tradycji swojego Legionu. Inne Zakony stały się ledwie rozpoznawalne - Zakon Karmazynowych Ostrzy uważany był za formację powstałą na bazie genoziarna Ultramarines do czasu spotkania się jego Astartes z Astorathem Ponurym w późnych latach M41. Dzięki temu, Karmazynowe Ostrza mogły wreszcie zidentyfikować dziwne przypadłości, które nękały ich szeregi - były to Czerwone Pragnienie i Czarny Szał Krwawych Aniołów.

Imperialny Święty

            Ciało Sanguiniusa zostało zabrane przez Imperialne siły podczas ich odwrotu z Mściwego Ducha na Terrę. Jego zwłoki zostały zabrane przez Krwawe Anioły z powrotem na Baal, gdzie pochowano go w głębokim, wielkim grobowcu pod najświętszą kaplicą Zakonu. Bramy do tego grobowca zostały udekorowane ogromnymi wizerunkami aniołów, co miało uhonorować ich poległego Prymarchę.
            Dziś, dziesięć tysięcy lat później, Sanguinius jest jednym z najbardziej wychwalanych Lojalistycznych Prymarchów. Powszechnie traktuje się go jak bohatera w związku z jego poświęceniem i szlachetnym oddaniem wobec swojego ukochanego Imperatora. Jego czyny przyczyniły się do zmiany Imperium na lepsze, nie wspominając już nawet o jego zbawiennym wpływie na Legion Krwawych Aniołów. Imię Sanguiniusa jest dziś powszechnie znane wśród obywateli Imperum. Kaplice poświęcone jego imieniu stoją dziś w cieniu świątyń wychwalających samego Imperatora. W Imperialnym kalendarzu wprowadzono nawet święty dzień poświęcony upamiętieniu Sanguiniusa, w którym Kapłani Imperialnego Kultu zagłębiają się w liturgię Sanguinalii, a Imperialni Adepci w całej galaktyce noszą przepasaną na klatkach piersiowych czerwoną wstęgę, upamiętniającą poświęcenie Prymarchy.
            Po dziś dzień, Krwawe Anioły należą do najbardziej przerażających i najmniej godnych zaufania Zakonów Kosmicznych Marines. Dusze Braci Bitewnych Zakonu są nawiedzane przez koszmary starożytnych wydarzeń, a ich ciała są spowite mrocznym sekretem i przerażającym pragnieniem krwi, którego nie mogą zaspokoić.

Słynne Kampanie

         Od najwcześniejszych dni Imperium, Krwawe Anioły walczyły w obronie królestwa ludzi. Pomimo mroku, który przygniótł ich dusze, synowie Sanguiniusa nieustannie wykazywali się heroizmem. Nawet dziś, gdy ich dni przypominają gęstniejący mrok nocy, pozostają oni strażnicą nadziei pośród galaktyki pełnej wojny.
            Niewiele Zakonów Kosmicznych Marines poświęconych jest obronie Imperium tak bardzo, jak Krwawe Anioły. Choć inne Zakony, jak chociażby Ultramarines, zachowują się jak strażnicy pojedynczych Układów i Sektorów Imperium, to Krwawe Anioły postrzegają całość Imperium jako ich cel obrony i czują wobec tego zadania wielką odpowiedzialność.
            Astartes tego Zakonu są w związku z tym bardzo rozciągnięci i cierpią z powodu wyższych niż standardowe strat. Nie mniej, zwycięstwa Krwawych Aniołów są bardzo liczne i zaliczają się do najbardziej chwalebnych triumfów Imperium. Sława Zakonu sprawia, że jego Marines znani są w całej galaktyce.

Epoka Złotej Chwały (M30 - M40)
Rebelia Praxil (nieznana data, M30) - Układ Praxil był bogatym, dobrze prosperującym miejscem, zamieszkałym przez ludzką cywilizację. Choć mieszkańcy Układu nie mieliby większych trudności w przyjęciu Imperialnej Prawdy i ze zjednoczeniem się z Imperium, Praxilianie odmówili ofercie Imperatora, a co więcej, ich silna flota zdołała odeprzeć pierwsze Floty Ekspedycyjne Imperium. Do Układu wysłano zatem Legion Dzieci Imperatora, których Lord Dowódca Iddinam nie był jednak w stanie posunąć swojej kampanii na przód. Choć Dzieci Imperatora były zbyt dumne, by prosić o pomoc, Rada Wojenna Terry przydzieliła im posiłki w postaci kontyngentów z Legionów Imperialnych Pięści i Krwawych Aniołów. Choć od tamtego momentu cała kampania przebiegła całkiem gładko, a Imperium wzbogaciło się o nowe, żyzne ziemie, Lord Dowódca Dzieci Imperatora przypisał sobie wszystkie zasługi za zwycięstwo.
Integracja Melchior (ok. 999 r. M30) - Imperialna Kampania Integracyjna na Melchior była łączoną kampanią, toczoną przez Wilki Luny i Krwawe Anioły. Świat Melchior był ostatnim bastionem Nephilimów - xenos o niemal ludzkich kształtach, których skóra była gładka niczym kamienny pomnik, a kończyny niezwykle abstrakcyjne. Ich kopulaste głowy wyłaniały się z tułowia z pominięciem szyi, a szereg szczelin węchowych i miejsca na oczy przeszywały całą powierzchnię ich czaszek. W jasnym świetle, Nephilimowie wyglądali jak obiekty wyrzeźbione w szkle - przez ich pół-transparentne ciała przechodziło naturalne, dzienne światło gwiazd. Nephilimowie posiadali powolną, ostrożną zręczność, co nadawało im charakter istot morskich, jakie można obserwować ze szklanych zbiorników pod powierzchnią oceanów. Idąc przez świeże powietrze byli bardzo powolni, jak gdyby pływali w wodzie, ale równie dobrze potrafili poruszać się diabelnie szybko, przez co ciężko było te bestie trafić. Obcy giganci zakłócali sen ludzkości o pokoju i jedności. Ich cywilizacja zagarnęła setki światów, nim ich najznamienitsi wojownicy przybyli na Melchior by odpocząć. Sagan, Kręgosłup DeCora, Orphea Minoris, Beta Rigel II - każda z tych planet została oczyszczona z ludzkiego życia, a ich populacje zostały zamknięte w specjalnych, wielkich niczym góry statkach i powoli skonsumowane. Samo imię tej podłej rasy - Nephilimowie - w starożytnej kulturze Terry, Calibanu i Baracu oznaczało upadłych serafinów. Prawdziwym koszmarem ich istnienia był jednak fakt, iż Nephilimowie doskonale zdawali sobie sprawę z ludzkich skojarzeń względem ich imion i niejednokrotnie nakazywali swoim niewolnikom czczenie swoich ziomków niczym bogów. Karmili oni swoje ofiary opowieściami o wiecznym życiu, w którym udział mogli mieć jedynie ich wierni, oraz o wiecznej karze dla tych, którzy będą oporni. W swojej indoktrynacji byli oni bardzo skuteczni. Mogło być zresztą i tak, że xenos naprawdę wierzyli we własną wyższość, możliwość uduchowienia swoich niewolników i wyrwania ich ze szponów fizyczności, oferując im prawdziwe życie wieczne - dla Kosmicznych Marines nie miało to jednak znaczenia. Dzięki swojej zaawansowanej technologii, Nephilimowie zaimplantowali fragmenty własnej świadomości w umysłach swoich niewolników, by jeszcze lepiej zgłębić wzajemną komunikację między nimi. Nephilimowie kontrolowali umysły, czy to przez transmitowanie swojej siły woli, czy też poprzez słabość swoich ofiar. Samym swoim istnieniem znieważali oni nadzieję Imperatora na stworzenie racjonalnej, sekularnej galaktyki, której podstawą byłaby Imperialna Prawda. Reprezentowali oni nie tylko obrazę czystości cennego, ludzkiego umysłu. To, czym Nephilimowie zwykli się żywić, czyli dokładnie to, co zaobserwowali Zwiadowcy Krwawych Aniołów i Wilków Luny, to same życia tych, którzy z nimi przebywali. Ich opustoszałe kaplice były wypełnione stosami zwłok, które widocznie starzały się w zaledwie kilka godzin, gdy życiodajna esencja była odbierana ich byłym panom. Prymarchowie Legionów byli obrzydzeni prawdziwą naturą swojego wroga. Nephilimowie karmili się ludzkim oddaniem. W strategium Mściwego Ducha, Horus przedstawił Sanguiniusowi plan, który jego zdaniem miał złamać żelazną wolę xenos. Horus chciał, by Krwawe Anioły maszerowały ramię w ramię z ich kuzynami, onieśmielając obcych widokiem tysięcy Kosmicznych Marines, dumnie kroczących pod same bramy ich bastionu, następnie prosto przez bramę i na ich umocnienia, bez zatrzymywania się i bez jakichkolwiek wahań. “Niczym ocean, z którego wyszły te istoty” - powiedział mu Horus - “przetoczymy się po tych obcych, chwycimy za pyski i utopimy.” Patetyczność jego planu była jego największą siłą, ale Sanguinius nie dał się do niego łatwo przekonać. Tak prosta, brutalna siła o wiele bardziej pasowała do dzikiego Lemana Russa, lub do samego Angrona. Sanguinius czuł, że ani on, ani Horus nie byli dość naiwni i dość skupieni na celu, by ryzykować tak wiele dla jednego szturmu, ale ostatecznie przystał na pomysł Horusa. Gdy nadszedł odpowiedni czas na działanie, Horus i jego Wilki Luny spotkały się z armią xenos na błyszczących równinach Srebrzystej Pustyni. Nim doszło do otwartej przemocy, Horus podjął próbę paktowania z Nephilimami jeszcze jeden, ostatni raz, ale zbyt pewni siebie xenos odmówili jego propozycji kapitulacji, spokojnie informując Prymarchę, że jego siły nie mogły wygrać. Horus poinformował dowódcę xenos, że popełnił śmiertelny błąd, jako że to jego cywilizacja wkrótce upadnie. Wilki Luny miały być kowadłem, na którym siły xenos zostaną złamane, a Krwawe Anioły miały być w tym wszystkim młotem. W tym momencie niebiosa zostały rozerwane przez niewyobrażalny hałas, a deszcz ceramitowych Kapsuł Desantowych zaczął torować sobie drogę przez atmosferę Melchior, spadając niczym płonące meteory prosto w piaski pustyni. Towarzyszyły im Stormbirdy i Thunderhawki, które natychmiast zaczęły niszczyć gargantuiczne obozowiska Nephilimów, ściągając na ziemię kolejne posiłki IX Legionu. Szybkość ataku była tu kluczem do zwycięstwa: obcy najeźdźcy i ich oddani niewolnicy zostali szybko związani w walce z wielką siłą Wilków Luny, pozostawiając swoje umocnienia na flankach dość rozciągniętymi, by silny cios je załamał. Gigantyczni xenos myśleli zbyt wolno i w momencie, w którym zrozumieli, że zostali oszukani, podjęli próbę przegrupowania się i ufortyfikowania. Krwawe Anioły nie pozwoliły im na to. Nephilimowie zostali złamani i wybici jeden po drugim, a jedność ich armii została rozdeptana w brutalnym, głębokim ataku. Złapani w pułapkę brutalnej furii dwóch Legionów Kosmicznych Marines na błyszczących jasnym światłem piaskach Melchioru, Nephilimowie i ich potęga zostali ostatecznie pokonani.
Integracja Księżycy Fraemium (Nieznana data, M31) - Genetycznie wzmocniony oddział Imperialnej Armii, Dywizja Zabójców G9K, został przypisany do walki u boku Krwawych Aniołów w czasie kampanii na Księżycach Fraemium. Konflikt toczył się przeciwko nieznanym adwersarzom, o których nie wspomniano w oficjalnych zapiskach historycznych Imperium. Choć o całej kampanii niewiele wiadomo, to do historii przeszło otoczenie sił G9K i niemal całkowite wybicie jednostki. Nim jednak doszło do całkowitej klęski, szybki desant Krwawych Aniołów wyrwał siły G9K z oblężenia. Połączone Imperialne siły szybko poradziły sobie z podbiciem i integracją głównej planety Układu.
Integracja 140-20 (znane także jako Integracja Urisarach, lub Integracja Rzeźni, ok. 001 r. M31) - Świat Śmierci 140-20 był dwudziestym światem napotkanym przez sto czterdziestą Flotę Ekspedycyjną, prowadzoną przez kontyngent IX Legionu Astartes, któremu przewodził Kapitan Khitas Frome. Marines byli niezdolni do przetłumaczenia ostrzeżeń z orbitującej nad planetą satelity i nie uniknęli wejścia w nieznane, oraz starcia z niezwykle niebezpiecznymi xenos, odizolowanymi na planecie. Kapitan Frome nakazał całemu kontyngentowi swojej floty, liczącemu trzy pełne kompanie Marines wylądowanie na planecie i sprowadzenie planety pod Integrację z Imperium. Z uwagi na ekstremalne turbulencje atmosferyczne na planecie, wszystkie pojazdy Kosmicznych Marines zeszły z kursu, a ich załoga została rozproszona i w dużej części odizolowana. Atmosfera świata oddziaływała także na kanały Voxu - wszelkie transmisje były teraz pełne zakłóceń. Siły Imperium nie były w stanie dobrze koordynować swoich ruchów. Oddziały naziemne wkrótce zaczęły słać zniekształcone transmisje w stronę swojej floty, zdając raporty na temat żyjących tam Megarachnidów. Kolejne raporty były przesiąknięte narastającą grozą Astartes, w miarę jak postępowali oni w głąb planety. Niedługo później, Krwawe Anioły wysłały nagłą wiadomość ratunkową, domagając się posiłków i natychmiastowej ekstrakcji swoich sił. Ostatnia transmisja otrzymana przez flotę Krwawych Aniołów miała brzmieć: “Ta planeta to Rzeźnia.” Nowa nazwa przylgnęła do tego świata. Nad planetę przybyły posiłki w postaci kontyngentu Legionu Dzieci Imperatora i Wilki Luny z Mistrzem Wojny w samej osobie. Choć Dzieci Imperatora powieliły błędy Krwawych Aniołów, dobrze wymierzona w czasie interwencja sił Wilków Luny uratowała los całej ekspedycji. Do Horusa dołączył Prymarcha Sanguinius, który chciał poznać los swoich synów. Choć Horusowi doradzano wycofanie swoich sił, gdy tylko jego Marines zabezpieczyli dobrze chronione miejsce do lądowania, łzy jego ukochanego brata i jego szczera prośba, by zemścić się za śmierć jego Astartes sprawiły, że Horus nie był w stanie mu odmówić. Horus odpowiedział mu tylko: “Tak. Zarżnijmy Rzeźnię.” Dodając pięć własnych kompanii do ogółu Imperialnych sił, Sanguinius obserwował, jak fala po fali Megarachnidzi wypełzają spod ziemi w niekończącej się nawałnicy kłów i pazurów. W krótkim czasie cała rasa tych pająkowatych xenos stanęła przed zagrożeniem całkowitego wytępienia, jednak Imperium nie osiągnęło całkowitego zwycięstwa - w układzie zmaterializowała się niezidentyfikowana flota. Jej dowódca ogłosił, że pochodzi z międzygwiezdnego imperium, znanego jako Interex. To za sprawą tej cywilizacji xenos ze świata Rzeźnia zostali odizolowani od reszty galaktyki na jednym, surowym świecie. Już drugi raz w historii Megarachnidzi zostali ocaleni przez swoich byłych wrogów. Imperialne kroniki nie wyszczególniają dalszej historii tego gatunku, choć prawdopodobnie jego ostatni przedstawiciele zginęli jeszcze w czasach Wielkiej Krucjaty lub na krótko po upadku Herezji Horusa.

Alpharius Omegon i Legion Alpha cz7

https://www.youtube.com/watch?v=JEUmKEN85kQ



Bitwa o Ravendelve (006.M31) – Świat Paramar V był sceną inwazji i obalenia Systemu Paramar przez Zdradziecki Legion Alpha i siły Mistrza Wojny  podczas pierwszych dni Herezji Horusa. Leżąc na zewnętrznym, północnym krańcu Segmentum Solar Paramar był ważnym miejscem postoju i źródłem zaopatrzenia dla Imperialnych Flot Ekspedycyjnych, niezbędnym do prowadzenia Wielkiej  Krucjaty. Paramar znajduje się w prawie bezpośrednim połączeniu z systemem Istvaan i Terrą. Nim krew została przelana w tak gigantycznych ilościach na Istvanie V generałowie Horusa obserwowali  Paramar V i jego ogromne zapasy wojskowe tworząc plany zdobycia planety. Legion Alpha rozpoczął masywny atak, a po nim nadeszła druga armada Mrocznego Mechanicum i ark sił wiernych Horusowi w tym Tytanów z Legio Fureans. Świat Paramar był sceną kilku zaciętych bitew podczas Herezji, wśród których atak Zdrajców na Strefę Lądowania Nexus Secundus był prawdopodobnie najbardziej krwawy. Siły Chaosu wpierane przez Sub-Legio składający się z od 8 do 10 manipuł Tytanów składających się z różnych klas wkroczyły do opuszczonego portu kosmicznego spodziewając się niewielkiego oporu. Zostali zaskoczeni obecnością Tytanów z Legio Gryphonicus, a także żołnierzy Mechanichum i lojalistycznych sił z 77. Wielkiej Kompanii  Żelaznych Wojowników. Szybkość i siła ataku Legionu Alpha zebrała wielkie żniwo, a szala zwycięstwa szybko przechyliła się na korzyść zdrajców. Ostatnia baza lojalistów znana jako Terminus nie mogła znieść zmasowanego ognia zdradzieckich tytanów. Nexus Paramar padł, a wraz z nim Paramar V poddał się Horusowi wraz ze swoimi nienaruszonymi zapasami i przemysłem.
Łowy na wilki (ok. 007. M31)  - Po  upadku Prospero wyczerpana flota VI Legionu zostaje zaatakowana przez Legion Alpha w wielkiej batalii kosmicznej. Siły Hydry były znacznie liczniejsze i lepiej wypoczęte, co zmusiło Kosmiczne Wiki do szukania schronienia w niebezpiecznych i wysoko korozyjnych pyłach Mgławicy Alaxxes. Z zimną skutecznością i pragmatyzmem XX Legion nękał kosmiczne wilki zmuszając je do schodzenia coraz głębiej w labirynt korytarzy Mgławicy. Doprowadzali do upokarzania popleczników Imperatora wstrzymując się ze śmiertelnym ciosem dopóki Wilki nie będą miały żadnej możliwości ucieczki. Każdy kontratak synów Russa był przewidywany, a Legion Alpha bez oporów poświęcił dziesiątki lżejszych jednostek by uzyskać możliwość zniszczenia jednego z głównych okrętów Kosmicznych Wilków. Jednak gdy VI Legion wreszcie  się opanował i przeprowadził przygotowane i zabójcze uderzenie zmusił on XX Legion do wycofania się. Lecz prawdziwym powodem ich sukcesu było nieoczekiwane pojawienie się świeżych  sił z Legionu Mrocznych Aniołów, których ogień z Fortu  Gwiezdnego „Chimera” klasy Ramilies dotkliwie uszkodził okręt flagowy Legionu Alpha. Pomimo, iż Leman Russ i jego wojownicy przeżyli, to zostali upokorzeni w stopniu dotąd niespotykanym. Mit niezwyciężoności został na zawsze rozbity.
Bitwa o system Chondax (007.M31) - Niedługo po triumfie na Ullanorze Jhagatai Khan i jego V Legion zostali wysłani do światów w systemie Chondax, w który znajdowały się najdalsze w Imperium światy: Teras, Honderal, Laerteax i Phemus IV. Kulminacją tej kampanii było zdobycie świata Chondax oznaczonego jako Chondax Primus EX5 776 NC-X-S przez kartografów. Lecz nazywany Białym Światem przez Białe Szramy z powodu ziemi niczym sól. Biały Świat był sercem sił Zielonoskórych, które to zdecydowały się na  lądowanie w systemie. Khan dostał rozkaz od  Mistrza Wojny by zniszczyć pozostałości sił Ullanorskiego Imperium Orków prowadzonych przez Urlakka Urruka. Brutalna Kampania trwała sześć długich, standardowych lat, kiedy to Białe Szramy ścigały pozostałe siły Zielonoskórych. To właśnie w Chondax V Legion dowiedział się o wybuchu wojny i zdradzie Horusa. Opóźnione pojawieniem się floty Legionu Alpha Białe Szramy po przerwaniu kordonu zdrajców rozpoczęły długą podróż na Terrę w poszukiwaniu odpowiedzi pozostawiając za sobą wraki okrętów Legionu Alhariusa.
Pochwycenie Omnissiaxa (nieznana data M31) -  Omnissiax był superciężkim frachtowcem zarejestrowanym w stoczni Heliodyne, który na którego to padły podejrzenia o transport grupy  bojowej Astramax z Legio Perennia na Terrę. Ten cenny ładunek zwrócił uwagę Legionu Alpha, który miał zamiar zinfiltrować Omnissiax, wykorzystując swoich  agentów sparatoi. Przebrani za puste, nowo wykute pancerze wspomagane niewielka siła pięćdziesięciu legionistów pod dowództwem Strike Dartariona Varixa, zabrałaby wielką jednostkę. Legioniści wybudzili się ze śpiączki wywołanej przez jednego ze swoich agentów wkrótce po tym, jak Omnissiax został przekierowany do świata Callistra Mundi, by stłumić powstanie na tej ważnej planecie systemu Gnostica. Ponieważ ich główne cele były nieosiągalne Varix zdecydował się na przejęcie Tytanów rozważając możliwość przetransportowania ich razem z załogą trzymaną w kriokomorach gdzieś indziej na statku. Dzięki niemal natychmiastowemu dostępowi  do  komunikacji wewnątrz okrętu Mechanicum Legion Alpha  zwabił żołnierzy w zasadzkę. Dzięki  użyciu specjalistycznej amunicji typu Banestrike nawet najbardziej opancerzone automaty bojowe takie jak Castellax nie mogły się równać z napastnikami. Aby jeszcze bardziej zdezorientować siły Omnisjasza Legioniści celowo podpalili kwatery załogi wprowadzając zamęt, dzięki któremu eliminacja wrogów była jeszcze łatwiejsza. Kilkukrotnie Legion Alpha zdołał przekraść się przez kordony bezpieczeństwa i zamordować wysokich rangą Magosów, w tym Magosa Dominusa odpowiedzialnego za ochronę jednostki. Mechanicum zareagowało wykorzystując swoją przewagę liczebną, w celu zalania XX Legionu i jego zatrzymania, dopóki nie powrócą posiłki z Callistra Mundi. Trzymając Legion Alpha na dystans w wybranych punkt szybko walka doprowadziła do Impasu. Jednak Varix przewidział tę  możliwość i odpowiednio wprowadził plan awaryjny. Wykorzystując niszczycielską siłę Tytata, aby zniszczyć siły Mechanicum na okręcie. Gdy Abyssus Edax klasy Warmonger otworzył ogień ostatki oporu wyznawców Omnisjasza zostały zmiecione oczyszczając drogę i doprowadzając do całkowitego zwycięstwa.
Kampania Tallarn i Yarant (nieznana data M31) – Podczas Herezji Legion Alpha postarał się udowodnić, że jest tak samo uzdolniony jak inne Lojalistyczne Legiony Kosmicznych Marines. XX Legion zadał bolesne porażki Białym Szramom na Tallarnie i Kosmicznym Wilkom na Yarant, oraz innym jednostkom Lojalistycznych Legionów w dziesiątkach innych placówek.
Krew wśród bladych gwiazd (008.M31) – Wcześniej niezidentyfikowana grupa Blackshield o nieznanym pochodzeniu nazywająca się Mrocznym Bractwem wykroiła własne korsarskie Imperium na skraju Bladych Gwiazd i rozpoczęła długą wojnę z łowczymi siłami Legionu Alpha, których zadaniem miałobyć zniszczenie oporu  przed rozpoczęciem Mrocznej Wielkiej Krucjaty Horusa.
Plaga Isessos (008.M31) – Seria najazdów z pustki na obrzeżach systemu Isessos w Segmentu Pacificus przez grupę uderzeniową Legionu Alpha, której to działania ostatecznie doprowadziły do poważnych strat na trzech Agro-Światach. Później stwierdzono, że kilka ofiar zostało zarażonych nieznanym szczepem glonów. W ciągu roku wirus ten zniszczył olbrzymie pola na planetach systemu redukując je do trującego szlamu. Spowodowało to głód na skalę sektora, w którym to zginęło  90 miliardów obywateli  Imperium i doprowadziło do całkowitej destabilizacji politycznej regionu.
Bitwa o Pluton – (010,M31) – Legion Alpha przeprowadził wiele dywersyjnych ataków, i aktów sabotażu, które to pogrążyły System Sol w całkowitym chaosie. Ich prawdziwym celem był jednak ufortyfikowany księżyc Hydra krążący wokół Plutona. Pierwszy Kapitan Sigismund i mała flota Imperialnych  Pięści uparcie bronili Plutona przed flotą XX Legionu, dopóki nie przybyła pomoc w postaci Phalanxa, jednostek Imperialnych pięści i okrętów Marynarki Imperialnej. W szczytowym momencie Rogal Dorn poprowadził atak na księżyc, gdzie zaangażował się w walkę z Alphariusem i zabił go. Siły XX Legionu zostały zmuszone do wycofania się. W wyniku tych wydarzeń Omegon przyjął na stałe tożsamość swego brata.
Bitwa o Eskrador (nieznana data M32) – Po śmierci Horusa pod koniec Herezji Legion Alpha i Ultramarines spotkali się w bitwie na świecie Eskrador, gdzie Roboute Guilliman zmierzył się ze znienawidzonym przez siebie bratem nieświadom, iż ten zginął w bitwie o Pluton. W walce tej rzekomy Alpharius poległ. Podniecony zwycięstwem Prymarcha ponowił atak i dobili pozostałości sił XX Legionu. Radość była jednak krótka. W ciągu kilku następnych dni byli oni nękani przez mieszkańców Eskradoru i resztki Legionu Alpha, którym udało się ukryć. Po kolejnym tygodniu bezowocnych walk Guilliman nakazał swoim Ultramarines ewakuację z planety. Następnie użył okrętów swego Legionu do bombardowania orbitalnego. Pomimo protestów Guillimana, iż ten nie chciał mierzyć się w równej walce z tak haniebnym wrogiem, niekwestionowany jest fakt porażki i upokorzenia Ultramarines przez Legion Alpha na każdym kroku, nawet pomimo utraty Alphariusa.
Plaga Dynata Crowbane-a (przed 100.M31) – Wypędzony na zewnątrz przez odradzające się siły Imperium po bitwie o Terrę w tak zwanej wielkiej pladze, Dynat Mal, główny architekt porażki Kruczej Gwardii w bitwie o Lyx zebrał swoje siły do regionu Mrocznych Marchii w Segmentum Tempestus. Tam napadł i zniszczył główną placówkę na Amarah Prime i zebrał grupę renegatów, mutantów i heretyków, którzy przyjęli imię „Okrytych Cieniem”. Ukrywając się ze swoją flotą w mgławicach i pasach gruzu tego, co kiedyś stanie się sektorem Orfeusza, Dynat Mal skutecznie zasadził się i zniszczył kilka imperialnych wypraw karnych i ustanowił panowanie terroru, które trwało przez dziesięciolecia. Chociaż los okrytych cieniem pozostaje nieznany, to powszechnie uważa się, że Dynat Mal został pokonany, a następnie zabity przez przebudzoną część Nekronów należących do dynastii Maynark.
Jam jest Alpharius (nieznana data) – Wiadomość dociera do Wysokich Lordów Terry. Zawarta w niej jest informacja twierdząca, iż siła pustosząca księżyce Podsektora Danevra jest Alphariusem. Wybuchła debata na temat, czy jest to możliwe, gdyż jego śmierć została odnotowana w historii więcej niż raz. Wielki Mistrz Officio Assassinorum wysłał sześciu strzelców Vindicare. Przez szereg lat identyfikowali i eliminowali tuzin bohaterów Legionu Alpha noszących imię Alphariusa na zbroi płytowej, lecz doniesienia o nalotach na stacje wydobywcze sektora tylko się nasilały. Pięć standardowych lat później ścięte głowy sześciu strzelców zostały znalezione, zamrożone w chłodniach żywnościowych Wysokich Lordów.
Wojna o ukryte leża (nieznana data) – Bractwo wybrańców Legionu Alpha znane jako Zakryte dłonie zinfiltrowało stację świata Zharastia Jensen, który był głównym ogniwem łańcucha dostaw zasobów w systemie Golgota. W swoim pragnieniu zwerbowania rekrutów do ich sprawy z niższych warstw społeczeństwa Zakryte dłonie odkryły Kult Genokradów. W ten sposób dochodzi do powstania, które ma na celu przejęcie władzy nad planetą. Uśpione komórki Legionu Alpha zostały przebudzone przez zakodowane wiadomości. Ulicami spłynęła krew gdy ukryte kulty chaosu wytoczyły wojnę partyzancką przeciw tym, którzy noszą znamiona wielkiego pożeracza. Zadowolona, iż Zharstia Jensen stała się zepsutym trybem w machinie wojennej Golgoty Zakryta Dłoń zniknęła bez śladu.
Sny Węża (nieznana data) – Plaga koszmarów ogarnia przepełniony psionikami świat Seer’s Rest. Każdy z czarnoksiężników i wróżbitów na planecie donosił, iż ma ten sam powracający sen, który przedstawiał deszcz węży pokrywających ziemię. Taka intensywność i skala snów wśród psioników doprowadziła do manifestacji ich koszmarów co doprowadził do śmierci połowy populacji planety. Miliony umarły przez ukąszenia węży nim psionicy zorientowali się w tym co się dzieje i deszcz gadów przestał padać. Śledztwo Adeptus Arbites zbyt późno stwierdziło, iż terraformujące, atmosferyczne silniki na świecie zostały zatrute gazem psychotropowym. Kiedy Legion Alpha wkroczył by zniszczyć resztki strażników planety i pułków Astra Militarum burza nasiliła się do tego stopnia, iż reszta świata została sklasyfikowana jako Świat Demoniczny. Legion Alpha na końcu porwał tysiące zapadłych w śpiączkę psioników.
Napad na Avernię (nieznana data) – Sabat Czarnoksiężników Legionu Alpha wykorzystując psioniczną hipnozę i podwójnych agentów rozsianych w całym Administratum przekonał władze Imperialne, że mapy mają system  Avernia oznaczony w złym miejscu. Kiedy  Legion Alpha zaatakował światy przemysłowe Avernia III i Primavernia psioniczne wezwania o pomoc zostają wysyłane w pustkę. Adeptus Terra pobudzony do działania na wieść o ataku Heretyckich Astartes przekierowuje grupę bojową z wojny o świat Negligance w kierunku Avernii w Segmentum Pacificus. Obliczenia podróży przez Osnowę wyrzuciły siły w dobrym czasie, lecz w zupełnie innym Segmencie. Zarówno Avernia, jak i Negligance padają w ciągu roku solarnego.
Wojna Gotycka ( 12 czarna krucjata 139-169.M31) – Była to rozległa kampania przeciw Imperium rozpoczęta przez Abaddona (Nieudacznika) Profanatora. Konflikt składał się z setek inwazji na planety i bitw kosmicznych, a zakończył się dopiero, gdy Abaddon został zmuszony do wycofania się w Immaterium, kiedy to przybyły posiłki Imperialne. Jedyną znaną bitwą, w której uczestniczył Legion Alpha była tak zwana Zasadzka Lethe, choć niewątpliwie XX Legion działał w cieniu manipulując wynikami bitew używając sieci szpiegowskich  i wzniecając bunty, by atakować wrogów z jak największej liczby kierunków.
Plaga Daethryu (255.M41) – Świat agrarny Daethryu Prime został nagle zaatakowany przez gatunek szarańczy dotychczas niespotykany w żadnym sektorze. Rozwijająca się w ciepłym klimacie planety, szarańcza mnożyła się w zastraszającym tempie dziesiątkując plony i powodując głód na całym świecie. Wśród ludności zaczął się szerzyć niepokój i gniew, który to skierowali na rządzących planetą. W ciągu tygodnia doszło do zamieszek w każdym z większych ośrodków ludności i wśród znacznej części lokalnych wojsk planetarnych. Pułk Mordiańskiej Żelaznej Gwardii został wysłany w celu spacyfikowania niepokojów, lecz wpadł w zasadzkę i został całkowicie zniszczony przez wysiadających z transporterów Heretyckich Kosmicznych Marines. Całkowita utrata znacznego źródła żywności przez lata powodowała olbrzymie problemy w podsektorze wywołując bunty na innych światach. Utrudniało to siłom Imperialnym dostanie się do Segmentum Pacificus podczas następnych ataków chaosu. Wydaje się pewne, że Legion Alpha zorganizował  wiele wydarzeń mających miejsce w sektorze.
Dziedzictwo Powstania na Luxor (812.M41) – Koalicja band Legionu Alpha rozpętała powstanie na świecie Luxor, prowokując Munitorum do działania, gdyż zagrażało to dostawom zasobów wojskowych do stref frontu w północnych marchiach Segmentum Ultima. Bunt został stłumiony przez Ultramarines, lecz ludność była tak rozgoryczona działaniami kapituły, iż powstania i bunty wybuchały wielokrotnie w ciągu następnego stulecia. Niektórzy uczeni przypisują upadek całej gromady Ardame około osiemdziesiąt lat później niedostatecznemu zaopatrzeniu po powstaniu w 812.M41.
Polowanie na Voldoriusa (865.M41) – Kernax Voldorius został wyniesiony do rangi demona przez Mrocznych bogów. Kor’sarro Khan z Białych Szram miał za zadanie wytropić demonicznego księcia i powrócić z jego głową, lub wcale. Po wypędzeniu Voldoriusa ze swojej największej twierdzy Kor’sarro Khan tropił go aż do planety Quintus. Tam Białe Szramy znalazły nie tylko całą bandę, ale planetę zdrajców i renegatów. Po przybyciu na planetę Kor’sarro Khan znalazł nieoczekiwanych sojuszników w postaci trzeciej kompani Kruczej Gwardii i Kayvaan Shrike. Zagrożenie ze strony Voldoriusa było tak duże, iż dwa rywalizujące ze sobą zakony odłożyły na bok spory i połączyły siły by ostatecznie zabić demonicznego księcia na ulicach planetarnej stolicy Mankarry.
Kampania Tartarusa (nieznana data M41) Trzecia kompania Krwawaych Kruków i jej  grupa  operacyjna pod dowództwem kapitana Gabriela Angelosa zostali wysłani na pomoc siłom Imperialnym na oblężonym świecie Tartarus, który miał zostać zaatakowany przez orcze WAAAGH! W trakcie kampanii Krwawe Kruki odkryły mroczną historię planety lokalizując liczne miejsca przepełnione energią chaosu i reliktów Eldarów pozostawionych by pomóc przyszłym pokoleniom w walce z chaosem uwięzionym na planecie. W trakcie walk większość ludności, która nie została ewakuowana została wypaczona przez chaos, lub wymordowana prze orków. W rzeczywistości inwazja orków była tylko dywersją. Grupa Legionu Alpha dowodzona przez Loeda Chaala Baala i Czarnoksiężnika Sindri Myra użyła orków jako osłony, by ich obecność nie została wykryta. Ich celem było odnalezienie starożytnego i bardzo potężnego artefaktu chaosu znanego jako Maledictum. Gabriel Angelos, którego własna intuicja podpowiadała, iż na Tartarusie dzieje się coś więcej niż widać gołym okiem. Zlekceważył on ostrzeżenia Inkwizytora z Ordo Malleus Mordecaia Totha i kontynuował on polowanie na ukryte na planecie siły. W końcu Gabriel odkrył, że siły Eldarskie ze Świato-Statku Biel-Tan przybyły by ponownie zamknąć potężnego demona w heretyckim artefakcie znanym jako Maledictum, który był ukryty na planecie pod stolicą. Jednak Krwawe Kruki złamały zabezpieczenia Eldarów uśmiercając awatara Khaine’a i wielu Eldarskich wojowników. Pomimo interwencji Sindri zdołał zdobyć Maledictum i klucze zarówno od siły Imperialnych, jak i Xenos. Być może najbardziej gorzkim rozdziałem w walkach na Tartarusie nie była utrata wielu braci bitewnych, lecz zdrada bibliotekarza Isadora Akiosa, który to był zaufanym człowiekiem Gabriela. Został on spaczony przez Maledictum i to on wydał artefakt Sindri, mimo, iż uważał, że kontroluje sytuację, był on od samego początku manipulowany przez czarnoksiężników Legionu Alpha. Sindri wykorzystał moc Maledictum by przemienić się w demonicznego księcia, lecz został przedtem zabity przez Angelosa. Na zakończenie kampanii Gabriel rozbił artefakt za pomocą demonicznego młota wykutego z odłamku ostrza awatara Khaine’a. To jednak uwolniło demona, gdyż ilość przelanej na planecie krwi posłużyła jako ofiara, która go przebudziła. Gdy został on wypuszczony wykazał połączenie między sobą a Inkwizytorem Tothem. Wygląda na to, iż Inkwizytor nie był tak nieskalany jak się wydawało. Jednak Gabriel nie był wstanie kontynuować sprawy i uciekł z planety.
Zasadzka na Grani Krugera (nieznana data M41) – Mistrz Quesiah Ichabod z zakonu Excoriatorów ( sukcesorów Imperialnych Pięści) Kosmicznych Marines przybył na świat Ignis Prime, aby przeprowadzić inspekcję garnizonu swego zakonu na Grani Krugera. Znalazł jednak on rzeźnię zamiast siedziby zakonu, oraz zasadzkę zastawioną przez kosmicznych Marines Legionu Alpha. To tam zabarykadowani w oratorimu Zachariach Kersh popadł w mrok Dorna zawodząc zarówno swego mistrza, jak i zakon pozwalając Legionowi Alpha na dopełnienie zwycięstwa. Kersh nie powstrzymał prawie skutecznej próby zabójstwa Ichaboda, oraz kradzieży Stigmartyru – starożytnego i szanowanego kodeksu Excoriatorów  z czasów drugiej fundacji. Był to niszczycielski cios w ich morale, oraz przyczyna wielu problemów Kapituły. Ichabod został poważnie ranny podczas nieudanej próby zamachu. Pomimo jego siły, rany mistrza były bardzo ciężkie pozostawiając go wijącego się w srogiej agonii. Doprowadziło to  ostatecznie do jego śmierci, której bezpośrednią przyczyną była groźna toksyna w jego organizmie, której Apotekarion Legionu nie był wstanie przeciwdziałać.
Kampania Kaurava (nieznana data. M41) – W Kampanii o system Kaurava po stronie Imperium stanęły: Zakon Krwawych Kruków, oddziały lokalnej Gwardii Imperialnej i Zakon Świętej róży z Adepta Sororitas. Pomimo uczestnictwa w walkach gargantuicznej liczby i różnorodności wrogów w postaci Orkowego WAAAGH! Grogutza, Eldarów ze Świato-Statku Ulthwe, Mrocznych Eldarów ze zboru Czarnego Serca, Kosmicznych Marines Chaosu z Legionu Alpha pod dowództwem  wybrańca Khorna Firaeveusa Carrona, oraz Tau siły Imperialne ustabilizowały sytuację w regionie. W trakcie walk  dodatkową komplikacją okazało się przebudzenie Nekronów śpiących pod piaskami planety Kaurava III trwających tam w hibernacji od milionów lat. Kampania okazała się katastrofą dla Krwawych Kruków, z których zginął kapitan Indrick Boreale wraz ze wszystkimi pięcioma kompaniami pod  jego dowództwem. Dalsze wydarzenia kampanii pozostają jednak nieznane, ukryte w aktach Imperium.

20% rabatu na ręcznie robioną biżuterię z kodem CZYTAWOJTEK

  20% rabatu na ręcznie robioną biżuterię z kodem CZYTAWOJTEK klikasz w link i 20% jest twoje :) Ty cieszysz się super cacuszkami i dodatkow...